Cross-over, czyli krótkie połączenie dwóch (lub więcej) seriali. Jaki najlepszy wam przy chodzi do głowy? Mnie: Monk przychodzi do lekarza a lekarz to House :)
Na Joggerze jakoś cicho po emisji Władców. Trochę to dziwne, bo moim zdaniem o wiele błahsze wydarzenie wywoływały prawdziwe burze. W poczuciu obywatelskie obowiązku - burzę wywołam ja ;)
Będzie krótko. Pierwsze moje wrażenie po filmie - to to że Sekielski pojechał równo po niemal wszystkich. Dostało się tym z lewa, prawa i w centrum. Co ciekawe, nie zauważyłem (proszę mnie poprawić jeśli się mylę), w całym filmie, ani jednej wypowiedzi polityka związanego z PSL - świadczy to ciekawie i niejednoznacznie o tej partii
W całym filmie chyba tylko jedna osoba wypadła na plus - tj. prokurator Olejnik, którego przeprosiny i wypowiedziane słowa godnie reprezentują ten zawód.
Komiks Watchmen czytałem już jakiś czas temu - wpierw w oryginale, później ponownie jak wyszedł po Polsku. Zrobił na mnie naprawdę ogrome wrażenie ciężarem swojego przekazu i emocjami które budził.
Dlatego kupiłem bilet na pierwszy możliwy seans, i powiem szczerze - nie zawiodłem się. Film jest conajmniej tak samo dobry jak komiks - owszem, wycięto kilka poboczynych wątków i zmieniono zakończenie (pozostawiając identyczny sens, nie będę spoilerował), lecz zrobiono to naprawdę twórczo.
Oczywiście, film nie musi się każdemu podobać - jest w nim kilka dłużyzn, ale mnie się podobał, więc polecam każdemu.
Robiąc zakupy, zauważyłem że w Kolekcji Klasyki (tak nawiasem mówiąc - świetna seria, mam już z niej siedem tytułów) dostępny jest Prey w cenie 19.90 PLN. Ponieważ od pewnego czasu dostępna jest wersja pod Linuksa, grzechem byłoby przejść obojętnie i nie dokonać zakupu :)
Nie ma jednak róży bez kolców - linuksowy instalator nie za bardzo chce współpracować z wersją z Kolekcji Klasyki. Nie ma jednak takiego problemu którego nie dałoby się rozwiązać.
Na początek: wszystko musimy zrobić przy użyciu terminala. Niestety nie da się tego wyklikać myszką. Jeśli jest to dla Ciebie problem, zwróć się do sprzedawcy ;)
Pierwszy problem leży po stronie instalatora. Jeżeli mamy ustawione polskie ustawienia językowe, nie będzie on działał poprawnie.
Musimy więc, tymczasowo, zmienić te ustawienia. Robimy to następującą komendą:
$ export LANG=C
Teraz teoretycznie powinniśmy (z tego samego terminala) uruchomić instalator. Nie tak szybko! Wersja z Kolekcji Klasyki różni się od ogólnie dostępnej, i instalator jej nie rozpozna. Aby to obejść, musimy zastosować następującą sztuczkę: najpierw zainstalować grę w Windows/WINE, a potem użyć tej zainstalowanej wersji jako źródła dla instalatora linuksowego.
Po zainstalowaniu gry pod WINE (nota bene moglibyśmu już grać, bo Prey pod WINE sprawuje się idealnie. Nie po to jednak Icculus męczył się nad linuksową wersją żebyśmy teraz dali za wygraną), musimy użyć linuksowego instalatora z następującymi parametrami:
$ ./prey-installer-12072008.bin --from-install --media 'sciezka_do_zainstalowanej_gry/base'
U mnie wyglądało to tak:
$ ./prey-installer-12072008.bin --from-install --media '/home/adamk/.wine/drive_c/Program Files/Kolekcja Klasyki/Prey/base'
Po zainstalowaniu gry linuksowym instalatorem, możemy bezpiecznie usunąć wersję pod Windows, nie będzie już potrzebna. Następnie możemy oddać się zabijaniu kosmitów :)
Wprawdzie nie w totka (całe 16 PLN na to poświęciłem), ale zawsze. Wiedźmina - edycję rozszerzoną.
Jakiś czas temu (chyba z miesiąc albo dwa), w Radiu ZET, przy okazji wydania edycji rozszerzonej Wiedźmina, można było ją wygrać. Aby to zrobić, trzeba było wejść na stronę i odpowiedzieć na kilka, całkiem niełatwych, pytań. Niełatwych, bo nawet mimo tego że wielokrotnie przeczytałem cały cykl o Wiedźminie, po kilka szczegółów musiałem zajrzeć do książki (no, ale przynajmniej wiedziałem dokładnie gdzie szukać).
Wypełniłem, wysłałem, zapomniałem. Spore więc było moje zdziwienie, gdy tydzień temu odebrałem z poczty niespodziewaną paczkę - a w niej grę. Na stronie Zetki nawet wyników konkursu już nie było, ale od czego cache Googla - sprawdziłem, to nie pomyłka, widnieję na liście zwycięzców :)
W Wiedźmina jak na razie nie grałem. Pirata wcześniej nie chciałem ściągać, a za komputerowymi RPGami dotąd specjalnie nie przepadałem więc nie kupowałem. Może właśnie ta wygrana to zmieni, ale dopiero za jakiś czas. Jak narazie mam inne zobowiązania (mgr) do wykonania, tak więc postanowiłem sobie że gry nie ruszę dopóki mgr nie zakończę. No, obejrzałem tylko DVD z wywiadami no i muzyki słucham.
P.S. Czy do edycji rozszerzonej potrzeba patcha 1.4? Na opakowaniu jest napisane że są już wszystkie do 1.3 dołączone, a o 1.4 można znaleźć w sieci że są z nim problemy.
Grał już różne role, ale teraz zagrał twardziela jakich mało w Taken (dalej bez specjalnych spoilerów)
Neeson gra twardziela, byłego agenta służb specjalnych któremu handlarze ludźmi porwali córkę. Już dawno nie widziałem tak dobrego kina sensacyjnego. Brak zbędnych udziwnień scenariusz jest prosty, bez większych dziur. Liam jako ojciec autentyczny. Po prostu kawałek dobrego, sensacyjnego kina. Polecam.
Oglądacie TVN? Nie? Cóż powiedziałbym wasza strata, ale zaraz mi się tu zlecą ;)
Od jakiegoś czasu na TVNie mają taką reklamówkę ich programów, z bardzo charakterystyczną muzyką. Chodziła ona od pewnego czasu, no aż w końcu się zebrałem i znalazłem. Piosenkarka zwie się Imogen Heap i jest świetna. Oto próbka:
Idę się wyluzować...
Nowa książka Jacka Dukaja "Lód" rozeszła się ponoć w 3 dni. Ani w Empiku ani w Matrasie ani w Merlinie nie ma ani sztuki. Mnie udało się dziś kupić egzemplarz na Dworcu Centralnym w Warszawie. Ostatni, niestety.
Za 59 PLN dostajemy 1000 stron w twardej oprawie. Dodam że 1000 stron wysokiej jakości treści. Na razie przebrnąłem przez 1/10 treści; przebijając się trochę jak przez lód właśnie, a to z powodu specyficznego języka jakim jest napisana. Niemniej już na podstawie tego fragmentu stwierdzam że jest to dla mnie zakup roku :).
Więcej jak skończę.
P. S. Ma być dodruk niedługo ponoć.
Kolejny dowód na twierdzenie: "dowolną książkę/komiks/film można kupić w ciemno zawsze wtedy gdy co najmniej jednym z autorów jest Neil Gaiman
MOŻLIWE SPOILERY
Przed świętami zaszedłem do księgarni, i co widzę? Nieznany mi dotąd tytuł autorstwa Neila Gaimana oraz Michaela Reavesa. Kupiłem, właśnie miałem czas przeczytać.
InterŚwiat to historia Joego Harkera, zwykłego chłopca którego jedyną niezwykłą cechą jest fakt że potrafi się zgubić wynosząc śmieci... do momentu kiedy przypadkiem okazuje się że potrafi podróżować pomiędzy światami.
Tak trafia to Altiwersum. Altiwersum to wycinek Multiwersum. Multiwersum to wszystkie możliwe wersje wszystkich możliwych światów - no wiecie, jak podejmujemy decyzje (te ważniejsze) to światy rozszczepiają się na takie gdzie zrobiliśmy A, takie gdzie B, gdzie C, itd. zależnie od możliwych wariantów. Altiwersum zaś to 'łuk' światów w których istnieje znana nam Ziemia w tej czy inne wersji.
Jak każdy łuk, Altiwersum ma dwa końce - jeden gdzie panuje technologia i jeden gdzie panuje magia. No i całą resztę pomiędzy gdzie jest po trochę tego i tego. Jedna strona to imperium RUN, druga to Binarium. Rozumiem że wyczuwacie nieunikniony konflikt? W to właśnie wpada Joe, przy okazji odkrywając że nie jest jedynym - istnieje całkiem sporo wersji Joego Harpera, z czego większość potrafi to co on. Dodatkowo oczywiście obie strony dybią na Joego, a zwłaszcza na jego unikalne umiejętności.
Dalej jest już tylko lepiej :). Moje osobiste wrażenie z tej historii jest fraktalne. Zapętla się ona sama w sobie aż do finału, który zasadniczym finałem nie jest, bo przecież można się dalej zapętlać w nieskończoność. Po prostu jest to historia otwarta, która buduje się z innych, mniejszych historii. Co nie zmienia faktu że jest wyśmienita, pełna akcji i naprawdę wciągająca. Nie jest to może książka 'dla dorosłych', w sensie że poważna itd., po prostu jest to historia której przeczytanie daje sporo satysfakcji. Do tego - znakomity prezent dla nastolatka którego chcielibyśmy zainteresować czytaniem.
Niecierpliwe czekając na następne rozdziały tej świetnej historii, szczerze polecam.
Zmiana paradygmatu, jest to przemiana otaczającej nas rzeczywistości w taki sposób, że 'nie wyobrażamy sobie' powrotu do poprzedniej sytuacji (przynajmniej większość z nas). Takich zmian było wiele, wynalezienie koła, prochu, rewolucja przemysłowy czy Druga Wojna Światowa. Obecnie możemy zaobserwować zmianę paradygmatu w dwóch dziedzinach.
Pierwsza z tych dziedzin to prawo patentowe. Oryginalnym założeniem tego prawa było chronienie wynalazcy oraz zapewnienie mu należnych zysków. Elementy tego prawa znali już starożytni, ale forma znana dzisiaj wywodzi się z czasów rewolucji przemysłowej. Niestety, prawo to mamy w niemal niezmienionej formie do dzisiaj, mimo tego że w międzyczasie mieliśmy rewolucję informacyjną.
Prawo patentowe powstało w czasach, gdy idea, aby zaistnieć, potrzebowała 'fizycznego' odpowiednika. Zasady silnika spalinowego, do sprawdzenia wymagały tego właśnie silnika. Dziś mamy gospodarkę oparta na przetwarzaniu informacji. W informatyce droga pomiędzy ideą a produktem jest bardzo krótka, koszty relatywnie niewielkie, a czami sama idea jest produktem. Z innych dziedzin mamy kod genetyczny (też będący informacją) oraz prawo pozwalające patentować poszczególne geny. Jesteśmy opatentowani.
Dla mnie ta sytuacja powoli staje się absurdalna. Dochodzimy do sytuacji gdy posiadając informację, nie możemy jej przetworzyć w sposób jaki byśmy chcieli. Dodając do tego absurdy prawa patentowego niektórych krajów mamy sytuację gdy możliwe staje się opatentowanie koła (Australia), lub po prostu idei (USA). Taki system zawali się w końcu pod własna niewydolnością i absurdem.
Stary porządek w tej dziedzinie jest broniony przez wielkie firmy, które stać na patentowanie niemal wszystkiego. Ograniczają one w ten sposób konkurencję małych firm, które nie stać na patentowanie i wykupywanie praw do wykorzystywania patentów. Powstają 'trusty' patentowe, czyli organizacje których jedynym majątkiem są patenty. Cóż, myślę że czas na nowe prawo 'anytrustowe'.
Druga zmiana paradygmatu zachodzi w dziedzinie mediów. Po wysłuchaniu debaty panów Lipszyca i Pluty dochodzę do wniosku, że obecny model tego biznesu stracił rację bytu. Jednocześnie, koncerny będące właścicielami prawa autorskich (majątkowych) zachowują się jak gońcy strajkujący przeciwko wprowadzaniu telefonów czy protestujący przeciwko samochodom czy kolei. W moim odczuciu, maja oni jeden wybór: przystosować się lub zginąć pod naporem rewolucji.
Jaki z tego wniosek? Nie warto stać na drodze postępu. W obu opisanych sytuacjach mamy silne organizacje będące 'w prawie' i walczące za zachowaniem status quo. Moim zdaniem nie mają szans. Przystosują się, albo znikną.
Julia Marcell dopiero co wystąpiła jako gość w "Dzień Dobry TVN". Powiedziała parę słów o SellaBand, o płycie którą nagrała i którą dopiero nagra. Było, jak to w "Dzień Dobry TVN" krótko, ale bardzo miło. Z tego co powiedziała Julia, wynika że SellaBand naprawdę działa. Jak dotąd ma propozycje z trzech studiów nagraniowych :D
Niestety, wcześniej, przegapiłem ją w Teleekspresie, ale mogę to nadrobić :).
Nie mogę doczekać się koncertu :D
Bo właśnie uzbierała 50k USD przez serwis SellaBand :D
Pozostaje mi się cieszyć że sam się odrobinę do tego przyczyniłem i czekać na specjalną edycję płyty :)
Co ciekawe, od artykułu o SellaBand i Julii w Gazecie Wyborczej, czyli w ciągu ostatnich trzech dni (!) uzbierana suma skoczyła o około 15k USD. Za ten fakt GW ma u mnie dozgonną wdzięczność :)
Dziś w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł o SellaBand (w skrócie: możesz wesprzeć muzyka, w zamian dostaniesz płytę jak wyda). Jak się okazuje Julia Marcell jest na samym topie muzyków zbierających fanów i pieniądze na wydanie płyty. Cieszy mnie to bardzo. Przy okazji zajrzałem na profil Julii na Myspace. Artystka nie próżnuje i mamy do posłuchania nowe piosenki :)
P. S. Właśnie sobie przypomniałem że jeszcze nie wykupiłem udziałów w płycie Julii na SellaBand. No, zrobione :)
Obejrzałem Katyń.
Jest to film który powinien obejrzeć każdy, i to nie tylko dlatego że jest to ważny punkt w historii Polski, ale także dlatego że pokazuje do czego zdolny jest totalitaryzm.Jeśli więc ktoś wokół was będzie za ograniczaniem wolności wypowiedzi, zgromadzeń czy też za ograniczeniem trójpodziału władzy - powiedz nie, bo jeśli się zgodzisz, to pamiętaj: historia się powtarza.
Teraz nieco lżej, o samym filmie. Film otwiera scena spotkania uchodźców na moście - jedni uciekają przed Niemcami, inni przed Rosjanami. Moim zdaniem, popełniono tu błąd i ta scena nie powinna być pierwsza. W środku filmu wprowadzani są nowi bohaterowie - krewni pomordowanych i ich losy w powojennej Polsce. Jest to mylące i dezorientujące. Gdyby film zaczynał się od sceny gdzie ci krewni żegnają żołnierzy odjeżdżających do jednostek, film byłby bardziej zrozumiały i mielibyśmy dodatkowy akcent dramatyczny. Tak jak jest, widz w środku filmu traci nieco orientację.
Myślę że kanon lektur szkolnych powinien zostać poszerzony, dodając kanon filmów. "Katyń" byłby całkiem niezłą pierwszą pozycją na liście.
W dniu wczorajszym, stacja telewizyjna Polsat, wyemitowała dwa pierwsze odcinki nowego, propagandowego serialu 'Ekipa'
Ok, jak tu już jesteście to mogę pisać normalnie ;)
'Ekipa' to nowy serial w reżyserii Agnieszki Holland. Po obejrzeniu pierwszych dwóch odcinków, mogę stwierdzić, że nie jest to oskarowe arcydzieło, ale kawał solidnej roboty.
SPOILER
Premier rządu, zasłużony opozycjonista z czasów PRL, (Gajos) dowiaduje się że znalazła się jego 'teczka'. Postanawia ustąpić ze stanowiska poprzez konstruktywne wotum nieufności, które składa jego własna partia. Na swojego następcę proponują nieznanego, niezaangażowanego, młodego profesora wyższej uczelni z Zamościa.
Profesor się zgadza, następuje walka o przepchniecie wotum, potyczki na regulamin sejmu. Ostatecznie, niewielką przewagą głosów, wotum zostaje przyjęte, a profesor zostaje nowym premierem.
Scenariusz jest ciekawy, zobaczymy jak wypadki potoczą się dalej. Pierwsze dwa odcinki zawiązują wątki dotyczące niemal każdego z głównych bohaterów, czyli: starego premiera, młodego premiera, młodego rzecznika prasowego premiera, młodej doradczyni premiera (hm, konkretnego stanowiska jeszcze nie zidentyfikowałem). Drugoplanowi to stara gwardia z partii premiera, koalicjanci no i opozycja. No i jest jeszcze Marta - śmigająca w kuluarach dziennikarka.
Nawet nieuzbrojone oko, dostrzeże w bohaterach portrety żywych polityków. Nie są one jednak nachalne, są raczej udana kompilacja cech kilku osób. Aktorzy grają bardzo dobrze (zapewne sprawnie poprowadzeni ręką pani reżyser). Gajos jak to Gajos, nawet jak go nie ma na ekranie to dobrze gra ;).
Z całej reszty, jak na razie najbardziej intryguje mnie, aula jakiej to wyższej uczelni 'zagrała' salę sejmu. Tak czy inaczej - zapraszam do oglądania, bo naprawdę jest ciekawie.
P. S. Jak pewnie zauważyliście ten wpis nie jest w kategorii 'Frustracje (czyt. polityka)', a to dlatego, że 'Ekipa' kanalizuje ta frustrację ;)
ChipTunesy (ang. ChipTunes) są formą muzyki elektronicznej.
Wywodzą się z ery komputerów ośmiobitowych (i nieco późniejszych). Komputery te, zazwyczaj posiadały specjalne układy do generowania dźwięku, przy czym nie robiły tego w sposób jaki znamy dziś, lecz w formie fal o określonych kształtach, amplitudzie i częstotliwości. Czasami zdarzały się sinusy i ewentualnie jakieś filtry. Zazwyczaj jednak były to fale o obwiedni "trójkątnej", "kwadratowej" czy też "piłowej". Czyli takie blipki i blopki i czasem jakiś szum ;)
Mimo tak ograniczonych (jak na dzisiejsze standardy) możliwości, muzycy potrafili wyciągnąć z tych układów całkiem niezłe możliwości. Hardkorowi fani bez problemu poznają autorów po charakterystycznych stylach (przyznam sie że aż tak hardkorowy nie jestem).
SID jest chyba najbardziej znanym, legendarnym prawie że układem. Montowano go w C64 w dwóch wersjach (inna szła do mydelniczki inna do wersji w późniejszej obudowie). Ciekawe jest to że żadne dwa egzemplarze nie grają dokładnie tak samo - niedokładny proces produkcyjny spowodował że występują subtelne różnice.
SID w czasach powstania był najbardziej zaawansowanym chipem muzycznym. Miał sporo możliwości (np. filtry), i był wręcz kochany przez muzyków. Powstało na niego bardzo duża ilość utworów (kolekcja HVSC na dzień dzisiejszy liczy ponad 33 tysiące utworów. Niestety nie jestem z SIDem specjalnie osłuchany, więc wiele więcej powiedzieć nie mogę.
Pokey to układ skonstruowany w firmie Atari. Seryjnie montowany był w komputerach serii XE/XL, a także w wielu salonowych automatach do gier. W porównaniu do SIDa ma nieco mniejsze możliwości, chociaż może po prostu ciężej z nich skorzystać. Całkiem niedawno udało się na Pokeyu SIDa zaemulować (!), co moim zdaniem oznacza że na pewno niewiele mu ustępuje. Największa kolekcja (ASMA) zawiera nieco ponad 2500 utworów. Sporo jest godnych uwagi, chociaż (moim zdaniem) Pokey trochę za bardzo daje kwadratami po uszach.
YM/AY to zasadniczo jeden układ, znany pod dwoma nazwami. AY montowany był w Spectrum 128 oraz w Atari ST (gdzie jest mi bardziej znany). Z wszystkich tych układów, jako jedyny potrafi 'legalnie' odgrywać sample (tzn., jest to jego zaplanowana opcja, na SIDzie i Pokeyu też się da, ale za pomocą sztuczek). Co do jego możliwości w Spectrumie to ciężko mi sie wypowiadać (bo słyszałem może 2 razy w życiu), za to w Atari ST, dzięki o wiele szybszemu procesorowi, zyskał on bardzo wiele, co pozwoliło na uzyskanie niespotykanych wcześniej efektów. Większość z nich opiera się na wykorzystaniu go w sposób o którym projektanci nie śnili :). Jako że przez lata posiadałem (i nadal posiadam) ST, to jestem z nim najbardziej osłuchany. Najprawdopodobniej najlepszym muzykiem (przynajmniej o największym, najbardziej znanym dorobku) jest Joachen Hippel (vel. Mad Max). Oprócz niego do najlepszych należeli: Ben Alec, TAO, Count Zero i mój osobisty faworyt Jess (z francuskiej grupy Overlanders). Kolekcją utworów z ST jest SNDH
Każdy z tych układów, można ożywić na swoim komputerze dzięki programom które je emulują. Zainteresowani znajdą je na stronach kolekcji (w linkach).
Dlaczego o tym piszę? Ano ostatnio odkryłem Plopbox, stronę na której zebrano całkiem sporo ChipTunsów (i do tego też MODów), dodatkowo napędzanej appletem Javy, pozwalającym słuchać Chiptunesów wszędzie (gdzie mamy Jave). Słucham sobie od rana, a w oku łezka się kręci :)
P. S. Jest oczywiście o wiele więcej układów o bardzo różnych brzmieniach/możliwościach, po prostu przybliżyłem te najpopularniejsze.
P. S. 2. Tak, to nie jest muzyka dla wszystkich, tak w ogóle to jestem wariatem i mam to wyłączyć? No dobra, ja was nie zmuszam, ewentualne listy z pogróżkami własnymi/współpracowników proszę kierować na /dev/null.
Postanowiłem podzielić się z wami częścią moich 'ulubionych' otagowanych 'komiks'
Webkomiksy wywodzą się z tzw. stripów - króciutkich (3-4 obrazkowych) komiksów zamieszczanych w gazetach. Jak to często bywa, internet pozwolił im rozkwitnąć, bo tu każdy może swoje wypociny opublikować (nawet ja, no chyba że mnie <bacznosc>Szanowny Pan Administrator</baczność> zbanuje) ;D
No, ale wróćmy. Miało być o webkomiksach które czytuje, no to lecimy:
- Garfield - absolutna legenda, hit (no i jestem kociarzem). Właściwie nie webcomic, bo powstał w czasach gdy ArpaNet dopiero w laboratoriach pierwsze biciki słał i jest nawet nieco starszy ode mnie. No, ale teraz jest też w sieci, wraz z pełnym archiwum. Nie chwaląc się, przeczytałem całość (to tylko 20k stripów). Wy też możecie, zaczynacie od tego.
- Dilbert - także klasyka, także wywodząca się z gazety. W niemal każdym biurze można znaleźć wydrukowane stripy poprzypinane w strategicznych miejscach. Niestety nie da się przeczytać całości on-line bo archiwum sięga tylko kilka miesięcy wstecz i randomizują urle :(. Z niezbyt ważnych ciekawostek, ponoć Bill Gates jest zadeklarowanym wielbicielem Dilberta.
- Userfriendly - klasyka ruchu FLOSS. Czasami histerycznie śmieszy, ale trzeba być chociaż trochę geekiem żeby zrozumieć co poniektóre smaczki. Jego największą zaletą jest szeroka gama wyrazistych charakterów, a z Dust Puppy zrobiłem sobie kiedyś ikonkę :).
- Daily - no i wreszcie na polskim podwórku. Genialny komiks, wytwór sfrustrowanego pracownika agencji reklamowej. Świetny komentarz do otaczającej nas rzeczywistości a do tego czasami naprawdę zastanawiający. Niestety - ostatnio raczej nic nowego się nie ukazuje :(
- Hallmarks of Felinity - niestety już nie wychodzący komiks. Przeznaczony raczej dla miłośników i znawców kotów. Miejscami genialny humor.
- Gone with the Blastwave - coś w rodzaju FPP, tylko że w komiksie. Zieloni kontra czerwoni kontra niebiescy, nikt nie wie o co chodzi. Świetny humor, ciekawie namalowane.
- Bug City - świetna polska produkcja. Sin City w wersji z robalami, fajnie namalowane, humorystycznie rozbrajające. Troszkę miejscami nierówne, ale ogólnie świetne.
- XKCD - komiks dla geeków, i ogólnie osób z przerostem materii szarej. Czasami ciężki w odbiorze, dlatego czytam nieregularnie. Wart jednak żeby czasami wysilić mózgownicę. Namalowany bardzo prosto, schematycznie rzekłbym.
- The Perry Bible Fellowship - tu radzę uważać, bo taka dawka humoru, ironii i myślenia można być groźna dla zdrowia. Jedyny w swoim rodzaju, genialny, wspaniały. Po przeczytaniu niektórych stripów po prostu brak słów, po innych walisz się bez życia z fotela (bo oddechu nie można złapać od ataku śmiechu. Polecam każdemu. Z niezbyt ważnych ciekawostek, ponoć Lcamtuf jest jego zadeklarowanym miłośnikiem.
- Hackles - ciekawy, antropomorficzny komiks o geekach. Tak, administratorzy są pingwinami :). Niestety już zakończył żywot:(
Wiem, że trochę tu nadużyłem epitetów genialny i wspaniały, no ale czytam to co mnie się raczej podoba a nie to co się nie podoba. No, a o gustach się nie dyskutuje...
To tyle... a jakie są wasze ulubione webkomiksy?
(kiedyś o zwykłych komiksach też napiszę, nie obejdzie się)
Możliwe że nie słyszeliście: wyciekł pilot serialu "Sarah Connor Chronicles", który dzieje się w świecie Terminatora, w czesach dzisiejszych i opowiada o perypetiach Sary Connor i jej syna Johna. Smaczku całości dodaje to, że premiera serialu zapowiadana jest na następny rok.
Pierwsze informacje o tym że powstaje serial pojawiły się jakiś czas temu. Od momentu kiedy je usłyszałem, nie mogłem sie doczekać. Dlatego jak usłyszałem że coś wypłynęło, nie postrzymałem się i dokonałem przestępstwa zagrożonego karą grzywny i (w moim wypadku) do dwóch lat więzienia. Tak, przyznaję się.
Pilot serialu jest całkiem niezły. Niestety aktorka grająca Sarę (Lena Headey), Lindzie Hamilton mogłaby conajwyżej kawę robić, a Edward Furlong jest już chyba trochę za stary żeby zagrać młodego Johna. Są wybuchy, pościgi, terminatorzy i podróże w czasie. Ogólnie dobra robota, z tym że (przynajmniej ja tak to widzę) akcja koliduje z akcją Terminatora 3. Możliwe że będzie na to jakieś wyjaśnienie, mam nadzieję że w miarę inteligente (chociaż czego ja się spodziewam).
Teraz o wycieku. Tak, spiraciłem i jestem z tego dumny. Po prostu nie wierzę że tak dopracoawny pilot wyciekł na prawie rok przed planowana emisją. Moim zdaniem to kontrolowana akcja producentów/dystrybutowów. Za darmo zrobią sobie badania czy chwyci, a fani podbiją sobie bębenek. Dam sobie za to niektóre części ciała uciąć.
Acha, no i jeszcze Summer Glau w roli 'dobrego' terminatora. Nagrała się freaków w Serenity/Firefly więc praktykę ma. Tam była naprawdę świetna, w Terminatorze jakaś taka nijaka. No ale takie są terminatory.
P.S. Zły Terminator czasami mów głosem Arniego :D
P.S.2. Ponoć w 4 Johna ma znowu zagrać Edward Furlong :D
Muszę przyznać że na ten film czekałem bardzo niecierpliwie.
Pierwszy raz Transformersy obejrzałem na video w wieku około 12 lat (dzięki Sebastian). W tycz czasach Megatron wyglądał jeszcze jak faszysta ;), co niestety później na fali poprawności politycznej zmieniono.
Film fabularny nie zawiódł moich oczekiwań. Fabuła jest prosta jak drut (zresztą czego oczekiwać po adaptacji kreskówki), a niektóre sceny potrafią rozśmieszyć prawie do łez (autoboty chowające się w ogródku ;)).
Nie podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze, trochę zbyt potworne przedstawienie Deceptikonów, po drugie, fabuła jest jednak trochę zbyt prosta - prawie do samego końca wszystko dzieje się niemal bezproblemowo. Brakuje trochę suspensu i napięcia.
Ogólnie wrażenia są jednak bardzo pozytywne... czekam na następną część :)
Jako że jestem fanem tej masońskiej rozgłośni (jak mawiał Gałęziak kiedy razem pracowaliśmy i już nie mógł go wytrzymać), mocnym mankamentem są dla mnie (chwilowe) niedomagania mojej karty TV/Radio. Od czego więc internet?
Pewnie wielu mnie zjedzie za słuchanie takiej komerchy, ale muszę przyznać, że na co dzień odpowiada mi popowy profil tego radia. Innej muzyki też chętnie słucham, właściwie wszystkich gatunków po trochu (no może poza tymi baaardzo skrajnymi), ale na co dzień po prostu nie chce mi się kłopotać z wyborem więc odpalam Zetkę. Takie konsupcyjno-kulturalne lenistwo.
No, ale od czego internet. Radio Zet używało w swej historii chyba wszystkich możliwych technologii streamowania, z różnymi skutkami: (zaczynając od najwczesniejszych)
- RealPlayer - chyba najciekawsza technologia. Umożliwia płynne pogorszenie/polepszenie jakości streamu w wypadku wykrycia problemów z przepustowością sieci. Do tego w miarę odporna zgubione pakiety. No i jest klient dla Linuksa. Niestety już niedostępne.
- AbRadio - taki zbiorczy serwis wielu stacji radiowych, zasadniczo używający pluginu Windows Media. Niestety odpowiedniki linuksowe (Mplayer-plugin, Totem-plugin) średnio działają (raz działają a raz nie), zresztą sam oryginalny plugin miewa różne dziwne humory. Jak dla mnie - porażka.
- Windows Media - zasadniczo to samo co powyżej, tylko bez marki AbRadio. (nie)Działa tak samo ;)
- Peercast - też bardzo ciekawa technologia, do tego otwarta. Działa na zasadzie P2P, dzięki czemu obciążenie bezpośrednio na serwerach jest mniejsze - jedni użytkownicy ciągną od innych. Niestety dość trudne w konfiguracji i kapryśne w działaniu. Jeśli tylko zostanie to poprawionę - wróżę tej technologii wielką przyszłość
- AAC przez HTTP - w miarę ostatnio zaimplementowana technologia. Chyba najlepsza ze wszystkich. Prosta obsługa (ściągamy po prostu playlistę), a klientów nie brak na dowolną platformę. Do tego kodek AAC daje dobrą jakość przy relatywnie niskim bitrate.
Z innych spraw które poprawili - to między innymi wydajność usługi. Kiedyś baaardzo ciężko było się wbić, natomiast teraz to zupełnie nie problem.
Z masońsko-żydowsko-cyklistyczno-radiozetowym-gazetowyborczym pozdrowieniem, stały słuchacz.
P. S. Gałęziak sie dziś obrączkuję - gorące życzenia wszelkiej pomyślności na nowej drodze życia :)
