Nie, to nie dotyczy aktualnego rządu ani opozycji ;)

Pchany ciekawością, zrobiłem sobie małą analizę. Porównałem wzrost światowego produktu brutto, z wzrostem światowej populacji. Wyniki mnie trochę zaskoczyły (spodziewałem się czego innego), ale wydają się być pozytywne. Otóż światowy GDP wzrasta nam szybciej niż populacja. Z tego faktu, że na jednostkę przypada co roku nieco więcej GDP - jest ona bogatsza. Jednocześnie, z projekcji ONZ wynika że wzrost populacji w najbliższej przyszłości raczej wyhamuje niż będzie przyśpieszać. Oczywiście GDP nie rośnie stale i tak samo szybko, trend jest jednak rosnący.

Oczywiście nie zapominajmy że podział dóbr jest (i co nie mam wątpliwości) w najbliższej przyszłości będzie nierównomierny. Sam jednak fakt tego, że jako całość raczej bogacimy się niż biedniejemy - dobrze wróży na przyszłość.

PS. Ciekawy jest przypadek Łotwy i Estonii, gdzie mimo spadku GDP o ok. 15%, rządy wydają się być stabilne.

9 komentarzy

O ustawie antyspreadowej było parę tygodni temu całkiem głośno, ale o tym że weszła w życie, jest jakoś cicho. No to podsumujmy:

jeżeli jesteś konsumentem i podpisałeś kredyt indeksowany w walucie obcej (dowolny, nie tylko hipoteczny):

  • bank ma obowiązek podpisać z tobą aneks do umowy o możliwości spłaty bezpośrednio w walucie
  • jak podpiszesz aneks, bank ma obowiązek otworzyć ci rachunek walutowy w tym celu
  • bank nie może Ci za powyższe operacje (i prowadzenie rachunku) naliczyć żadnych opłat
  • bank nie może w żaden sposób ograniczać Ci źródła z którego masz walutę. Ma obowiązek ja przyjąć.
Jeśli dopiero masz zamiar wziąć kredyt indeksowany w walucie: masz to mieć w umowie.

Ja już byłem w swoim banku - oczywiście nic nie wiedzieli, ale wymogłem na nich przyjęcie dyspozycji w celu podpisania aneksu. Da się :)

3 komentarze

W końcu, wczoraj, mogłem przetestować, wydane już jakiś czas temu środowisko Gnome 3. Na początku muszę powiedzieć że jestem umiarkowanie zachwycony (a znający mnie wiedzą że unikam mocnych stwierdzeń)

Gnome 3 używagm z Ubuntu 11.04 z dodatkowym PPA (Gnome 3 w głównych repozytoriach Ubuntu ma się pojawić w 11.10). Sama instalacja nie była bezproblemowa, bo w dniu kiedy próbowałem zainstalować całość po raz pierwszy, w repozytorium zaistniał konflikt pakietów, uniemożliwiający instalację. Na szczęście następnego dnia problem został zażegnany.

Gnome 3 było już wielokrotnie opisywane przez mądrzejszych ode mnie, skupię się więc na wrażeniach i drobnostkach. Wrażenie jest takie: wszystkie inne widziane przeze mnie UI (Windows, Mac (-najnowsza wersja, nie widziałem, nie mogę się wypowiadać), KDE, Unity i wszelkie 'klasyczne okienka') mogą i powinny brać przykład z Gnome 3. To działa naprawdę fajnie i szybko, a przede wszystkim jest niesamowicie estetyczne. Widać że lata planowania i designu nie poszły na marne. Zawsze zazdrościłem bohaterom różnych filmów używających filmowych 'GUI'. Teraz już nie muszę, Gnome 3 niczym nie odstaje od pomysłów designerów 'GUI' do filmowych komputerów. No i działa.

Oczywiście, Gnome 3 ma też kilka wad. Są one jednak bardzo drobne i trzeba być dość pedantyczny aby na nie zwrócić uwagę. Dlatego pozwolę je sobie przemilczeć :)

Tak więc, słowem końcowym, w mej prywatnej skali fajności od 0 do 5, Gnome 3 przyznaję 6 :). Jeśli jeszcze go nie używałeś - polecam spróbować.

4 komentarze

Nikt tego nie planuje, i chyba nikt się ku temu nie przygotowuje. Tu mały przytyk dla będących za zniesieniem obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych: nie, jak jesteście piękni i młodzi też niczego nie możecie być pewni.

Ja też się niczego nie spodziewałem, nie planowałem i nie przygotowywałem. Zawsze jednak starałem się uważać na sygnały które daje mi mój organizm, i kiedy zaczęło dziać się źle (w ciągu kilku dni urósł mi guz na szyi) od razu poszedłem do lekarza. Trafiłem dobrze, bo takie sprawy są trudne w diagnostyce, a mnie na szczęście dojście do diagnozy nie zajęło zbyt długo.

Miesiące temu rozpocząłem chemioterapię. Nie jest to miłe leczenie, bo leki używane w chemioterapii w prostej linii wywodzą się od gazów bojowych z czasów IIWŚ, ale przynajmniej w moim przypadku nie jest źle. Jestem po drugiej rundzie, czuję się na razie bardzo dobrze.

Możliwe że miałem szczęście, ale udało mi się rozpocząć leczenie bez oczekiwania w kolejkach, szybko i bezproblemowo, bez posiadania jakichkolwiek znajomości czy prób wręczania 'kopert'. Mimo wszystkich swoich wad i problemów, jak widać, polska Służba Zdrowia daje radę (przynajmniej w moim wypadku). Tu chciałbym też podziękować wszystkim lekarzom z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, a w szczególności z klinik otolaryngologii i hematologii. Zajęli się mną naprawdę fachowo i profesjonalnie. Nie będę dziękował poszczególnym nazwiskom, gdyż nie wszystkie znam i pamiętam, a mógłbym kogoś niesłusznie pominąć. Dziękuję też wszystkim znajomym i rodzinie za pomoc i wsparcie.

Jednocześnie chciałbym zawrzeć tu kilka rad, może komuś się przydadzą:

1. Prywatne ubezpieczenie medyczne - warto je mieć. Najlepiej firmowe, bo takie są tańsze, a sporo dają. Oczywiście wszystko można też załatwić przez państwową służbę zdrowia, ale to niestety wydłuża sprawy, szczególnie jeśli chodzi o badania diagnostyczne, który w wypadku nowotworów trzeba zrobić szybko. W moim przypadku oznaczało to konieczność zrobienia tomografii komputerowej (CT). Oczywiście można je zrobić całkowicie prywatnie i odpłatnie, ale koszt takiego badania to od 300 do 500PLN. A ja musiałem zrobić takich tomografii w sumie pięć. Dlatego jeśli nie macie takiego ubezpieczenia w pracy - idźcie pogadać z szefem, naprawdę warto.

2. Ubezpieczenie na życie z klauzulą poważnych zachorowań - uważam że warto mieć ubezpieczeni na życie (najlepiej powiązane z ubezpieczeniem emerytalnym). Do tego zazwyczaj można dokupić klauzule odszkodowań w wypadku poważnych zachorowań - taka klauzula kosztuje tylko parę złotych, a suma którą można dostać jest całkiem spora, tak więc warto.

3. Nie używajcie medycyny alternatywnej!!!. Wszelka irydologia, bioproądy, homeopatia to zwyczajne oszustwo, na które niepotrzebnie wydacie pieniądze które mogą być potrzebne na inne sprawy związane z leczeniem. Pamiętajcie! Wszelka terapia którą stosujecie powinna mieć udowodnioną skuteczność wyższą niż placebo, a jeśli ktoś będzie chciał ją wam wcisnąć mówiąc że 'mnie/wójkowi/coioci/znajomej pomogło' to przeczytajcie o dowodzie anegdotycznym i dlaczego nie warto na nim polegać.

To tyle. Dla zmartwionych o moje zdrowie - dziękuję za troskę, ale mam 90% szans na całkowite wyleczenie. Do wszystkich którzy mi pomogli i byli życzliwi (przyjaciele, współpracownicy, rodzina) kieruję wielkie podziękowania :)

8 komentarzy

Miłośnicy gier strategicznych firmy Paradox z serii Hearts Of Iron mogą od kilku dni cieszyć się nowym tytułem

Informacja dla niezorientowanych: HOI to gra symulująca wojnę światową - możesz zagrać dowolnym krajem z całej kuli ziemskiej.

Nowa gra jest oparta na engine HOI II, i nosi tytuł Darkest Hour. Niektórzy pewnie zapytają: no ale co to wnosi, tych gier jest już kilka, po co na następna?

O Darkest Hour można powiedzieć że to trochę mniej niż samodzielna gra, a sporo więcej niż mod. Jest oparta na (mocno zmodyfikowanym) silniku HOI II, lecz modyfikacje te, zupełnie odmieniły rozgrywkę. Co ciekawe, gra została stworzona nie przez developerów Paradoxu, lecz przez niezależne zespół doświadczonych modderów serii HOI. Jest to więc niejako projekt 'od graczy dla graczy'.

Po pierwsze, gra jest znacznie trudniejsza niż jej poprzednicy. Nie ma już państw 'łatwych' do grania - każde państwo ma swoje mocne i słabe strony, i uwierzcie mi - to właśnie te słabe strony sterują rozgrywką w tę czy inną stronę. Znacznie ograniczone zostały zasoby ludzkie (no, może poza ZSRR) i już nie będziesz miał masy dywizji jak w poprzednich grach (ZSRR ma za to inne problemy). Do opanowania jak grac danym krajem potrzeba nieco wprawy, i na podstawie moich trzech prób (USA, GER, SOV) mogę powiedzieć że łatwo nie jest

Chociaż, tak myślę że tak naprawdę ideałem byłoby połączenie Arsenal of Democracy i Darkest Hour, to szczerze polecam każdemu Darkest Hour.

Dodaj komentarz

mBank reklamuje ostatnio swój kredyt. Jako że akurat potrzebowałem nieco gotówki postanowiłem się o taki ubiec. Cóż z tego wyszło?

Dzień pierwszy. Wedle reklamy, środki z kredytu mają być po piętnastu minutach na koncie. Złożyłem wniosek online, poczekałem trochę, niestety środków brak. Może to dlatego że składałem wniosek w niedzielę. Postanowiłem dać mBankowi nieco więcej czasu

Dzień drugi. Kiedy byłem w pracy, o piętnastej zadzwoniła do mnie pani, informując mnie że niestety, muszę dostarczyć do mPunktu zaświadczenie o zatrudnieniu. Szybki kontakt z biurem rachunkowym, i udało się takie zdobyć. Na szczęście mPunkt mam po drodze z pracy, więc od razu go dostarczyłem.

Dzień trzeci. Ponownie zadzwoniła do mnie Pani i poinformowała mnie że na zaświadczeniu brakuje pewnych informacji:

  • pieczątki imiennej osoby które je podpisała
  • informacji o tym że nie znajduje się na wypowiedzeniu
  • informacji o tym że nie wisi mi na pensji komornik

Super. Fajnie by było gdyby mBank informował mnie o takich wymogach w momencie kiedy zażądali zaświadczenia o zatrudnieniu. Do tego, jak rozumiem, firma w której pracuje, specjalnie dla mBanku ma sobie fundnąć pieczątki imienne dla pracowników?

Jak widać, rzeczywistość rozłazi się w stosunku do reklamy dość mocno. Miało być piętnaście minut, są trzy dni. Dlatego zadecydowałem się w tym momencie sprawę z mBankiem zakończyć - jeśli chcą moich pieniędzy to muszą się bardziej postarać.

1 komentarz

Remont to jak wiadomo stały stres. A tu nagle okazuje się że brakuje elementu niezbędnego do montażu przycisku do stelaża to kibelka. Telefon do sklepu, stamtąd do Koła i już dzwonią z Koła że jedzie kurierem i już jest. Wielki szacun za sposób i szybkość rozpatrywania reklamacji :)

3 komentarze

Widzi się w mediach i na ulicach efekty różnych wypadków drogowych. Często, komentuje się, niewybrednymi słowy. Powiem wam jednak że uczestnictwo, a nawet spowodowanie takiego wypadku stanowczo zmienia persperktywę.

Wymusiłem pierwszeństwo. Byłem absolutnie trzeźwy, nie jechałem szybko, było późno, skrzyżowanie z migającymi na żółto światłami. Nie próbuję się usprawiedliwiać - po prostu stwierdzam fakty.

Najpierw słyszy się przeciągłe wycie - kierowca drugiego samochodu zauważył co się dzieje i próbował jakoś reagować. Potem uderzenie, a potem nie widzi i słyszy się już nic - to za krótko trwa. Moment przeciążenia, szybkie wyhamowanie (znak drogowy), przewrotka na dach i zatrzymanie.

Pierwsza reakcja, to panika - wydostać się. Tu wtrącę późniejsze przemyślenie: jeśli ktokolwiek powie wam że pasy bezpieczeństwa to zła idea, to każcie mu postukać się głową, najlepiej w mur, z prędkością co najmniej 50km/h. Wracamy na miejsce wypadku - podniesienie się w pasach i rozpięcie. Najpierw, próba otwarcia tylnych drzwi - niestety zakleszczone. No to oknem.

Pierwsza świadoma reakcja - jestem cały. Druga: przecież miałem pasażera. Nadbiegają gapie - pomagamy wydostać się pasażerowi. Trochę wstrząśnięty, ale wygląda na całego. Trzecia: drugi kierowca i jego samochód: kierowca cały, samochód prawie.

Epilog: pasażera zabierają do szpitala na prześwietlenie, po czym puszczają do domu. Nic mu nie jest. Mandat karny 500PLN i 6 punktów.

Wnioski: wyciągnąć, przede wszystkim. Wyjście cało z groźnej sytuacji zmienia perspektywę - trzeba uważać bardziej, jeździć trochę wolniej. Mam nadzieję że ty czytelniku też sobie weźmiesz je do serca.

8 komentarzy

Możecie mi polecić dobre miejsce na zawieszenie domeny? Żeby było tanio, bez promocji i bezproblemowo dało się przetransferować. Bez hostingu, kont email i innych bzdur. Co polecacie?

2 komentarze

za new.meteo.pl:

KOMENTARZ SYNOPTYKA

z dnia 19 maja 2010 r

Nie dość że południe Polski zostało zalane gwałtownymi deszczami, to też znaczna część tej wody wylewa się z mediów. Możemy obejrzeć dokładne relacje pokazujące wezbrane rzeki, płynące w nich sarenki, rozpaczających ludzi, no i polityków im współczujących. Szkoda że media nie poświęciły jednego procenta tego czasu, aby kilka dni wcześniej wytłumaczyć, dlaczego BĘDZIE padać, dlaczego jest to zagrożenie; szkoda też że zapora w Świnnej Porębie, która miała być ukończona w czasie moich studiów nie będzie gotowa w czasie studiów moich wnuków. Wydaje się, że klęski żywiołowe są doskonałym materiałem newsowym, natomiast rzetelne pochylenie się nad problemami nie jest możliwe. Społeczeństwo nie lubi próżni i tą lukę wypełniają entuzjaści, od lat piszący na listach dyskusyjnych czy zakładający nawet własne strony poświęcone tym zagadnieniom. Proszę spojrzeć co się pisało na liście dyskusyjnej pl.misc.meteorologia, a szczególnie kiedy to było napisane. Można też zobaczyć i porównać, kiedy pojawiły się informacje ostrzegawcze na stronie instytucji „pełniącej rolę” państwowej służby. (...)

Panu Synoptykowi chyba ciśnienie skoczyło ;)

3 komentarze

Serwis Phoronix, od dłuższego czasu atakował informacjami o nieoficjalnej beta wersji klienta Steam dla Linuksa. Ostatecznie gruchnęła wieść: jest oficjalna zapowiedź.

Steam jest elektroniczną platformą dostarczającą gry. Kontroluje spory kawałek rynku tego typu. Producentem Steam jest Valve, znane z cyklu Half Life i kilku innych świetnych produkcji. Na Steam dostępne jest prawie 2000 tytułów, tak dużych producentów (EA, Ubisoft) jak i małych, niezaleźnych.

Steam, i jego model dystrybucji, ma swoje wady i zalety, lecz nie o tym chcę tu pisać. Ważnym faktem jest to, że spory gracz wchodzi poważnie na rynek linuksowy, bo wraz ze Steam, Valve chce przenieść na Linuksa swoje czołowe produkcje. To spowoduje że Linuksowi zaczną przyglądać się inni producenci, i może w końcu, w końcu doczekamy się roku Linuksa na desktopach ;)

Co ciekawsze, myślę że będzie to miało duże znaczenie dla producentów niezależnych (tj. indie). Małe, niezależne produkcje, łatwiej przeportować na inny system operacyjny, a konkurencja (zwłaszcza na początku) będzie mniejsza. Oprócz tego, jak dotąd wszelkie tego typu produkcje dostępne dla Linuksa, przynosiły producentom spory przychód, sporo większy niż można by się spodziewać po ilości desktopowych Linuksów.

Tak więc prorokuje: Steam dla Linuksa oznacza rozkwit indie gaming. Oczywiście nie potrwa to wiecznie, w końcu wielcy producenci postanowią schrupać i ten kawałek tortu. Przez jakiś czas będziemy jednak mogli cieszyć się małymi, ciekawymi i tanimi niezależnymi produkcjami.

5 komentarzy

W językach obiektowych opartych o składnie nawiasów klamrowych (C++, C#, Java, ...) mamy zasadniczo trzy możliwości regulowania dostępu do składników klasy: private, protected oraz public. Niektóre języki dorzucają jeszcze inne (np. internal w C#), ale te trzy to podstawa.

Dla przypomnienia: public to elelment klasy dostępny dla wszystkich, także spoza klasy. Private to element prywatny, dostępny tylko w klasie, a protected to prawie to samo co private, z tym że jest dostępny dla klas pochodnych.

Mam propozycję, aby dodać jeszcze jeden regulator w tym zakresie.

Pisząc kawałek kodu zdałem sobie sprawę, że przydatna może być deklaracja, która ogranicza dostęp do elementu klasy, tylko do konkretnego obiektu - tzn. tylko obiekt A (i jego metody) mogą uzyskać dostęp do tak zadeklarowanego elementu A.a. Inne obiekty tej samej klasy, nie mogą uzyskać takiego dostępu. Taki instance-private.

Zalety takiego rozwiązania, to dodatkowy stopień hermetyzacji oraz potencjalne możliwości optymalizacji kodu dla kompilatora, oparte o dokładnej wiedzy kiedy następuje dostęp do składnika klasy.

Jakie są wasz opinie? A może są języki które mają tego typu mechanizm, o których nie wiem?

20 komentarzy

Może ktoś zajść do sekretariatu Katedry Architektury Systemów Komputerowych i spisać dni/godziny funkcjonowania (no i tu wrzucić)? Z góry dziękuję :)

4 komentarze

Próba wprowadzenia rejestru stron/usług niedozwolonych wywołała spory raban. Moim zdaniem słusznie - bo po pierwsze primo jestem przeciwny jakiejkolwiek cenzurze, a po drugie primo możliwość techniczna zrealizowania takiej blokady jest cokolwiek dyskusyjna. Problem polega na tym że hazard internetowy w Polsce jest zakazany przez prawo - tak więc jego łamanie powinno być ścigane z szacunku dla samego prawa.

Pomińmy sens tego prawa - co można by wprowadzić zamiast?

Nasuwa mi się proste rozwiązanie: zamiast blokady - monitoring. Możliwe jest utworzenie jawnej listy (oczywiście z zachowaniem odpowiednich procedur wpisu na listę) a następnie monitorowanie dostępu do tych stron. Następnie, jeżeli taki monitoring wykazałby wielokrotnie powtarzający się dostęp do monitorowanego zasobu - wysyłanie ostrzeżenia. Jeżeli ostrzeżenie nie przyniosłoby skutku - podsłuch transmisji danych (powinien zezwalać na to sędzia, analogicznie do podsłuchu telefonicznego), i na tej podstawie ewentualne skierowanie sprawy do sądu.

Pomysł ten jest jest w miarę analogiczny do podsłuchów telefonicznych, i myślę że w wypadku zastosowania podobnej procedury prawnej (tzn. konieczność udziału sądu) nie spowodowały że wielki brat stałby się jeszcze większy.

7 komentarzy

Zauważyłem właśnie że wiedza na temat zmiennych środowiskowych jest w zaniku. Mało kto już pamięta co to jest, gdzie i po co. Jak słyszą o PATH to robią baranie oczy. Nawet wielu 'administratorów'.

Do czego ten świat zmierza? Coraz bardziej zwracam się ku temu aby korzystanie z komputera bez ECDL było zabronione. Pffff, profani.

9 komentarzy

Za serwisem Phoronix: kanadyjska firma Gamerizon portuje swoją grę 'Quantz' na Linuksa. Jest to gra logiczna, na podstawie kilku minut grania mogę powiedzieć że bardzo wciągająca. Dostępna jest grywalna beta.

7 komentarzy

Ale dzięki (tu podaj swoje ulubione bóstwo) mam auto casco :)

Tylko teraz będę musiał trochę czasu z buta chodzić... Przynajmniej na zdrowie mi to wyjdzie.

(zdjęcie mało wyraźne bo ciemno było. Opis: rozwalony reflektor, atrapa, wgięta maska, prawdopodobnie naruszona chłodnica, ale silnik raczej nieruszony. Druge auto niemal nienaruszone, ofiary w ludziach: 0,0)

10 komentarzy

Kupując niedawno w markecie, niezbędne dożycia, materiały eksploatacyjne, zaszedłem do księgarni. Głównym moim celem było przyjrzenie się nowej książce Andrzeja Sapkowskiego. pt. Żmija.

Nie mogę wypowiedzieć się na temat samej treści książki - bo jej nie kupiłem. Nie kupiłem, bo zaszokowała mnie cena. Za książkę wielkości może 1/3 dowolnej książki z ostatniej trylogii (Narrentum, Boży Bojownicy, Lux Perpetua) musimy zapłacić ponad 30 PLN (w Merlinie 30,39 PLN). Myślę że tu wydawca naprawdę sporo przesadził. Cena tej książki powinna oscylować w okolicy 20 PLN, a na pewno nie powinna przekraczać 25 PLN.

Cóż, przyjdzie mi poczekać na zapoznanie się z najnowszą prozą Pana Andrzeja.

12 komentarzy

Bo bodzie.

Funkcja ta ma zwracać długość łańcucha znaków. Ma tylko jeden feler - pomija kończące łańcuch spacje.

Powód takiej implementacji/definicji tej funkcji pozostaje dla mnie nierozwikłaną zagadką. Kto? Jak? Kiedy? Po cholerę?

3 komentarze

World of Goo to wciągająca gra komputerowa dla dzieci od lat pięciu do stupięciu. Od dziś to dziewiętnastego października można ją kupić w dowolnej wybranej cenie - od 0.01, do 1000000 USD, a nawet więcej, jeśli masz ochotę. Gra jest bardzo fajna i polecam ją każdemu. Do tego jest dostępna wersje pod Windows, Linuksa, Maca i Wii, zaś autorzy przygotowują wydanie dla iPhone. Sam już jakiś czas temu kupiłem wersję pod Windows, więc wykorzystałem promocję w celu zakupienia wersji pod Linuksa :).

32 komentarze

Creative Commons License Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht (ze zmianami)