Na Joggerze jakoś cicho po emisji Władców. Trochę to dziwne, bo moim zdaniem o wiele błahsze wydarzenie wywoływały prawdziwe burze. W poczuciu obywatelskie obowiązku - burzę wywołam ja ;)

Będzie krótko. Pierwsze moje wrażenie po filmie - to to że Sekielski pojechał równo po niemal wszystkich. Dostało się tym z lewa, prawa i w centrum. Co ciekawe, nie zauważyłem (proszę mnie poprawić jeśli się mylę), w całym filmie, ani jednej wypowiedzi polityka związanego z PSL - świadczy to ciekawie i niejednoznacznie o tej partii

W całym filmie chyba tylko jedna osoba wypadła na plus - tj. prokurator Olejnik, którego przeprosiny i wypowiedziane słowa godnie reprezentują ten zawód.

27 komentarzy

Izba Skarbowa w Katowicach wystąpiła z kontrowersyjnym (i moim zdaniem absurdalnym, ale o tym dalej) pomysłem opodatkowania przysług które otrzymujemy od innych osób

Oczywiście, zewsząd posypały się na Izbę gromy. Moim zdaniem zupełnie niesłusznie - Izba działa jak najbardziej zgodnie z prawem - a te mówi że naszym dochodem jest wszystko co dostajemy, nieważne czy za darmo, skąd - i jest opodatkowane (z wyłączeniem konkretnie wyszczególnionych rzeczy zwolnionych z opodatkowania). Izba działa więc zgodnie i w granicach prawa, a wydaje mi się że takie zachowanie jest jak najbardziej ok - urzędnicy powinni prawo stosować dokładnie i sumiennie. Nie jest winą urzędnika że prawo mówi tak a nie inaczej, jego obowiązkiem jest egzekwowanie prawa.

Problem leży więc w prawie - i te powinno zostać zmienione. Oczywiście błędna może być też interpretacja dokonana przez Katowickich urzędników - urzędnicy skarbowi są jednak zobowiązani stosować w swej pracy wytyczne i wiążące interpretacje przygotowane przez Ministerstwo Finansów, i pewnie stamtąd wywodzi się interpretacja dokonana przez Izbę na prośbę banków czasu.

Sam przepis jest do pewnego stopnia absurdalny. Nikt nie jest w stanie tak dokładnie opodatkować się, ani tego sprawdzić, aby ująć wszystkie uzyskane dochody - bo w to się włącza absolutnie wszystko - prezenty urodzinowe, szklanka wody wypita w pracy. Powinniśmy więc pomyśleć jak zmienić ten przepis, tak aby nie doprowadzał do takich sytuacji.

Wszystkim zaś walczącym z urzędnikami w różnych sprawach - pamiętajcie, urzędnicy w swych decyzjach muszą kierować się prawem. Jeśli jakaś decyzja wam się nie podoba - macie prawo zażądać podstawy prawnej, która musi być udzielona pod rygorem nieważności decyzji.

4 komentarze

Poprawność polityczna. Dzisiaj w modzie jest 'nie być poprawnym politycznie'. Czy jednak naprawdę rozumiemy czym jest poprawność polityczna?

Niestety, ktoś w nazwę tego pojęcia wcisnął słowo 'polityka', co wielu osobo jednoznacznie negatywnie się kojarzy. Zostawmy jednak skojarzenia i nazwę, skupmy się na samym pojęciu.

Poprawność polityczna to taki sposób wysławiania się aby nie obrażać innych. Pomaga to nawiązać dialog pomiędzy różnymi, często skłóconymi grupami społecznymi. Pierwszym krokiem do takiego dialogu jest mówienie tak, aby druga strona chciała słuchać. To możemy jednak osiągnąć, tylko nie obrażając jej. Skoro więc jakieś słowo jest dla niej obraźliwe, szanse na to że zechcą słuchać są minimalne.

Z drugiej strony, można powiedzieć że słowa to tylko słowa. Oczywiście. Mamy takie słowa jak: czarny, murzyn, czarnuch, afro amerykanin, negroid... itd. Zauważmy jednak, że w komunikacji międzyludzkiej nie same słowa są ważne. Ważny jest kontekst (przy słowie pisanym) oraz cała otoczka niewerbalnej komunikacji - mowa ciała, intonacja. Oczywiście każde słowo można zaintonować tak aby brzmiało pogardliwie, lecz pewne słowa dla pewnych osób mają określone znaczenie niesione emocjami - którego nie potrafią wyrazić - po prostu budzą one w nich takie a nie inne uczucia.

Przeciwnicy poprawności politycznej zakrzyczą zapewne że 'debil jest debilem a murzyn murzynem i żadne słowa tego nie zmienią'. Niestety nie mają racji. Słowa i języki ewoluują, znaczenia się zmieniają, świadomość i odbiór nazw i znaczeń zmienia się. Nasza kultura, czy tego chcemy czy nie, zmienia się. To co kiedyś było dopuszczalne, dziś już nie jest. Tak samo, to co kiedyś było nie do pomyślenia, dziś uchodzi.

Co z wolnością słowa zapyta ktoś? Poprawność polityczna nie ogranicza wolności słowa - nadal możesz mówić co chcesz. Jeśli jednak nikt nie zechce słuchać - wypowiedziana myśl, niezależnie od jej wartości, zostanie zapomniana.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Wydaje mi się jednak że to proces podobny do ewolucji. Środowisko wokół nas zmienia się, więc chcąc przetrać musimy się dostosować.

Czym jest więc poprawność polityczna? Można powiedzieć że jest to taki sposób mówienia, aby ludzie nieprzychylni chcieli słuchać.

42 komentarze

Hmm, pan Ziobro zapowiedział że będzie poda do sądu każdego kto zacytuje jego słynne słowa: "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Cóż, czekam niecierpliwie :)

3 komentarze

W sieci można już znaleźć PDFa z książką panów Cenckiewicza i Gontarczyka na temat rzekomych kontaktów Lecha Wałęsy z SB. Po przeczytaniu około stu stron, już widać że książka jest niesamowicie stronnicza.

Dlaczego? Autorzy przyjmują założenie że opierać się będą w największej mierze na dokumentach. Cytują je bardzo szeroko, niektóre komentując bardzo dokładnie, inne zostawiając zupełnie bez komentarza. Niemal jednoznacznie interpretują wszystkie zapisy na niekorzyść Lecha Wałęsy. Przykładowo: na podstawie donosu Bolka i artykułu pasowego, identyfikują grupę czterech osób (wśród nich Wałęsę) które mogłyby być Bolkiem. Jednego odrzucają jako osobę mało istotną a dwóch na podstawie tego, że SB prowadziła wobec nich 'rozpracowanie'. Wnioskują z tego że Wałęsa to Bolek. W następnym zaś rozdziale przytaczają szereg operacji SB prowadzonych przeciw Lechowi Wałęsie. Czyli, jednych bycie rozpracowywanym przez SB czyni jednoznacznie 'niezdolnymi' do bycia TW, natomiast w przypadku Wałęsy to nie problem. Takie dwójmyślenie.

Na koniec dodam tylko, że przyjęte przez autorów założenie o opieraniu się tylko na papierach, wydaje mnie się błędem w sztuce historyka, szczególnie w sytuacji gdy większość uczestników tamtych wydarzeń żyje i ma się dobrze. Historyk nie powinien w ten sposób selekcjonować źródeł.

15 komentarzy

Stwierdzającego że bloggerzy powinni ujawniać kto za nimi stoi, ja niniejszym ujawniam że za mną stoi szef, który zaraz mnie obsobaczy za to że się obijam w robocie.

3 komentarze

SLD postanowiło wycofać się z LiDu. Jest to suwerenna decyzja tej partii, nie chcę tu dyskutować czy słuszna czy nie. Jaka powinna być reakcja SdPL i PD?

LiD powinien istnieć nadal, już bez SLD. To niezbyt czysty manewr, ale chyba najlepsze wyjście, dzięki której przejmują na wyłączność 'markę' jaką jest LiD.

Dodaj komentarz

Ta debata była moim zdaniem lepsza. Na stojąco politycy jednak bardziej przypominają ludzi ;)

Co do wrażeń - było parę celnych strzałów z obu stron, ale wydaję mi się że przez większość czasu przewagę miał Tusk (poza momentem gdy Kwaśniewski zamachał mu prywatnymi szpitalami z programu PO). Natomiast końcówka - widać było że Kwaśniewski mówi od siebie, natomiast Tusk miał przygotowane wystąpienie, bardzo dobre zresztą, wycelowane w wyborców LiD. Nie krytykował LiDu, ale uderzył anty-PiSowsko.

Co do ankiet z wynikami debaty, to nie ma nawet co dyskutować, po prostu PO ma znacznie więcej zwolenników którzy przegłosują każdą ankietę. Co do rzeczywistego wyniku, to wydaję mi się że PO zje kilka procent od LiDu.

7 komentarzy

Debata się zakończyła, Polacy komentują... spróbujmy.

Chciałbym zanalizować debatę pod względem socjotechnicznym. Postaram się nie oceniać. Dla mnie, nie będącego znawcą, ciężko w tym się rozeznać, ale zauważyłem konkretnie dwie rzeczy:

  • zdrabnianie imienia Donalda Tuska przez Jarosława Kaczyńskiego.
  • Donald Tusk, podczas końcowej, podsumowującej wypowiedzi, przez sporą część czasu mówił nie do osoby w studiu, ale do kamery (czyli osób za telewizorami).

I to tyle. Jeśli ktoś zauważył jeszcze coś, poproszę, ale bez ocen (suche fakty, nie podlegające dyskusji). Oceniać możecie u siebie na blogach.

P. S. Ja oczywiście swoją ocenę mam - ale zachowam ją dla siebie.

5 komentarzy

Niektórzy z wykształciuchów (tych bardziej technicznych), mogli zetknąć na studiach się z (nazywaną tak przez studentów) chorą logiką :D. Nic to jednak z tym jaka logikę zaserwował nam marszałek sejmu Dorn.

Wczoraj wysłał 'List do wykształciuchów'. Powodem wysłania tego listu było zachęcenie 'wykształciuchów' do włączenia się do życia publicznego w kraju.

No, tu mi już zęby zgrzytają. Przelećmy sobie różne stowarzyszenia, fundacje, organizacje pozarządowe. Nie mam przed sobą statystyk, ale dam sobie niektóre części ciała uciąć że większość z osób działających w tych organizacjach to osoby z wykształceniem wyższym. Czy to nie jest działalność publiczna? Rozumiem że nasi dotąd bezrobotni są już w Anglii, i w związku z tym można zwinąć programy społeczne aktywizacji osób bezrobotnych, w zamian za to będziemy rozwijać programy aktywizacji wykształciuchów.

Dziś dowiadujemy się że Dorn wyśle też listy do 'aferzysty i złodzieja' (nie wiem czy chodzi o dwa listy, czy też chodzi o jedna grupę osób o tych cechach. Co niby ich też chce zintegrować? Chyba nie, raczej będzie o tym żeby przestali kraść i 'aferować', bo jak nie to...

No to już jest skrajna niekonsekwencja. Wysyłanie listów do złodziei i aferzystów w moim rozumieniu ma sens, pod warunkiem że będą to wezwania na komendę lub do sądu. Ponadto w ten sposób Dorn chce nam zasugerować że grupy społeczne określane jako 'wykształciuchy' oraz 'aferzyści i złodzieje' są podobne, bo z obiema chce w podobny sposób rozmawiać. Nie, tego oczywiście nie powiedział ani nie napisał, to po prostu wolne wnioski.

No ale to oczywiście nie wszystko. Gładko przechodząc do następnych swych tez, marszałek twierdzi jakoby 'Ostatnie dwa lata to reintegracja społeczeństwa' - dalej tłumacząc że przez ostatnie dwa lata nastąpiła ogromna integracja społeczeństwa, a jest to zasługa rządów PiS. No i tu, coś mi nie pasuje. Skoro społeczeństwo jest tak zintegrowane, to po co te listy? 'Wykształciuchy' się nie zintegrowali... niech mi ktoś podrzuci informację jaki procent Polaków ma wyższe wykształcenie, bo nie pamiętam dokładnie, ale jest to procent spory. No i jakoś się z wizją PiSu nie zintegrował... Jak dla mnie to jakaś nowa logika jest.

2 komentarze

Od pewnego czasu, przy każdych kolejnych wyborach parlamentarnych (czy innych) podnoszą sie głosy o konieczności wprowadzenia możliwości głosowania przez internet. Za Vaglą, muszę wyrazić swój zdecydowany sprzeciw temu pomysłowi.

Zacznijmy może od Konstytucji. Rozdział IV, Art. 96, punkt 2:

Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.

Mamy więc 5 podstawowe elementy które muszą zostać spełnione:

  1. powszechność
  2. równość
  3. bezpośredniość
  4. proporcjonalność
  5. tajność

Z punktu widzenia głosowania, pierwsze pięć punktów jest nieistotne. Istotny jest punkt piąty: tajność

Tajność oznacza, że podczas i po oddawaniu głosu nie może istnieć możliwość przyporządkowania tego głosu do konkretnego wyborcy, tj. po głosowaniu nie możemy sprawdzić kto na kogo głosował.

I to jest zasadniczo cały problem. Rozwijając problem od strony technicznej: aby głosowanie mogło sie odbyć, obywatele muszą dostać coś w rodzaju elektronicznej karty do głosowania. Taka karta to de facto ciąg bitów będący kluczem kryptograficznym. Problem polega na tym że w podstawowych zasadach kryptografii jest możliwość (ba, konieczność) identyfikacji nadawcy informacji. Czyli klucz musi być przypisany do konkretnej osoby, nie może być anonimowy. Czyli musimy rejestrować kto ma jaki klucz. Konstytucja nakłada jednak na wybory obowiązek tajności, więc takie rejestracji nie możemy przeprowadzić (bo wówczas moglibyśmy łatwo przyporządkować klucz do wyborcy i poznać kto na kogo zagłosował). Jeśli zrezygnujemy z rejestracji kluczy, to wypadku utraty bądź kradzieży klucza, nie można stwierdzi jaki klucz został utracony/skradziony (bo w żaden sposób nie jest on powiązany z właścicielem). W ten sposób mamy dziki klucz, który może zostać unieważniony (bo nie ma takiej możliwości). Przy pomocy tego klucza można wówczas oddać nieuprawniony głos, i nie ma możliwości odróżnienia go od głosu uprawnionego. I cały misterny plan...

Jeśli ktoś chciałby przytoczyć przykład bankowości internetowej, to powiem tylko że banki wiele wysiłku i kosztów poświęcają identyfikacji klienta, więc konstytucyjny warunek tajności też nie jest spełniony.

P. S. Moglibyśmy wprowadzić klucze używane jednorazowo (tj. przed każdymi wyborami musisz się pofatygować do odpowiedniego urzędu po nowy klucz, ale to w niczym nie różni się od aktualnej sytuacji gdy musisz pofatygować się do lokalu wyborczego. Miłego spaceru :D

10 komentarzy

Śmieszy mnie, czasem nawet bardzo, kiedy osoby nie mające pojęcia o sprawach technicznych, biorą się za ich regulację.

Usłyszałem, przeczytałem (w DI), pomysł komisarza unijnego Franco Frattiniego mający na celu walkę z terroryzmem. Pomysłem ten jest blokowanie w internecie informacji o tym jak budować bombę.

Pomijając już sprawy wolności słowa, pomysł ten jest idiotyczny co najmniej z dwóch powodów:

  • Ludzie którzy chcą zbudować bombę i tak znajda sposób, niezależnie czy w internecie czy przejdą się do biblioteki, czy zapiszą sie zaocznie na studia dotyczące chemii. To jest kwestia nastawienia a nie dostępności informacji
  • Blokowanie czegokolwiek w internecie to pomysł pozbawiony sensu. Technicznie jest to niewykonalne. Oczywiście, można w pewnym stopniu blokować, ale przy odrobinie wiedzy technicznej i pewnej dozy samozaparcia, każdą blokadę można obejść. A jak ktoś chce się wysadzić, ciężko mu samozaparcia odmówić. Nawet Wielki Chiński Firewall nie jest szczelny, mimo sporych środków. To po prostu jest technicznie niewykonalne (ok, jak by w pełni kontrolować komputer użytkownika, to może i dałoby sie zrobić, ale jak na razie nikt tego nie robi).

Pomijając już, że zapewne mówiąc 'internet' pan komisarz myśli WWW. Ktoś powinien go jednak uświadomić że WWW to tylko (niewielki) wycinek tego co się w sieci dzieje. Bez bardzo zamordystycznych praw, nie da się takiej blokady przeprowadzić. Nawet jeśli takie prawa zostałyby wprowadzone - blokada nigdy nie będzie w pełni skuteczna.

Pamiętajmy - terroryzm jest problemem nastawienia. Terrorysta ze sznurówką jest znacznie bardziej groźny niż czirlidekrka z granatnikiem.

13 komentarzy

Zatrzymanie Kaczmarka jest akcją polityczną. Ba, są na to niezbite dowody.

Nie zamierzam oceniać tu czy Kaczmarek mówi prawdę czy kłamie. Chodzi mi o całe zamieszanie wokół Kaczmarka, i sposób w jaki sprawa jest rozgrywana przez PiS - ewidentnie polityczny.

Zacznijmy od początku. 8 sierpnia, premier ogłosił że Kaczmarek 'jest w kręgu podejrzeń' w sprawie dotyczącej przecieku o akcji CBA. Zbigniew Ziobro dodał od siebie (jak to już ma w zwyczaju) stwierdzenie że 'Kaczmarek jest źródłem przecieku'. Premier wypowiedział się dość powściągliwie, Ziobro jednak nie, sugerując że mają dowody.

I tu moja zdziwienie: skoro były dowody przestępstwa (ujawnienie tajemnicy państwowej/służbowej/śledztwa) to czemu Kaczmarek nie został od razu aresztowany? Jeśli zaś dowodów nie było (a były podejrzenia) to nie lepiej założyć obserwację/podsłuchy w celu sprawdzenia podejrzeń?

Wydaje mnie się, że nie zrobiono tego, aby wmanewrować opozycję. Giertych z Lepperem dali sie zrobić jak dzieci robiąc z Kaczmarka prawie że bohatera. PO zachowało się bardziej powściągliwie, żądając wyjaśnień.

30 sierpnia rano zatrzymano Kaczmarka pod zarzutem utrudniania śledztwa i składania fałszywych zeznań... i zwolniono. Trochę to dziwne. Akcja policji, zatrzymanie... i nic. Tu mnie sie wydaje że po prostu Ziobro, nauczony wcześniejszym doświadczeniem, nie chciał kierować wniosku o aresztowanie przed sąd.

No a potem karuzela prokuratury. Rzecz dotąd niespotykana aby prokuratura robiła prezentację zebranych dowodów i to w sprawie gdzie jeden z podejrzanych został zatrzymany za utrudniania śledztwa i składania fałszywych zeznań. Gdzie sens, gdzie logika? Przedstawiać dowody na długo przed procesem?

Sens i logika jest w tym że proces nie zacznie się szybko, a nawet jak już się zacznie to może być utajniony. A wybory za pasem. Można więc wrzucać opozycji że 'popiera przestępcę' (a wyroku jeszcze nie ma przypominam), co może w przypadku LPR/Samoobrony dałoby się udowodnić na podstawie tego co mówili liderzy, to już z PO, analizując wypowiedzi, będzie ciężkie (no ale 1000 razy sie powtórzy i już wszyscy będą wiedzieć o co chodzi).

O winie Kaczmarka zadecyduje sąd za parę miesięcy (a może i lat). Ale liderzy PiSu, zamiast zreformować sądy w celu przyśpieszenia prowadzenia spraw, wybrali inną metodę: wyroki wydaja sami.

Dodaj komentarz

Wygląda na to że definitywnie nadchodzą wybory parlamentarne.

Tak, jak ja to widzę, będzie to mecz PiS kontra reszta świata. Nie wydaje mnie sie prawdopodobne aby PiS mógł ten mecz wygrać, z jednego prostego powodu: to będzie brudna kampania, będą kłamstwa, pomówienia, prowokacje, obrzucanie błotem. Problem w tym że nie jest to gra o sumie zerowej - suma jest ujemna, tracą na tym wszyscy a PiS ma do stracenia najwięcej.

Parlament i rząd niestety nie przetrwał całej kadencji, co jak uważam wynika z jednego kardynalnego błędu popełnionego przez PiS. Tym błędem była absolutna polaryzacja sceny politycznej i medialnej - jakikolwiek głos krytyki od razu odbierany był jako atak, i powodował uznanie osoby krytykującej za wroga. Niestety nie było dyskusji do której partia rządząca jest zobowiązana - właśnie dlatego że rządzi. Czyniąc tak, odseparowała się od jakichkolwiek ewentualnych sojuszników i przestała dopuszczać do siebie głosy krytyki. To już jest niestety głupota.

Tu nasuwa mi się pewne spostrzeżenie. Genezą wszystkich problemów są poprzednie wybory, a dokładnie rzecz biorąc niewielki okres pomiędzy wyborami prezydenckimi a parlamentarnymi. Podczas tego okresu, podczas morderczej kampanii wyborczej, doszło do absolutnego skłócenia, dotychczas w miarę przyjaźnie do siebie nastawionych, PiS i PO. No i konkluzja: terminy tych wyborów ustaliło SLD. Podczas ich ustalania, były głosy aby połączyć wybory parlamentarne z prezydenckimi, jednak SLD twardo obstawiało przy rozdzieleniu.

Zastanawiające jest, czy było to zamierzone działanie obliczone na skłócenie centro-prawicy/prawicy? Czy SLD świadoma nadchodzącej porażki, w ten sposób, chciała zapewnić sobie lepszy start w następnych wyborach?

Politycy to wbrew ogólnej opinii inteligentni ludzi (jeśli nie wierzycie porównajcie zawartość swoich portfeli z ich portfelami). Nie wydaje mi się jednak, aby taki machiaweliczny plan powstał w czyjkolwiek głowie. Skłaniałbym się raczej ku przypadkowi. Lewica jest w tej chwili zmarginalizowana i podzielona, a szczyt ich cyklu koniunkturalnego dopiero powoli nadchodzi.

Nadchodzą wybory, nadchodzi kampania wyborcza. Będzie brutalniej i brudniej niż poprzednio. Przygotujmy się na karuzelę obietnic, wybierzmy z głową, a potem rozliczajmy z obietnic. Wybierzmy, idźmy do urn. Nam, z naszych małych światków, pozbawionych dużej odpowiedzialności, łatwo jest wygrażać tym co stoją na górze, mających ogromną odpowiedzialność. Dlatego my nie wypierajmy się naszej - zagłosujmy.

15 komentarzy

Kontrowersyjny wpis nt. kontrowersyjnego artykułu. Teraz się trochę wytłumaczę

Mój poprzedni wpis w tym temacie, z założenia był prowokacyjny. Po prostu chciałem rozpocząć pewnego rodzaju dyskusję, na temat patriotyzmu.

Zamierzenie myślę że się udało, dyskusja w komentarzach była ciekawa, i na szczęście pozbawiony wycieczek osobistych. Nie miałem założonej z góry żadnej konkretnej tezy którą chciałbym na siłę forsować, ale jedna mi się po drodze wykluła.

Zacznę od tego, że patriotyzm w artykule w Gazecie Wyborczej potraktowany został w sposób instrumentalny. Jego obraz został przedstawiony w taki sposób jaki prezentuje prawica (czasami radykalna). Wniosek (a właściwie teza) nasunął mi się jeden: nie ma jednego patriotyzmu (wątek ten podjął Biały, w tym komentarzu). Patriotyzm, jak wiele innych idei ma wiele odmian i twarzy. Inaczej jest rozumiany przez osoby o różnych poglądach. Prawica widzi go inaczej, lewica widzi go inaczej, liberałowie widzą go inaczej. Jednocześnie wszyscy nazywają siebie patriotami i bardzo często odmawiają tego określenia innym.

Nawet ja, mimo że uważam się za liberała i kosmopolitę, uważam się za patriotę. Jako patriotyzm rozumiem działanie na rzecz dobra polaków w taki sposób, aby z tego dobra mogła czerpać cała ludzkość. Uważam też że to lepiej będzie działało dla narodu, wystawianie go na zagrożenia (z którym będzie musiał sobie poradzić) a ochrona na siłę i odgradzanie się od innych nie ma sensu. Dobre jest także otwieranie się na wpływy i dorobek innych kultur i narodów, ponieważ z tego właśnie biorą się najwartościowsze idee, nurty w sztuce i odkrycia w nauce. Zauważcie też, że mówię o narodzie, nie o państwie. Uważam że istnienie Państwa Polskiego nie jest krytycznym, lub nawet bardzo istotnym czynnikiem dla przetrwania narodu. Lepiej byłoby nam we wspólnocie wielu narodów opartej na wzajemnej tolerancji.

To z grubsza mój pogląd na sprawę. Teraz możecie mnie zmieszać z błotem.

Na koniec chciałbym pozostawić swój komentarz do wpisu nt. tego samego artykułu, napisanego przez Łukasza Warzechę (linka do niego podrzucił klisu).

Ad. 1) To nie jest lewicowy pogląd. Ludzie mają 2 rzeczy które odróżniają ich od zwierząt: rozwinięta inteligencję i moralność. To właśnie na tym opieramy nasze zachowanie i dlatego nie robimy tylko tego co odczuwamy jako przyjemne ponieważ nie zawsze jest to dobre. Zabijanie może być przyjemne (nie wiem, nigdy nie zabiłem człowieka, nie mam też takich planów) ale na pewno nie jest dobre. Co do policjantów, to celem ich pracy nigdy nie jest zabijanie, to czasami jest smutną koniecznością lub wypadkiem.

Ad. 2) Egoizm narodowy to przepychanie swoich racji na siłę na forum międzynarodowym (np. w Parlamencie Europejskim). Współpraca pomiędzy narodami to sztuka kompromisu.

Ad. 4) Historia, tradycja i język nie są obiektywne. Są jak najbardziej subiektywne i kształtowane przez ludzi (a historia często nawet po fakcie). Przypomina mi to kłótnie w sejmie gdy LPR chciało uczcić obronę Częstochowy (opisaną przez Sienkiewicza), która de facto nigdy nie miała miejsca (jest to fikcja literacka). Aby bronić kogokolwiek przed gwałtem nie muszę być wobec niego lojalny, znać go, nie musi to być mi osoba bliska.

Ad. 5) Jak rozumiem pan Warzecha nie rozumie takich pojęć jak Ewolucja, i próbuje imputować jakoby autor artykułu optował za natychmiastowym wprowadzeniem w życie swoich idei. Z ideami tak już jest że się do nich dąży, a nie wprowadza rewolucyjnie, bo rewolucje jak wiemy z naszej subiektywnej historii nie są najlepszym sposobem wprowadzania zmian.

Ad 6) Związki i lojalność nie są absolutne. Nawet w stosunku matka->dziecko. Ja się na ten świat nie pchałem, nie wymagajcie więc ode mnie lojalności i szacunku tylko za akt wydania na świat. Lojalność i związki to rzeczy które należy wypracować.

Ad. 7) Kolejne fałszerstwo... ale czyje?. Subsydiowanie europejskiej produkcji rolnej przez Unię Europejską to też rodzaj kiepskiego patriotyzmu, w skali nieco większej, bo Europejskiej.

Ad. 8) Pozostawiłbym to bez komentarza, ale naprawdę ręce opadają jeśli ktoś mówi że zabijanie ludzi go nie rusza. Wcześniej pan Warzecha chciał postawić autora artykułu w roli osoby patrzącej na gwałt bliskiej osoby. No to zastosujmy podobną sztuczkę: proszę sobie wyobrazić że jesteś czarny, w Darfurze i właśnie ktoś morduje ciebie i wszystkich dookoła. Teraz rusza?

Ad. 9) Pan Werzecha niestety nie rozróżnia pojęć naród i państwo narodowe. Za Jaggielonów Polska na pewno nie była państwem narodowym. Warzecha albo kłamie albo ma zerową wiedzę historyczną. Co do dynastii, to proszę sobie wziąć dowolną z tych bardziej znaczących, wziąć jakiegoś króla i spojrzeć na pełny, formalny tytuł. Zazwyczaj idzie to tak "Król tego i tamtego, ziem takich i owakich, władca tututu, (itd...)". Spoiwem państw monarchistycznych była osoba władcy, a nie naród.

1 komentarz

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej jest niesamowicie ciekawy, a do tego nierozwlekły artykuł prezentujący powyższą tezę. Dowód przeprowadzony jest bardzo jasno i składnie, od strony moralno/etycznej. Spróbujmy coś dodać od siebie...

Zasadniczo (strasznie nadużywam tego słowa), po przeczytaniu artykułu, zgadzam się z tą tezą. Dlaczego? Zachowanie patriotyczne oznacza nie mniej ni więcej tylko dyskryminację wszystkich innych narodów oraz moralność Kalego na zasadzie 'biją naszych'. Czy z urodzenia w granicach administracyjnych jakiegoś państwa, czy wychowania w określonej kulturze językowej naprawdę wynika że należ bronić się przed wszelkimi 'obcymi' wpływami? Co takiego zobowiązuje mnie do 'kupowania polskich produktów'? Dlaczego 'Polska dla polaków'?

Odeprzyjmy na starcie pewien argument: 'Polska cię wykształciła i wychowała'. Guzik prawda. Wykształcili mnie i wychowali moi rodzice (za co wdzięcznym im). Płacili podatki na to abym mógł chodzić do szkoły, leczyć, itp. Od państwa dostałem tylko kategorię A, PESEL i NIP.

Już wyczuwam oburzenie. Przecież twoi dziadkowie umierali za to abyś żyć w wolnym kraju, walczyli za Polskę itp. Owszem walczyli. Jednak sytuacja i czasy wówczas były inne. Dziś mamy doświadczenie i znamy historie tamtych wydarzeń. Gdyby zaś podobna sytuacja miała się powtórzyć - owszem, będę walczył, ale nie dla Polski, ale dla moich dzieci.

Dyskryminacja innych narodów, jest w nas tak głęboko zakorzeniona że nawet tego nie zauważamy. W czym lepszy jest Polak od Rosjanina, Amerykanina, Ugandyjczyka, Irakijczyka, Japończyka? Dlaczego po śmierci kilku polskich pielgrzymów ogłasza się żałobę narodową? (znaliście ich? byli to wasi bliscy?). Dlaczego po śmierci kilkuset Irakijczyków nikt żałoby u nas nie ogłasza? Czy wybierając polski produkt tylko dlatego że jest polski na pewno pomagam polskiemu producentowi? Kogo tym krzywdzę?

Patriotyzm w niczym nie pomaga, ba w wielu rzeczach przeszkadza.Oznacza skrywaną dyskryminację na skalę wręcz niewyobrażalną a nieuświadomioną. Wywodzi się z dalekiej przeszłości gatunku ludzkiego, walk plemiennych o zasoby. Odrzućmy to, przyjmijmy cywilizowany sposób patrzenia na świat i innych.

46 komentarzy

Chciałem dziś pisać o czym innym - ale aż mi zęby zazgrzytały.

Wszystkie osoby wcześniej pełniące wcześniej funkcję RPO zajmowały się głównie jedną rzeczą - bronieniem obywateli przed samowolą administracji państwowej.

RPO powołany (głównie) przez PiS, podchodzi do swoich obowiązków zupełnie inaczej - broni administrację przed samowolą obywateli. Piszę o tym, ponieważ RPO zapowiedział możliwość przesłania doniesienia o przestępstwie które mieli popełnić strajkujący lekarze (bo strajkują), do prokuratury. Uzasadnia to że lekarze "utrudniają dostęp do usług medycznych".

Wyjaśnijmy może parę spraw:

  1. Prawo do strajku gwarantuje Konstytucja RP (artykuł 59, punkt 2)
  2. Obywatele RP maja prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej (artykuł 68, punkt 2)

Prawo do strajku, ma każdy obywatel (z wyjątkiem nielicznych wyjątków - lekarzy wśród nich nie ma). Prawo do opieki zdrowotnej ma także każdy obywatel - lecz obowiązek zorganizowania jej spoczywa nie na lekarzach, lecz na administracji państwowej. I jeśli faktycznie popełniono tu przestępstwo poprzez utrudnianie dostępu do usług medycznych, to przestępstwo to popełnia administracja państwowa, a nie strajkujący lekarze. Jak się w końcu zwolnią (czym od dawna grożą), to co? RPO też powie że utrudniają dostęp do usług medycznych? To nie jest starożytność ani pańszczyzna, nie ma niewolnictwa ani przypisania lekarza do gabinetu - żyjemy w wolnym kraju. To administracja ma zapewniać usługi nam, a nie my administracji. Jeśli podwykonawcy (lekarze) się buntują, to jest to problem i odpowiedzialność administracji.

RPO może niech się zajmie innymi sprawami, bo jak na razie wygląda na bardzo dyspozycyjnego wobec aktualnej administracji, co podważa sens i zasady istnienia jego urzędu.

Zresztą funkcję RPO powinno się dożywotnio powierzyć Januszowi Weissowi :D

4 komentarze

Wracając z pracy do domu na piechotę, zauważyłem kilka tabliczek/znaków z napisem "Zakaz gry w piłkę". W pełni popieram stawianie tabliczek.

Ale nie dokładnie o takiej treści ;) Tytuł jest prowokacyjny, dałeś się złapać na lep taniej prowokacj. Przepraszam. Ale jak już tu jesteś - możesz czytać dalej :).

Polskim, ba - problemem wszystkich krajów średnio/wysoko rozwiniętych, jest kiepski stan kultury fizycznej młodego pokolenia. Ile to razy słyszeliśmy zapewnienia naszych mądrych polityków o tym jak temu zaradzą, jak zwiększą ilość godzin WFu w szkole, jak stadiony wybudują. Tymczasem, szeregowi obywatele, nie czekając na błogosłowieństwo władzy centralnej, wzięli sprawy w swoje ręce. Gdzieniegdzie, na trawnikach, placach zabaw (sic!), zaczęły pojawiać się tabliczki z napisem "Zakaz gry w piłkę", lub regulaminy zabraniające praktycznie wszystkiego oprócz siedzenia i nudzenia się.

KONIEC Z TYM

Niniejszym ogłaszam ogólnopolską (to sie jeszcze zobaczy) akcję: Nakaz Gry w Piłkę!. Oto dwupunktowy manifest akcji:

  1. Piłka jest po to aby ją kopać.
  2. Kości są po to aby je w młodości łamać - a na starość to wspominać.

Dlatego, jesli widzisz gdzieś tabliczkę zabraniającą dzieciakom dobrej zabawy z piłką lub bez:

  1. Zmierz wymiary tabliczki
  2. Zaprojektuj swoją wersję. (Najlepiej przerób oryginał tak aby różnicy nie dało się łatwo zauważyć jeśli ktoś gapi się na nia codziennie)
  3. Wydrukuj. (Najlepiej na drukarce laserowej, bo atramenty zazwyczaj nie są wodoodporne)
  4. Zrób zdjęcie przed ingerencją
  5. Nalep
  6. Zrób zdjęcie po ingerencji
  7. Rozgłoś swój szlachetny uczynek światu :)

Jeśli ktoś jest leniwy, lub chce być przygotowany na każda okazję, to może sobie wydrukować w różnych rozmiarach jedynie 2 litery: "Na". Wówczas jak zobaczy "Zakaz", może go przerobić na "Nakaz" :)

Jak się akcja rozwinie, to zarejestrujemy domenę i postawimy serwis ze zbiorem zdjęć. No i będziemy zarabiać na reklamach :).

Z obywatelsko-społecznym pozdrowieniem: DO DZIEŁA!!!

P. S. Ma ktos jakis pomysł na logo akcji? Najlepiej proste, małe i czarno-białe co by można było do nalepek dodwawć.

10 komentarzy

Moi dziadkowie całe lata mieszkali w Toruniu. Spędziłem u nich wiele niezapomnianych wakacyjnych miesięcy. Najlepiej wspominam chyba toruńskie kina, szczególnie te na starym mieście. No, ale nie o tym miałem teraz pisać.

Nie wiem czy Kościół Toruński to obraźliwe określenie. Na pewno w jakiś sposób wartościujące, tak więc ktoś może poczuć się obrażony. Jeśli tak, to niestety kiepsko trafił, bo na tym się nie skończy.

Jako Kościół Toruński, rozumiem większość słuchaczy Radia Maryja. Ludzi zapatrzonych w niesamowicie charyzmatyczną postać o. Rydzyka.

Nie jestem katolikiem. Ba, nie jestem nawet chrześcijaninem. Jednak byłem w tą sobotę w kościele, można nawet uznać że uczestniczyłem w mszy. To co mnie uderzyło, to odmienność tego co tam mówił kapłan, i tego co można usłyszeć z ust o. Rydzyka. Ksiądz ten mówił o miłości, tak jak o niej nauczał Jezus. O miłości co wszystko przetrzyma i zrozumie, o miłości bliźniego. Mówił bardzo ciekawie i nawet mnie, człowieka nieco nie na miejscu, bardzo zainteresował.

Tym czasem co słyszymy na falach Radia Maryja? Co słyszymy z ust o. Rydzyka? Gdzie jest chrześcijańskie miłosierdzie? Miłość? Poświęcenie? To, jak ja to widzę, to odklepanie rytualnych formułek, a potem polityczna indoktrynacja.

Jest takie powiedzenie: co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi. Z drugiej strony, w koranie napisane jest że nie da się rozdzielić religii od państwa. Nie chcę tu wartościować ani oceniać obu tych religii, lecz wydaję mi się że w Polsce jest to postawione dość jasno. Artykuł 25 konstytucji, punkt 2. Dlatego będę domagał sie zbadania, jako kto na spotkanie Radia Maryja pojechali członkowie polskiego rządu, i kto za ich podróż zapłacił.

Z drugiej strony zastanawiam się jak długo Lech Kaczyński będzie dawał pluć sobie w twarz i mówić że to deszcz pada. Mimo że jest politykiem, to godność jakąś na pewno posiada.

4 komentarze

Ostatnio Piotr Vaglowski sporo rozpisuje się o prawach autorskich i stowarzyszeniach twórców mających na celu ściąganie opłat od dystrybutorów treści. Dodajmy tu jeszcze trochę kontekstu - Stowarzyszenie Filmowców Polskich żąda od wszystkich portali/stron internetowych zamieszaczające np. filmy z YouTube, tantiem (gazeta.pl).

Opiszmy po któtce jak działają stowarzyszenia mające na celu zbieranie tantiem: możemy u nich wykupić... nie wiem jak to nazwać.. "ochronę". Jak wykupimy to nas nie pozwą. Te pieniądze są potem rozdzielane pomiędzy twórców w niznany mi bliżej sposób.

Przypomina wam to coś? Mnie to przypomina chłopców z bejsbolami którzy przychodzą do lokalu proponując "ochronę". Jak się lepiej przyjżeć, to mechanizm jest dokładnie identyczny. Mam płacić i basta, nieważne co puszczam, kto tego słucha, czy mam z tego jakąkolwiek korzyść...

Stowarzyszenia "ochrony" twórców zachowują sie jak każdy to traci grunt pod nogami. Rzeczywistość wokół się zmienia, a one nadal chcą używać reguł które nie przystają już do nowej dyskusji. Moim zdaniem zadziała tu darwinowska ewolucja - wymrą albo się dostosują.

Internet jest medium nieprzystającym do obecnych przepisów. Obecne działania starej kliki są dla mnie wątpliwe z kilku powodów:

  • Stowarzyszenia kasy chcą, ale płacić już nie (perypetie Vagli)
  • Jak już zapłacę - jak te pieniądze mają trafić do twórcy?
  • Kwestia techniczna - ja niczego nie dystrbuuje, u mnie jest tylko link, ew. obiekt na stronie

Więc mam taka propozycję: może niech najpierw nasz parlament stworzy przepisy regulujące te wątpliwości, a potem niech wyciągają ręke po kasę.

Na koniec jeszcze niezwiązany z tematem filmik z YouTube:

Zapłace każde tantiemy za umieszczenie tego filmika tutaj, jeżeli stowarzyszenie które sie po nie zgłósi udowodni mi że trafią one do faktycznego twórc (a nie do wora), i co najważniejsze, że twórca ten oczekuje pieniędzy za to ż jego dzieło tu umieściłem.

2 komentarze

Creative Commons License Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht (ze zmianami)