W końcu, wczoraj, mogłem przetestować, wydane już jakiś czas temu środowisko Gnome 3. Na początku muszę powiedzieć że jestem umiarkowanie zachwycony (a znający mnie wiedzą że unikam mocnych stwierdzeń)

Gnome 3 używagm z Ubuntu 11.04 z dodatkowym PPA (Gnome 3 w głównych repozytoriach Ubuntu ma się pojawić w 11.10). Sama instalacja nie była bezproblemowa, bo w dniu kiedy próbowałem zainstalować całość po raz pierwszy, w repozytorium zaistniał konflikt pakietów, uniemożliwiający instalację. Na szczęście następnego dnia problem został zażegnany.

Gnome 3 było już wielokrotnie opisywane przez mądrzejszych ode mnie, skupię się więc na wrażeniach i drobnostkach. Wrażenie jest takie: wszystkie inne widziane przeze mnie UI (Windows, Mac (-najnowsza wersja, nie widziałem, nie mogę się wypowiadać), KDE, Unity i wszelkie 'klasyczne okienka') mogą i powinny brać przykład z Gnome 3. To działa naprawdę fajnie i szybko, a przede wszystkim jest niesamowicie estetyczne. Widać że lata planowania i designu nie poszły na marne. Zawsze zazdrościłem bohaterom różnych filmów używających filmowych 'GUI'. Teraz już nie muszę, Gnome 3 niczym nie odstaje od pomysłów designerów 'GUI' do filmowych komputerów. No i działa.

Oczywiście, Gnome 3 ma też kilka wad. Są one jednak bardzo drobne i trzeba być dość pedantyczny aby na nie zwrócić uwagę. Dlatego pozwolę je sobie przemilczeć :)

Tak więc, słowem końcowym, w mej prywatnej skali fajności od 0 do 5, Gnome 3 przyznaję 6 :). Jeśli jeszcze go nie używałeś - polecam spróbować.

4 komentarze

Nikt tego nie planuje, i chyba nikt się ku temu nie przygotowuje. Tu mały przytyk dla będących za zniesieniem obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych: nie, jak jesteście piękni i młodzi też niczego nie możecie być pewni.

Ja też się niczego nie spodziewałem, nie planowałem i nie przygotowywałem. Zawsze jednak starałem się uważać na sygnały które daje mi mój organizm, i kiedy zaczęło dziać się źle (w ciągu kilku dni urósł mi guz na szyi) od razu poszedłem do lekarza. Trafiłem dobrze, bo takie sprawy są trudne w diagnostyce, a mnie na szczęście dojście do diagnozy nie zajęło zbyt długo.

Miesiące temu rozpocząłem chemioterapię. Nie jest to miłe leczenie, bo leki używane w chemioterapii w prostej linii wywodzą się od gazów bojowych z czasów IIWŚ, ale przynajmniej w moim przypadku nie jest źle. Jestem po drugiej rundzie, czuję się na razie bardzo dobrze.

Możliwe że miałem szczęście, ale udało mi się rozpocząć leczenie bez oczekiwania w kolejkach, szybko i bezproblemowo, bez posiadania jakichkolwiek znajomości czy prób wręczania 'kopert'. Mimo wszystkich swoich wad i problemów, jak widać, polska Służba Zdrowia daje radę (przynajmniej w moim wypadku). Tu chciałbym też podziękować wszystkim lekarzom z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, a w szczególności z klinik otolaryngologii i hematologii. Zajęli się mną naprawdę fachowo i profesjonalnie. Nie będę dziękował poszczególnym nazwiskom, gdyż nie wszystkie znam i pamiętam, a mógłbym kogoś niesłusznie pominąć. Dziękuję też wszystkim znajomym i rodzinie za pomoc i wsparcie.

Jednocześnie chciałbym zawrzeć tu kilka rad, może komuś się przydadzą:

1. Prywatne ubezpieczenie medyczne - warto je mieć. Najlepiej firmowe, bo takie są tańsze, a sporo dają. Oczywiście wszystko można też załatwić przez państwową służbę zdrowia, ale to niestety wydłuża sprawy, szczególnie jeśli chodzi o badania diagnostyczne, który w wypadku nowotworów trzeba zrobić szybko. W moim przypadku oznaczało to konieczność zrobienia tomografii komputerowej (CT). Oczywiście można je zrobić całkowicie prywatnie i odpłatnie, ale koszt takiego badania to od 300 do 500PLN. A ja musiałem zrobić takich tomografii w sumie pięć. Dlatego jeśli nie macie takiego ubezpieczenia w pracy - idźcie pogadać z szefem, naprawdę warto.

2. Ubezpieczenie na życie z klauzulą poważnych zachorowań - uważam że warto mieć ubezpieczeni na życie (najlepiej powiązane z ubezpieczeniem emerytalnym). Do tego zazwyczaj można dokupić klauzule odszkodowań w wypadku poważnych zachorowań - taka klauzula kosztuje tylko parę złotych, a suma którą można dostać jest całkiem spora, tak więc warto.

3. Nie używajcie medycyny alternatywnej!!!. Wszelka irydologia, bioproądy, homeopatia to zwyczajne oszustwo, na które niepotrzebnie wydacie pieniądze które mogą być potrzebne na inne sprawy związane z leczeniem. Pamiętajcie! Wszelka terapia którą stosujecie powinna mieć udowodnioną skuteczność wyższą niż placebo, a jeśli ktoś będzie chciał ją wam wcisnąć mówiąc że 'mnie/wójkowi/coioci/znajomej pomogło' to przeczytajcie o dowodzie anegdotycznym i dlaczego nie warto na nim polegać.

To tyle. Dla zmartwionych o moje zdrowie - dziękuję za troskę, ale mam 90% szans na całkowite wyleczenie. Do wszystkich którzy mi pomogli i byli życzliwi (przyjaciele, współpracownicy, rodzina) kieruję wielkie podziękowania :)

8 komentarzy

Creative Commons License Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht (ze zmianami)