Od kilku dni, w Egipcie trwają protesty przeciwko urzędującemu prezydentowi. Mimo próby nałożenia blokady informacyjnej, mamy w mediach obszerne relacje. Nasze media martwią się też o turystów - samych Polaków jest tam około sześciu tysięcy. Przegapiły jednak znacznie ważniejszy aspekt całe sprawy.
Chodzi o kanał Sueski. Jakiekolwiek zakłócenie żeglugi na kanale spowoduje ogromne straty dla egipskiej gospodarki (dochody z kanału o ok. 5,5 miliardów dolarów rocznie), oraz gospodarki europejskiej - większość towarów przewożonych z Azji płynie tym kanałem. Droga dookoła Afryki naruszy opłacalność wielu przedsięwzięć.
Dodatkowo, jakakolwiek przerwa w utrzymywaniu kanału mogłaby być katastrofalna w skutkach: kanał jest stale zamulany przez piasek nawiewany z pustyń, przez co trzeba go stale pogłębiać. Przerwa tego procesu, może wstrzymać żeglugę na długi okres.
Pozostał ostatni aspekt: ewentualne powstanie na fali przemian w Egipcie, republiki islamskiej lub kalifatu. W przypadku republiki islamskiej, wątpię aby zagroziło to kanałowi - myślę taki rząd będzie respektował konwencję konstantynopolitańską. Ciężko jest przewidzieć co stałoby się w przypadku powstania kalifatu, lecz ta możliwość jest raczej mało prawdopodobna.
