mBank reklamuje ostatnio swój kredyt. Jako że akurat potrzebowałem nieco gotówki postanowiłem się o taki ubiec. Cóż z tego wyszło?

Dzień pierwszy. Wedle reklamy, środki z kredytu mają być po piętnastu minutach na koncie. Złożyłem wniosek online, poczekałem trochę, niestety środków brak. Może to dlatego że składałem wniosek w niedzielę. Postanowiłem dać mBankowi nieco więcej czasu

Dzień drugi. Kiedy byłem w pracy, o piętnastej zadzwoniła do mnie pani, informując mnie że niestety, muszę dostarczyć do mPunktu zaświadczenie o zatrudnieniu. Szybki kontakt z biurem rachunkowym, i udało się takie zdobyć. Na szczęście mPunkt mam po drodze z pracy, więc od razu go dostarczyłem.

Dzień trzeci. Ponownie zadzwoniła do mnie Pani i poinformowała mnie że na zaświadczeniu brakuje pewnych informacji:

  • pieczątki imiennej osoby które je podpisała
  • informacji o tym że nie znajduje się na wypowiedzeniu
  • informacji o tym że nie wisi mi na pensji komornik

Super. Fajnie by było gdyby mBank informował mnie o takich wymogach w momencie kiedy zażądali zaświadczenia o zatrudnieniu. Do tego, jak rozumiem, firma w której pracuje, specjalnie dla mBanku ma sobie fundnąć pieczątki imienne dla pracowników?

Jak widać, rzeczywistość rozłazi się w stosunku do reklamy dość mocno. Miało być piętnaście minut, są trzy dni. Dlatego zadecydowałem się w tym momencie sprawę z mBankiem zakończyć - jeśli chcą moich pieniędzy to muszą się bardziej postarać.