Przyznam że nieco mnie to zaskoczyło:

Przeklęte kłamstwa o gnome

Dodaj komentarz

Zacznę może od tego, że Linuksa używam na co dzień, na desktopie i mój komputer nie ma zainstalowanego innego systemu operacyjnego. To, po to, aby mnie opacznie nie zrozumiano.

W wszelkich dyskusjach na temat bezpieczeństwa Linuksa, przewija się fakt, niewielkiej penetracji rynku, a przez to, w porównaniu z najpopularniejszym dziś systemem, ilości użytkowników.

Wielu 'fanboyów' Linuksa, obrusza się w tym momencie, że to nie ma znaczenia, że Linuks z definicji jest bezpieczniejszy i że to właśnie jest najważniejsze

Jest to pogląd z gruntu błędny. Owszem - Linuks jest 'z definicji' oraz 'z implementacji' bezpieczniejszy od Windows, lecz bezpieczeństwo systemu to nie tylko same mechanizmy - lecz też zachowanie użytkowników. To że jądro systemu jest super-hiper-duper bezpieczne, nic nie da, jeśli użytkownik siedzący przed ekranem nie odróżnia worda od excela od trojana. Owszem, może trojan/wirus nie będzie miał uprawnień administratora, ale powiedzmy szczerze: po co, w dzisiejszych czasach, jakiemukolwiek złośliwemu oprogramowaniu uprawnienia administratora? Wystarczy odpowiednio dołączyć się do środowiska użytkownika i już można rozsyłać spam, ddosować, czy szukać innych ofiar.

Dlatego powiedz mi - ty - zaawansowany użytkowniku Linuksa, ile razy:

  • sprawdzałeś ostatnio swój bashrc (lub inny skrypt ważny dla twej powłoki)?
  • sprawdzałeś listę usług startowanych przez gdm/kdm/xdm?
  • skompilowałeś i zainstalowałeś jakiś program ze źródeł bez sprawdzania zawartości?
I teraz odpowiedz sobie na pytanie: czy uważasz że twój system jest bezpieczny tylko dlatego że nie używasz Windowsa?

21 komentarzy

Widzi się w mediach i na ulicach efekty różnych wypadków drogowych. Często, komentuje się, niewybrednymi słowy. Powiem wam jednak że uczestnictwo, a nawet spowodowanie takiego wypadku stanowczo zmienia persperktywę.

Wymusiłem pierwszeństwo. Byłem absolutnie trzeźwy, nie jechałem szybko, było późno, skrzyżowanie z migającymi na żółto światłami. Nie próbuję się usprawiedliwiać - po prostu stwierdzam fakty.

Najpierw słyszy się przeciągłe wycie - kierowca drugiego samochodu zauważył co się dzieje i próbował jakoś reagować. Potem uderzenie, a potem nie widzi i słyszy się już nic - to za krótko trwa. Moment przeciążenia, szybkie wyhamowanie (znak drogowy), przewrotka na dach i zatrzymanie.

Pierwsza reakcja, to panika - wydostać się. Tu wtrącę późniejsze przemyślenie: jeśli ktokolwiek powie wam że pasy bezpieczeństwa to zła idea, to każcie mu postukać się głową, najlepiej w mur, z prędkością co najmniej 50km/h. Wracamy na miejsce wypadku - podniesienie się w pasach i rozpięcie. Najpierw, próba otwarcia tylnych drzwi - niestety zakleszczone. No to oknem.

Pierwsza świadoma reakcja - jestem cały. Druga: przecież miałem pasażera. Nadbiegają gapie - pomagamy wydostać się pasażerowi. Trochę wstrząśnięty, ale wygląda na całego. Trzecia: drugi kierowca i jego samochód: kierowca cały, samochód prawie.

Epilog: pasażera zabierają do szpitala na prześwietlenie, po czym puszczają do domu. Nic mu nie jest. Mandat karny 500PLN i 6 punktów.

Wnioski: wyciągnąć, przede wszystkim. Wyjście cało z groźnej sytuacji zmienia perspektywę - trzeba uważać bardziej, jeździć trochę wolniej. Mam nadzieję że ty czytelniku też sobie weźmiesz je do serca.

8 komentarzy

Creative Commons License Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht (ze zmianami)