Próba wprowadzenia rejestru stron/usług niedozwolonych wywołała spory raban. Moim zdaniem słusznie - bo po pierwsze primo jestem przeciwny jakiejkolwiek cenzurze, a po drugie primo możliwość techniczna zrealizowania takiej blokady jest cokolwiek dyskusyjna. Problem polega na tym że hazard internetowy w Polsce jest zakazany przez prawo - tak więc jego łamanie powinno być ścigane z szacunku dla samego prawa.

Pomińmy sens tego prawa - co można by wprowadzić zamiast?

Nasuwa mi się proste rozwiązanie: zamiast blokady - monitoring. Możliwe jest utworzenie jawnej listy (oczywiście z zachowaniem odpowiednich procedur wpisu na listę) a następnie monitorowanie dostępu do tych stron. Następnie, jeżeli taki monitoring wykazałby wielokrotnie powtarzający się dostęp do monitorowanego zasobu - wysyłanie ostrzeżenia. Jeżeli ostrzeżenie nie przyniosłoby skutku - podsłuch transmisji danych (powinien zezwalać na to sędzia, analogicznie do podsłuchu telefonicznego), i na tej podstawie ewentualne skierowanie sprawy do sądu.

Pomysł ten jest jest w miarę analogiczny do podsłuchów telefonicznych, i myślę że w wypadku zastosowania podobnej procedury prawnej (tzn. konieczność udziału sądu) nie spowodowały że wielki brat stałby się jeszcze większy.