Patrząc dziś na w miarę zwykłego, Linuksowego desktopa, widać spore zatrzęsienie maszyn wirtualnych. Jest Perl, Python, Java, Mono, Flash, Ruby, PHP... jeśli coś pominąłem to nawet dobrze.
Zaletą Open Source jest różnorodność, ale nie przesadzajmy. Wymieniłem kilka maszyn wirtualnych. Normalny użytkownik w jednym momencie ma w użyciu powiedzmy dwie, trzy. Mnie się zdarza mieć wszystkie (wymienione). Oznacza to, że potrzebuję mieć w pamięci biblioteki, dynamiczne rekompilatory i inne takie dziwne narzędzia od sześciu różnych maszyn wirtualnych przez co okazuje się że 2GB pamięci to wcale nie jest dużo.
To czego potrzeba, to Uniwersalna Maszyna Wirtualna, zdolna do uruchomienia wszystkiego co nam się zamarzy. Robi się kroki w tym kierunku: pod JVM mamy JPythona, pod CLR mamy całkiem sporo języków (ale zasadniczo muszą być 'koncesjonowane'), Parrot (VM dla Perla 6) obsługuje już naprawdę wiele języków. To czego brakuje, to złożenia tego wszystkiego do kupy, najlepiej w formie eksperymentalnej dystrybucji Linuksa. To napewno nie będzie działać od razu idealnie, ale myślę że potencjalne zyski są tego warte, bo jak widzę że zjada mi kolejne 100MB pamięci na jakąś pierdółkę to krew mnie powoli zalewa. Zapewne nie będzie to proste, stworzyć VM idealnie nadającą się do wszystkiego. Nic nie szkodzi jednak spróbować.
Nie jestem specjalistą od VM, ale wielkie nadzieje pokładam w Parrocie. Projekt ciekawy, zobaczymy co z tego wyniknie.


Komentarze