Technologicznie, bywam konserwatystą. W sensie - jeśli jakaś technologia się do mnie bezpośrednio nie dobija, to zazwyczaj bardzo powoli się do niej adaptuje.

RSSy to standard już od prawie dziesięciu lat, ale ja zacząłem używać ich od niedawna, może od roku. Wpierw w formie zakładek na toolbarze w Firefoxie, ale to na dłuższą metę jest średnio wygodne - toolbar zajmuje miejsce, trzeba ręcznie sprawdzać zmiany, nie widać różnic pomiędzy przeczytanymi a nieprzeczytanymi, gubi starsze wpisy itp.

Dlatego przesiadłem się na Google Readera. Jest on znacznie bardziej wygodny, no i wszystko ładnie zorganizowane. Wprawdzie nie subskrybuje zbyt wielu kanałów (raptem 21 kanałów), ale jestem zadowolony z wygody oferowaną przez Readera. Widzę tylko jedną wadę: znacznie szybciej wszystko przeglądam niż kiedyś kiedy musiałem latać po menu Firefoxa, przez co po przeczytaniu wszystkiego bywa że się nudzę. Po prostu jest aż za fajnie.

Jaki morał tej notki? Brak. No w sumie mogę coś wymyślić... no dobra. W Googlu zauważyłem pewną niekonsekwencję Reader (w polskiej wersji językowej Googli) czasami określany jest jaki 'Czytnik' a czasami jako 'Reader'. Powinni poprawić :)

No, i tak nawiasem, Google ucieszyło mnie dziś polskimi tłumaczeniami. Trzeba teraz będzie popracować nad tą ich bazą danych do algorytmów statystycznych - rodacy do dzieła ;)