Zmiana paradygmatu, jest to przemiana otaczającej nas rzeczywistości w taki sposób, że 'nie wyobrażamy sobie' powrotu do poprzedniej sytuacji (przynajmniej większość z nas). Takich zmian było wiele, wynalezienie koła, prochu, rewolucja przemysłowy czy Druga Wojna Światowa. Obecnie możemy zaobserwować zmianę paradygmatu w dwóch dziedzinach.

Pierwsza z tych dziedzin to prawo patentowe. Oryginalnym założeniem tego prawa było chronienie wynalazcy oraz zapewnienie mu należnych zysków. Elementy tego prawa znali już starożytni, ale forma znana dzisiaj wywodzi się z czasów rewolucji przemysłowej. Niestety, prawo to mamy w niemal niezmienionej formie do dzisiaj, mimo tego że w międzyczasie mieliśmy rewolucję informacyjną.

Prawo patentowe powstało w czasach, gdy idea, aby zaistnieć, potrzebowała 'fizycznego' odpowiednika. Zasady silnika spalinowego, do sprawdzenia wymagały tego właśnie silnika. Dziś mamy gospodarkę oparta na przetwarzaniu informacji. W informatyce droga pomiędzy ideą a produktem jest bardzo krótka, koszty relatywnie niewielkie, a czami sama idea jest produktem. Z innych dziedzin mamy kod genetyczny (też będący informacją) oraz prawo pozwalające patentować poszczególne geny. Jesteśmy opatentowani.

Dla mnie ta sytuacja powoli staje się absurdalna. Dochodzimy do sytuacji gdy posiadając informację, nie możemy jej przetworzyć w sposób jaki byśmy chcieli. Dodając do tego absurdy prawa patentowego niektórych krajów mamy sytuację gdy możliwe staje się opatentowanie koła (Australia), lub po prostu idei (USA). Taki system zawali się w końcu pod własna niewydolnością i absurdem.

Stary porządek w tej dziedzinie jest broniony przez wielkie firmy, które stać na patentowanie niemal wszystkiego. Ograniczają one w ten sposób konkurencję małych firm, które nie stać na patentowanie i wykupywanie praw do wykorzystywania patentów. Powstają 'trusty' patentowe, czyli organizacje których jedynym majątkiem są patenty. Cóż, myślę że czas na nowe prawo 'anytrustowe'.

Druga zmiana paradygmatu zachodzi w dziedzinie mediów. Po wysłuchaniu debaty panów Lipszyca i Pluty dochodzę do wniosku, że obecny model tego biznesu stracił rację bytu. Jednocześnie, koncerny będące właścicielami prawa autorskich (majątkowych) zachowują się jak gońcy strajkujący przeciwko wprowadzaniu telefonów czy protestujący przeciwko samochodom czy kolei. W moim odczuciu, maja oni jeden wybór: przystosować się lub zginąć pod naporem rewolucji.

Jaki z tego wniosek? Nie warto stać na drodze postępu. W obu opisanych sytuacjach mamy silne organizacje będące 'w prawie' i walczące za zachowaniem status quo. Moim zdaniem nie mają szans. Przystosują się, albo znikną.