Tylko ja, Jamiroquai i brandy. No dobra, herbata o smaku brandy :)
Znacznie lepszy sposób od poprzedniego :)
Jak się za mocno nie zrelaksuje to pogrzebię trochę przy szablonie.
Tylko ja, Jamiroquai i brandy. No dobra, herbata o smaku brandy :)
Znacznie lepszy sposób od poprzedniego :)
Jak się za mocno nie zrelaksuje to pogrzebię trochę przy szablonie.
Byłem dziś w markecie... (to już wszystko tłumaczy?)
...a tam przyjrzałem się stoisku z grami komputerowymi. Na dwóch stojących obok siebie stojakach była (wśród wielu innych), jedna i ta sama gra: "Brothers in Arms: Road to Hill 30" (świetna gra nawiasem mówiąc). Na jednym stojaku w cenie 24.90PLN, a na drugim... 49.90PLN... Obejrzałem je dokładnie - zawartością się nie różnią, jedna ma tylko nieco grubsze opakowanie, ale w środku dokładnie to samo... Gdzie sens? Kaj logika?
P. S. Pytanie konkursowe:skąd mi się wzięło kaj? Jaka to gwara, bo sam nie wiem... strzelałbym że coś z Kujaw, ale pewności nie mam...
Potrzebuję kupić kilka akumulatorków w formacie AA. Czy brać Joggerowa może mi coś polecić?
Wymagania:
Profil pracy: niewielkie obciążenie, raz na parę miesięcy.
Z góry dziękuję za propozycje.
Projekt jądra Linuksa, jak wiele innych projektów open-source, co pewnie czas przechodzi zmiany ewolucyjne, rewolucyjne a czasem nawet wojenne.
Linus znany jest z tego że czasami podejmuje nieco kontrowersyjne decyzje. Niektórych to razi, ale trzeba przyznać że efekt całościowy jest pozytywny, a decyzje przemyślane.
Częścią projektu w której takie decyzje często się zdarzają, jest planista czasu procesów. Krótkie wyjaśnienie dla osób nietechnicznych: na twoim komputerze, programy tak naprawdę nie działają równocześnie. Tak naprawdę zarządza tym taki planista, który co jakiś czas przełącza program który ma wykonywać procesor. Jeśli robi to odpowiednio dobrze/szybko - tobie wydaje sie że programy działają równocześnie (współbieżnie). Oczywiście na procesorach wielordzeniowych oraz systemach wieloprocesorowych może działać kilka programów na raz, ale nie więcej niż sumaryczna ilość rdzeni we wszystkich procesorach. Planista ten ma ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony, aby wszystkie programy działały możliwie płynnie, powinien jak najczęściej przełączać. Niestety przełączanie kosztuje (czas), czyli im więcej czasu tracimy na przełączanie tym mniej maja go programy. Jeśli zdecydujemy sie na rzadsze przełączanie, nasz użytkownik może się zdenerwować że programy których używa nie działają tak płynnie jak by chciał, a np. program odtwarzający mp3, rwie dźwięk.
Problemy jest na tyle skomplikowany, że pisze się z tego doktoraty, a potężne korporacje wydają miliony dolarów na znalezienie optymalnych rozwiązań.
(Pomijam tu problemy takie jak czas rzeczywisty, priorytety, sprawiedliwość itp. Po prostu upraszczam sprawę dla czytelnika)
Przeboje i 'dziwne akcje' dotyczące planisty procesów, pamiętam jeszcze od czasów serii 2.2. Linus podejmował swoje decyzje, a sprawy z czasem miały się ku lepszemu. Parę lat temu pojawił się Con Kovilias, który, niezadowolony stanem spraw, zajął sie nimi. Zaowocowało to stworzeniem kilku wersji planistów jądra których głównym celem było sprawienie 'dobrego wrażenia' na użytkowniku typowego komputera domowego.
Były one niezłe, sam nawet przez jakiś czas ich używałem. Potem, zachęcony przez osoby korzystające z jego pracy, Con postanowił postarać się dołączyć swoje dzieło do głównej wersji Linuksa, rozwijanej przez Linusa.
Tu jednak napotkał na problemy. Po pierwsze, zażądano twardych liczb. Wyników miarodajnych testów, a nie tylko 'wrażeń' i 'odczuć'. Dodatkowo, zażądano, aby nowy planista w niemal wszystkich możliwych przypadkach, zachowywał się co najmniej nie gorzej niż ten dotąd zawarty w jądrze Linuksa.
Tego jednak Conowi nie udało się osiągnąć. Praca jednak nie poszła na marne, a idee zawarte w jego pracy zostały podchwycone przez innych, napisano zupełnie nowy kod i ten kod trafił do jądra.
Con w tym momencie, obraził się i ogłosił że zabiera swoje zabawki. Przedstawił się równocześnie jako wielki skrzywdzony, a Linusa (i jego najbliższych współpracowników) jako tyranów, nie zwracających na innych uwagi, a czasami zawłaszczających ich pracę.
to chyba w skrócie cały konflikt. Faktem jest że Con nigdy nie zaprezentował twardych liczb które udowadniałyby że jego planista jest najlepszą z możliwych opcji. Ponadto, jego podejście do pracy w zespole, było, lekko mówiąc, nieco nieadekwatne do oczekiwań.
W międzyczasie, padła idea oparcia planistów czasu procesor o system wtyczek, tak jak działa planista wejścia wyjścia (regulujący jaki i kiedy procesy mogą odczytywać dane z dysków, itp.). Pomysł ten został jednak odrzucony z kilku istotnych powodów:
Moim, bardzo nieskromnym zdaniem, dobrze sie stało że planista Cona, ani idea wtyczek nie trafiła do jądra Linuksa. Jednocześnie przekonuje mnie zdanie Linusa, że planista czasu procesów powinien być jeden. Po zachowaniu Cona widać było że zachowuje sie nieco jak obrażona balerina - z jednej strony miałoby mu nigdy nie zależeć na włączeniu swojego kodu do głównego jądra, a z drugiej, kiedy spotyka sie z odmową, obraża się. Biorąc udział w tak rozległym projekcie, w dodatku opartym w dużej mierze na wolontariacie, trzeba wziąć pod uwagę że ludzie są różni i mają różne podejście. Należy jednak mieć szacunek dla osób o potwierdzonym dorobku, a kiedy mówią ci że robisz coś nie tak - głęboko sie nad sprawą zastanowić. Tak czy inaczej, nawet łatki najmniejszego z nas mogą trafić do głównego jądra :)
Subiektywny, bo szukałem środowiska dającego mi dość dokładnie określona funkcjonalność.
To jest:
(de facto szukałem sobie dobrego środowiska dla Paska TVN24 i innego prywatnego projektu)
Zacznijmy więc od początku... każde wymienione środowisko starałem się zbadać w miarę dokładnie, wliczając wtyczki i tym podobne.
Anjuta - środowisko dedykowane GTK+ i GNOME, zintegrowane z Glade. Niestety, strasznie niestabilne, no i wsparcia dla projektów autoconf/automake nie zauważyłem
Gedit - zasadniczo 'notatnik' dla Gnome. Po dodaniu paru wtyczek staje sie całkiem znośnym środowiskiem developerskim. Buduje się ręcznie (terminal w panelu). Na razie właśnie jego używam.
Monodevelop - niestety, wsparcia dla C nie stwierdziłem. Autotools też nie.
Eclipse - wspierana przez IBM potężna kobyła, zorientowana na Javę, sporo wtyczek i tym podobnych. Niestety, brak wsparcia dla autotools.
NetBeans - produkowany przez SUNa, też potężna kobyła, zorientowana głównie na Jave. Po zainstalowaniu wtyczek, ma niezłe wsparcie dla C oraz projektów autotoolsowych. Ale nie uprzedzajmy faktów ;) (ponownie je przetestuję jak wyjdzie wersja 6.0)
Kdevelop - środowisko developerskie zorientowane na KDE. Spore rozmiarami, z zadziwiająco dobrym wparciem dla GTK+ ;). Świetnie wspiera C, a projekty Autotoolsowe maja naprawdę świetne wsparcie. Zasadniczo mój wybór, tylko muszę się z nim lepiej zapoznać.
Pfff.... Ominąłem VI(M)a z powodu wrodzonego wstrętu (używam tylko jeżeli nie mam innego wyboru). Emacsa nawet nie dotykałem bo combosy za trudne ;)
Hmm... coś jeszcze sprawdzić?
W symulatorze lotu w Google Earth.
Pomysł bardzo fajny i nawet ładnie zrealizowany. Nienowy, bo bodaj FlightGear tez oferuje możliwość użycia tekstur z Google Earth. Zrobiłem sobie trasę a Los Angeles do San Francisco (w F16), a potem przeleciałem się wielkim kanionem (w Cessnie). Wrażenia pozytywne, chociaż wielkim znawcą lotnictwa nie jestem
Aby aktywować symulator lotu musisz mieć najnowszą wersję Google Earth i wcisnąć ALT-CTRL-A.
P. S. Hint: przestaw klawiaturę na angielską.
Tak, deklaruję się otwarcie.
Znalazłem taką ciekawą listę: Lista żydów w zniewalanej Polsce - żydostwo, żydokomuna, żydolewactwo, żydokracja. Towarzystwo wyśmienite, wysłałem meila to twórców żeby mnie też dopisali.
Jak już powiedział (zresztą też Żyd), Albert Einstein: "Są tylko dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, z tym że tego pierwszego nie jestem pewien".
W dniu wczorajszym, stacja telewizyjna Polsat, wyemitowała dwa pierwsze odcinki nowego, propagandowego serialu 'Ekipa'
Ok, jak tu już jesteście to mogę pisać normalnie ;)
'Ekipa' to nowy serial w reżyserii Agnieszki Holland. Po obejrzeniu pierwszych dwóch odcinków, mogę stwierdzić, że nie jest to oskarowe arcydzieło, ale kawał solidnej roboty.
SPOILER
Premier rządu, zasłużony opozycjonista z czasów PRL, (Gajos) dowiaduje się że znalazła się jego 'teczka'. Postanawia ustąpić ze stanowiska poprzez konstruktywne wotum nieufności, które składa jego własna partia. Na swojego następcę proponują nieznanego, niezaangażowanego, młodego profesora wyższej uczelni z Zamościa.
Profesor się zgadza, następuje walka o przepchniecie wotum, potyczki na regulamin sejmu. Ostatecznie, niewielką przewagą głosów, wotum zostaje przyjęte, a profesor zostaje nowym premierem.
Scenariusz jest ciekawy, zobaczymy jak wypadki potoczą się dalej. Pierwsze dwa odcinki zawiązują wątki dotyczące niemal każdego z głównych bohaterów, czyli: starego premiera, młodego premiera, młodego rzecznika prasowego premiera, młodej doradczyni premiera (hm, konkretnego stanowiska jeszcze nie zidentyfikowałem). Drugoplanowi to stara gwardia z partii premiera, koalicjanci no i opozycja. No i jest jeszcze Marta - śmigająca w kuluarach dziennikarka.
Nawet nieuzbrojone oko, dostrzeże w bohaterach portrety żywych polityków. Nie są one jednak nachalne, są raczej udana kompilacja cech kilku osób. Aktorzy grają bardzo dobrze (zapewne sprawnie poprowadzeni ręką pani reżyser). Gajos jak to Gajos, nawet jak go nie ma na ekranie to dobrze gra ;).
Z całej reszty, jak na razie najbardziej intryguje mnie, aula jakiej to wyższej uczelni 'zagrała' salę sejmu. Tak czy inaczej - zapraszam do oglądania, bo naprawdę jest ciekawie.
P. S. Jak pewnie zauważyliście ten wpis nie jest w kategorii 'Frustracje (czyt. polityka)', a to dlatego, że 'Ekipa' kanalizuje ta frustrację ;)
Kupiłem akcje :)
Nie byłbym jednak sobą (tzn normalny), gdybym kupił normalne akcje :D. Oto one:

Jak widać, nabyłem 4.000 akcji Atari. Cóż z tego że ważność wygasła w 1995, oprawię w ramki i powieszę na ścianie :)
P. S. Podobno świadomość choroby jest pierwszym krokiem do wyleczenia się. Musze popracować nad utrata świadomości ;)
Czasami zdarza się, że od sieci odgradza nas nie dość że faszystowski, to upierdliwy firewall. No ale na wszystko są sposoby.
Obecnie wkurza mnie firewall który całkowicie odcina od sieci, dający tylko HTTP proxy. Do tego proxy ma wycięte pewne adresy (i kategorie). Youtuba jeszcze mogę przeżyć, ale free.fr już mi brakuje. Do tego ograniczenia wielkości ściąganych plików, blokada addons.mozilla.org i inne kwiatki
Wziąłem się więc do przebijania. W moim rozwiązaniu potrzebny jest serwer gdzieś w sieci, do którego mamy nieograniczony dostęp. Oto dlaczego.
Proxy które mnie tak irytuje, przepuszcza jedynie ruch na portach 80 i 443. Dla nieznających się: 80 to standardowe HTTP, 443 to HTTPS.
W moim rozwiązaniu, posłużyłem się portem 443. Ponieważ nie mam na serwerze żadnej usługi chodzącej na nim, po prostu przekonfigurowałem serwer SSH aby chodził na tym porcie.
I... to już praktycznie wszystko. Jeżeli tylko proxy przepuszcza ruch po 443, to jesteśmy w domu, i możemy zrobić co chcemy. No ale kontynuujmy.
Na serwerze instalujemy Squida. Squid to proxy HTTP. Domyślna konfiguracja zazwyczaj jest dla nas wystarczająco dobra. Co najwyżej zmieńmy adres IP i port na którym Squid ma słuchać. IP ustawmy na 127.0.0.1, port na... dowolny powyżej 1000, np. 1234.
Dalej, posłużymy się programem Putty. Nie ważne czy pod Linuksa czy pod Windows. Pomoże on nam stworzyć niezbędne tunele.
Odpalamy Putty, i konfigurujemy połączenie do naszego serwera (pamiętajmy o porcie:

Następnie, przechodzimy do ustawień proxy:

Teraz, rozwijamy SSH i wybieramy Tunnels (w source port wpisujemy port który przydzieliliśmy Squidowi):

Możemy jeszcze włączyć opcję 'pingowania' co jakiś czas serwera, jeśli nie ma ruchu (żeby proxy nas nie rozłączyło), ale to już znajdźcie sobie sami :P. Zapisujemy ustawienia, odpalamy i logujemy się.
Teraz otwieramy naszą ulubioną przeglądarkę internetową, i ustawiamy proxy w następujący sposób:

No i teraz, wszystko co będziemy w przeglądarce otwierać, będzie naszym tunelem przechodzić do Squida na serwerze, i dalej w świat. Lokalne proxy zupełnie nie będzie wiedziało co się dzieje, bo wszystko jest szyfrowane, i jedyne co zaobserwuje to ruch w sieci.
Rozwiązanie niby kompletne, ale można je polepszyć. Po co cały ruch puszczać przez zdalny serwer, skoro lokalne proxy też trochę puszcza. Niestety, przeglądarki internetowe oferują tylko niewielką konfigurację proxy (1 proxy i lista wykluczeń). Jeżeli jednak jesteśmy użytkownikami Firefoxa, możemy skorzystać z dodatku FoxyProxy, który pozwala wybierać proxy na podstawie adresu URL. Konfigurujemy je tak, że cały ruch domyślnie idzie przez lokalne proxy, a jeżeli zauważamy że coś jest blokowane, to puszczamy to w regułę od tunelu. No ale to już zadanie domowe dla czytelnika :)
P.S. Pamiętaj - żeby to działało, musisz mieć odpalonego Putty z tunelem.
Śmieszy mnie, czasem nawet bardzo, kiedy osoby nie mające pojęcia o sprawach technicznych, biorą się za ich regulację.
Usłyszałem, przeczytałem (w DI), pomysł komisarza unijnego Franco Frattiniego mający na celu walkę z terroryzmem. Pomysłem ten jest blokowanie w internecie informacji o tym jak budować bombę.
Pomijając już sprawy wolności słowa, pomysł ten jest idiotyczny co najmniej z dwóch powodów:
Pomijając już, że zapewne mówiąc 'internet' pan komisarz myśli WWW. Ktoś powinien go jednak uświadomić że WWW to tylko (niewielki) wycinek tego co się w sieci dzieje. Bez bardzo zamordystycznych praw, nie da się takiej blokady przeprowadzić. Nawet jeśli takie prawa zostałyby wprowadzone - blokada nigdy nie będzie w pełni skuteczna.
Pamiętajmy - terroryzm jest problemem nastawienia. Terrorysta ze sznurówką jest znacznie bardziej groźny niż czirlidekrka z granatnikiem.
Eclipse ma taką użyteczną właściwość, że kiedy najedziemy kursorem w kodzie na jakieś słowo, to on oznacza wszystkie identyczne odpowiednim kolorem. W ten sposób np. od razu widzimy wszystkie wystąpienia zmiennej w aktualnie wyświetlanym kodzie. Działa to też dla metod, nazw klas itp. Jakie jednak było moje zdziwienie, gdy najechałem kursorem na słowo kluczowe void w definicji metody:

Potrafi mi to ktoś jakoś logicznie wyjaśnić?
ChipTunesy (ang. ChipTunes) są formą muzyki elektronicznej.
Wywodzą się z ery komputerów ośmiobitowych (i nieco późniejszych). Komputery te, zazwyczaj posiadały specjalne układy do generowania dźwięku, przy czym nie robiły tego w sposób jaki znamy dziś, lecz w formie fal o określonych kształtach, amplitudzie i częstotliwości. Czasami zdarzały się sinusy i ewentualnie jakieś filtry. Zazwyczaj jednak były to fale o obwiedni "trójkątnej", "kwadratowej" czy też "piłowej". Czyli takie blipki i blopki i czasem jakiś szum ;)
Mimo tak ograniczonych (jak na dzisiejsze standardy) możliwości, muzycy potrafili wyciągnąć z tych układów całkiem niezłe możliwości. Hardkorowi fani bez problemu poznają autorów po charakterystycznych stylach (przyznam sie że aż tak hardkorowy nie jestem).
SID jest chyba najbardziej znanym, legendarnym prawie że układem. Montowano go w C64 w dwóch wersjach (inna szła do mydelniczki inna do wersji w późniejszej obudowie). Ciekawe jest to że żadne dwa egzemplarze nie grają dokładnie tak samo - niedokładny proces produkcyjny spowodował że występują subtelne różnice.
SID w czasach powstania był najbardziej zaawansowanym chipem muzycznym. Miał sporo możliwości (np. filtry), i był wręcz kochany przez muzyków. Powstało na niego bardzo duża ilość utworów (kolekcja HVSC na dzień dzisiejszy liczy ponad 33 tysiące utworów. Niestety nie jestem z SIDem specjalnie osłuchany, więc wiele więcej powiedzieć nie mogę.
Pokey to układ skonstruowany w firmie Atari. Seryjnie montowany był w komputerach serii XE/XL, a także w wielu salonowych automatach do gier. W porównaniu do SIDa ma nieco mniejsze możliwości, chociaż może po prostu ciężej z nich skorzystać. Całkiem niedawno udało się na Pokeyu SIDa zaemulować (!), co moim zdaniem oznacza że na pewno niewiele mu ustępuje. Największa kolekcja (ASMA) zawiera nieco ponad 2500 utworów. Sporo jest godnych uwagi, chociaż (moim zdaniem) Pokey trochę za bardzo daje kwadratami po uszach.
YM/AY to zasadniczo jeden układ, znany pod dwoma nazwami. AY montowany był w Spectrum 128 oraz w Atari ST (gdzie jest mi bardziej znany). Z wszystkich tych układów, jako jedyny potrafi 'legalnie' odgrywać sample (tzn., jest to jego zaplanowana opcja, na SIDzie i Pokeyu też się da, ale za pomocą sztuczek). Co do jego możliwości w Spectrumie to ciężko mi sie wypowiadać (bo słyszałem może 2 razy w życiu), za to w Atari ST, dzięki o wiele szybszemu procesorowi, zyskał on bardzo wiele, co pozwoliło na uzyskanie niespotykanych wcześniej efektów. Większość z nich opiera się na wykorzystaniu go w sposób o którym projektanci nie śnili :). Jako że przez lata posiadałem (i nadal posiadam) ST, to jestem z nim najbardziej osłuchany. Najprawdopodobniej najlepszym muzykiem (przynajmniej o największym, najbardziej znanym dorobku) jest Joachen Hippel (vel. Mad Max). Oprócz niego do najlepszych należeli: Ben Alec, TAO, Count Zero i mój osobisty faworyt Jess (z francuskiej grupy Overlanders). Kolekcją utworów z ST jest SNDH
Każdy z tych układów, można ożywić na swoim komputerze dzięki programom które je emulują. Zainteresowani znajdą je na stronach kolekcji (w linkach).
Dlaczego o tym piszę? Ano ostatnio odkryłem Plopbox, stronę na której zebrano całkiem sporo ChipTunsów (i do tego też MODów), dodatkowo napędzanej appletem Javy, pozwalającym słuchać Chiptunesów wszędzie (gdzie mamy Jave). Słucham sobie od rana, a w oku łezka się kręci :)
P. S. Jest oczywiście o wiele więcej układów o bardzo różnych brzmieniach/możliwościach, po prostu przybliżyłem te najpopularniejsze.
P. S. 2. Tak, to nie jest muzyka dla wszystkich, tak w ogóle to jestem wariatem i mam to wyłączyć? No dobra, ja was nie zmuszam, ewentualne listy z pogróżkami własnymi/współpracowników proszę kierować na /dev/null.
Bo długich i ciężkich bojach z Valgrindem, jest nowa wersja...
Największy nacisk położyłem na wycieki pamięci. Udało mi się wyłapać chyba wszystko co możliwe do wyłapania, jeżeli coś jeszcze będzie ciec, to już wina bibliotek (przynajmniej mam na kogo zwalić ;))
Drugą najważniejszą zmianą, jest 'zrobienie' Paska obiektem GObject (z konstruktorem i destruktorem). Dla użytkownika, zmiana ta wnosi tyle, że po usunięciu z panelu, Pasek ładnie się zamyka i sprząta po sobie. Normalnie 'niesprzątanie' nie było aż tak wielkim problemem, chyba że ktoś miał 2 paski na raz, jeden zamykał, i wtedy było niezłe kongo ;)
Pełny obraz:
Nowości:
Poprawione bugi:
Jest oczywiście screenshot :)

Teraz trochę o planach na przyszłość. W następnym wydaniu mam zamiar poprawić jedyny znany mi błąd/niedogodność (przeciągarka), oraz dodać bajery graficzne w stylu przezroczystości, obrazków w tle, itp. (w tym celu będę musiał zagłębić się w czeluści Cairo).
Dalszym krokiem jest nie tyle co 'nietypowa przeglądarka RSSów", ale myślę o systemie pluginowym - czyli uniwersalny pasek i pluginy zapewniające mu treść. W tym oczywiście plugin RSS, TVN24 i kto sobie jeszcze wymyśli (i napisze ;))
Źródło, paczka dla Ubuntu Feisty i386, paczka dla Ubuntu Gutsy i386. Jeśli ktoś przekompiluje dla innego systemu/platformy, proszę podesłać, zamieszczę.
Zapraszam do używania/testowania!
P. S. Ogłoszenia parafialne: dostałem znak życia w odpowiedzi na list który przesłałem do TVN. Na razie, pchnęli sprawę do 'osoby odpowiedzialnej za ową aplikację', zobaczymy co z tego będzie...
P. S. 2. Co to właściwie za słowo wymyśliłem: "przeciągarka"... po prostu nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Dlatego ogłaszam konkurs, na najlepsze słowo zamiast "przeciągarki". Komisja w składzie: przewodniczący - ja, członkini: Kota, wybierze najlepsze. Propozycje można podsyłać do następnego wydania Paska. Jako nagrodę przewiduję zlinkowanie autora :D
Po czym poznać naprawdę dobrą Pizze?
Po satysfakcji z kupy następnego dnia rano :D
Ogólne wyniki:
Uczciwie przyznam że diety nie trzymam się w 100%, bo bym zwariował. Nie szaleję jednak, więc ogólnie jest chyba ok.
Postanowiłem podzielić się z wami częścią moich 'ulubionych' otagowanych 'komiks'
Webkomiksy wywodzą się z tzw. stripów - króciutkich (3-4 obrazkowych) komiksów zamieszczanych w gazetach. Jak to często bywa, internet pozwolił im rozkwitnąć, bo tu każdy może swoje wypociny opublikować (nawet ja, no chyba że mnie <bacznosc>Szanowny Pan Administrator</baczność> zbanuje) ;D
No, ale wróćmy. Miało być o webkomiksach które czytuje, no to lecimy:
Wiem, że trochę tu nadużyłem epitetów genialny i wspaniały, no ale czytam to co mnie się raczej podoba a nie to co się nie podoba. No, a o gustach się nie dyskutuje...
To tyle... a jakie są wasze ulubione webkomiksy?
(kiedyś o zwykłych komiksach też napiszę, nie obejdzie się)
Zatrzymanie Kaczmarka jest akcją polityczną. Ba, są na to niezbite dowody.
Nie zamierzam oceniać tu czy Kaczmarek mówi prawdę czy kłamie. Chodzi mi o całe zamieszanie wokół Kaczmarka, i sposób w jaki sprawa jest rozgrywana przez PiS - ewidentnie polityczny.
Zacznijmy od początku. 8 sierpnia, premier ogłosił że Kaczmarek 'jest w kręgu podejrzeń' w sprawie dotyczącej przecieku o akcji CBA. Zbigniew Ziobro dodał od siebie (jak to już ma w zwyczaju) stwierdzenie że 'Kaczmarek jest źródłem przecieku'. Premier wypowiedział się dość powściągliwie, Ziobro jednak nie, sugerując że mają dowody.
I tu moja zdziwienie: skoro były dowody przestępstwa (ujawnienie tajemnicy państwowej/służbowej/śledztwa) to czemu Kaczmarek nie został od razu aresztowany? Jeśli zaś dowodów nie było (a były podejrzenia) to nie lepiej założyć obserwację/podsłuchy w celu sprawdzenia podejrzeń?
Wydaje mnie się, że nie zrobiono tego, aby wmanewrować opozycję. Giertych z Lepperem dali sie zrobić jak dzieci robiąc z Kaczmarka prawie że bohatera. PO zachowało się bardziej powściągliwie, żądając wyjaśnień.
30 sierpnia rano zatrzymano Kaczmarka pod zarzutem utrudniania śledztwa i składania fałszywych zeznań... i zwolniono. Trochę to dziwne. Akcja policji, zatrzymanie... i nic. Tu mnie sie wydaje że po prostu Ziobro, nauczony wcześniejszym doświadczeniem, nie chciał kierować wniosku o aresztowanie przed sąd.
No a potem karuzela prokuratury. Rzecz dotąd niespotykana aby prokuratura robiła prezentację zebranych dowodów i to w sprawie gdzie jeden z podejrzanych został zatrzymany za utrudniania śledztwa i składania fałszywych zeznań. Gdzie sens, gdzie logika? Przedstawiać dowody na długo przed procesem?
Sens i logika jest w tym że proces nie zacznie się szybko, a nawet jak już się zacznie to może być utajniony. A wybory za pasem. Można więc wrzucać opozycji że 'popiera przestępcę' (a wyroku jeszcze nie ma przypominam), co może w przypadku LPR/Samoobrony dałoby się udowodnić na podstawie tego co mówili liderzy, to już z PO, analizując wypowiedzi, będzie ciężkie (no ale 1000 razy sie powtórzy i już wszyscy będą wiedzieć o co chodzi).
O winie Kaczmarka zadecyduje sąd za parę miesięcy (a może i lat). Ale liderzy PiSu, zamiast zreformować sądy w celu przyśpieszenia prowadzenia spraw, wybrali inną metodę: wyroki wydaja sami.
Odkąd zakończyłem 'codzienną' edukację, zawsze z początkiem września czuję dziwną, egoistyczną, niczym nie wytłumaczalną satysfakcję ;) Ciekawe skąd mnie sie to bierze ;)
Uff... ostatnia wersja, mimo że bugfix, nie była najlepsza...
Przede wszystkim mogła sie wysypać, zająć mnóstwo pamięci, która zresztą ciekła jak bardziej niż prokuratura ;) Połatałem, przerobiłem, oto jest.
Nowości:
Poprawione bugi:
Zapobiegawczo przygotowałem screenshoty :)





Źródło, paczka dla Ubuntu Feisty i386, paczka dla Ubuntu Gutsy i386. Jeśli ktoś przekompiluje dla innego systemu/platformy, proszę podesłać, zamieszczę.
Zapraszam do używania/testowania!
