Wygląda na to że definitywnie nadchodzą wybory parlamentarne.
Tak, jak ja to widzę, będzie to mecz PiS kontra reszta świata. Nie wydaje mnie sie prawdopodobne aby PiS mógł ten mecz wygrać, z jednego prostego powodu: to będzie brudna kampania, będą kłamstwa, pomówienia, prowokacje, obrzucanie błotem. Problem w tym że nie jest to gra o sumie zerowej - suma jest ujemna, tracą na tym wszyscy a PiS ma do stracenia najwięcej.
Parlament i rząd niestety nie przetrwał całej kadencji, co jak uważam wynika z jednego kardynalnego błędu popełnionego przez PiS. Tym błędem była absolutna polaryzacja sceny politycznej i medialnej - jakikolwiek głos krytyki od razu odbierany był jako atak, i powodował uznanie osoby krytykującej za wroga. Niestety nie było dyskusji do której partia rządząca jest zobowiązana - właśnie dlatego że rządzi. Czyniąc tak, odseparowała się od jakichkolwiek ewentualnych sojuszników i przestała dopuszczać do siebie głosy krytyki. To już jest niestety głupota.
Tu nasuwa mi się pewne spostrzeżenie. Genezą wszystkich problemów są poprzednie wybory, a dokładnie rzecz biorąc niewielki okres pomiędzy wyborami prezydenckimi a parlamentarnymi. Podczas tego okresu, podczas morderczej kampanii wyborczej, doszło do absolutnego skłócenia, dotychczas w miarę przyjaźnie do siebie nastawionych, PiS i PO. No i konkluzja: terminy tych wyborów ustaliło SLD. Podczas ich ustalania, były głosy aby połączyć wybory parlamentarne z prezydenckimi, jednak SLD twardo obstawiało przy rozdzieleniu.
Zastanawiające jest, czy było to zamierzone działanie obliczone na skłócenie centro-prawicy/prawicy? Czy SLD świadoma nadchodzącej porażki, w ten sposób, chciała zapewnić sobie lepszy start w następnych wyborach?
Politycy to wbrew ogólnej opinii inteligentni ludzi (jeśli nie wierzycie porównajcie zawartość swoich portfeli z ich portfelami). Nie wydaje mi się jednak, aby taki machiaweliczny plan powstał w czyjkolwiek głowie. Skłaniałbym się raczej ku przypadkowi. Lewica jest w tej chwili zmarginalizowana i podzielona, a szczyt ich cyklu koniunkturalnego dopiero powoli nadchodzi.
Nadchodzą wybory, nadchodzi kampania wyborcza. Będzie brutalniej i brudniej niż poprzednio. Przygotujmy się na karuzelę obietnic, wybierzmy z głową, a potem rozliczajmy z obietnic. Wybierzmy, idźmy do urn. Nam, z naszych małych światków, pozbawionych dużej odpowiedzialności, łatwo jest wygrażać tym co stoją na górze, mających ogromną odpowiedzialność. Dlatego my nie wypierajmy się naszej - zagłosujmy.


Komentarze