Na naszych oczach rozpoczyna się wojna patentowa.
Żadne mocne strzały jeszcze nie padły, al przeciwnicy zaczynają okopywać swoje pozycję. Pierwsze flary i rozpoznanie zrobił Microsoft - twierdząc że systemy GNU/Linux naruszają ileśtam ich patentów. Reakcją społeczności FLOSS było półtoraroczne przygotowanie fortyfikacji - GPL v3.
O GPL v2 mówiono że jest licencją wirusową. GPL v3 odziaływuje w podobny sposób, lecz znacznie mocniej. Przy fortyfikacjach GPL v2, można było dokonać ataku, wedrzeć się częściowo na fortyfikację - a potem bez większych strat się wycofać. W wypadku GPL v3, każde niemal choćby lekkie dotknięcie fortyfikacji powoduje że stajesz się ich częścią (klauzula o dystrybucji/rozpowszechnianiu). Niespecjalnie więc dziwi ruch Microsoftu, odsuwający go od niebezpieczeństwa.
Dlatego, rozpoczynająca się właśnie wojna będzie wojną pozycyjno-podjazdową. Przeciwnicy już się okopali, zaś podjazdy będą dokonywane poprzez mętne klauzule, pseudo otwieranie kodu (klauzule typu: "ponieważ zobaczyłeś nasz kod, wszystko co w przyszłości zrobisz może być na nim oparte. Niniejszym twoja dupa jest nasza"). Oczywiście, po obu stronach stoją potężne armaty w postaci olbrzymich portfolio patentów. Myślę jednak że armaty te nie wystrzelą, ponieważ potencjalne straty przewyższają wszelkie wyobrażenia.
Linus się myli
Klauzule anty-tivozacyjne w GPL v3, mocno wzburzyły Linusa, tak że nazwał FSF "hipokrytami", ponieważ mówiąc o wolności, zabierają ją twórcom sprzętu. To czego nie zauważa, to że dawanie komukolwiek jakiejkolwiek wolności, jest równocześnie zabieraniem innej wolności komu innego. Wolność posiadania znosi wolność kradzieży. Sprawa TiVo od dawna rozpatrywana była jako nadużycie GPL v2. Filozofia licencji GPL jest filozofią dawania: jeśli w jakiś sposób wykorzystujesz oprogramowanie objęte GPL, to zazwyczaj musisz dać coś w zamian. TiVo natomiast przedstawiło filozofię brania: bierzemy co jest dostępne i w zamian nie dajemy nic. Z tych i jeszcze kilku innych powodów (wolna kultura, anty-DRM) GPL v3 zakazuje praktyk tivoazcyjnych.
Spójrzmy też od strony działki Linusa. Wszyscy developerzy jądra Linuksa narzekają na zamknięte, binarne sterowniki. Powodują one duże problemy ze znajdywanie ewentualnych błędów. Jednak, z czasem, powstają wolne sterownik (np. do kart nVidii). Co by się stało gdyby nVidia "ztivizowała" swój sprzęt i wolne sterowniki przestałyby działać? Czy Linus byłby z tego zadowolony?


Komentarze