Moi dziadkowie całe lata mieszkali w Toruniu. Spędziłem u nich wiele niezapomnianych wakacyjnych miesięcy. Najlepiej wspominam chyba toruńskie kina, szczególnie te na starym mieście. No, ale nie o tym miałem teraz pisać.

Nie wiem czy Kościół Toruński to obraźliwe określenie. Na pewno w jakiś sposób wartościujące, tak więc ktoś może poczuć się obrażony. Jeśli tak, to niestety kiepsko trafił, bo na tym się nie skończy.

Jako Kościół Toruński, rozumiem większość słuchaczy Radia Maryja. Ludzi zapatrzonych w niesamowicie charyzmatyczną postać o. Rydzyka.

Nie jestem katolikiem. Ba, nie jestem nawet chrześcijaninem. Jednak byłem w tą sobotę w kościele, można nawet uznać że uczestniczyłem w mszy. To co mnie uderzyło, to odmienność tego co tam mówił kapłan, i tego co można usłyszeć z ust o. Rydzyka. Ksiądz ten mówił o miłości, tak jak o niej nauczał Jezus. O miłości co wszystko przetrzyma i zrozumie, o miłości bliźniego. Mówił bardzo ciekawie i nawet mnie, człowieka nieco nie na miejscu, bardzo zainteresował.

Tym czasem co słyszymy na falach Radia Maryja? Co słyszymy z ust o. Rydzyka? Gdzie jest chrześcijańskie miłosierdzie? Miłość? Poświęcenie? To, jak ja to widzę, to odklepanie rytualnych formułek, a potem polityczna indoktrynacja.

Jest takie powiedzenie: co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi. Z drugiej strony, w koranie napisane jest że nie da się rozdzielić religii od państwa. Nie chcę tu wartościować ani oceniać obu tych religii, lecz wydaję mi się że w Polsce jest to postawione dość jasno. Artykuł 25 konstytucji, punkt 2. Dlatego będę domagał sie zbadania, jako kto na spotkanie Radia Maryja pojechali członkowie polskiego rządu, i kto za ich podróż zapłacił.

Z drugiej strony zastanawiam się jak długo Lech Kaczyński będzie dawał pluć sobie w twarz i mówić że to deszcz pada. Mimo że jest politykiem, to godność jakąś na pewno posiada.