Po co? Będzie wypadek - dostaniemy od państwa. Zerwie nam dach - dostaniemy od państwa.
Możliwe że nie słyszeliście: wyciekł pilot serialu "Sarah Connor Chronicles", który dzieje się w świecie Terminatora, w czesach dzisiejszych i opowiada o perypetiach Sary Connor i jej syna Johna. Smaczku całości dodaje to, że premiera serialu zapowiadana jest na następny rok.
Pierwsze informacje o tym że powstaje serial pojawiły się jakiś czas temu. Od momentu kiedy je usłyszałem, nie mogłem sie doczekać. Dlatego jak usłyszałem że coś wypłynęło, nie postrzymałem się i dokonałem przestępstwa zagrożonego karą grzywny i (w moim wypadku) do dwóch lat więzienia. Tak, przyznaję się.
Pilot serialu jest całkiem niezły. Niestety aktorka grająca Sarę (Lena Headey), Lindzie Hamilton mogłaby conajwyżej kawę robić, a Edward Furlong jest już chyba trochę za stary żeby zagrać młodego Johna. Są wybuchy, pościgi, terminatorzy i podróże w czasie. Ogólnie dobra robota, z tym że (przynajmniej ja tak to widzę) akcja koliduje z akcją Terminatora 3. Możliwe że będzie na to jakieś wyjaśnienie, mam nadzieję że w miarę inteligente (chociaż czego ja się spodziewam).
Teraz o wycieku. Tak, spiraciłem i jestem z tego dumny. Po prostu nie wierzę że tak dopracoawny pilot wyciekł na prawie rok przed planowana emisją. Moim zdaniem to kontrolowana akcja producentów/dystrybutowów. Za darmo zrobią sobie badania czy chwyci, a fani podbiją sobie bębenek. Dam sobie za to niektóre części ciała uciąć.
Acha, no i jeszcze Summer Glau w roli 'dobrego' terminatora. Nagrała się freaków w Serenity/Firefly więc praktykę ma. Tam była naprawdę świetna, w Terminatorze jakaś taka nijaka. No ale takie są terminatory.
P.S. Zły Terminator czasami mów głosem Arniego :D
P.S.2. Ponoć w 4 Johna ma znowu zagrać Edward Furlong :D
Wynik: -4,5 kg, ciśnienie się unormowało, jak znajdę chwilkę czasu to zrobię inne badania. Ogólnie jestem z siebie zadowolony :)
Przejżałem właśnie (dość pobieżnie) draft HTML 5. Pierwsze wrażenia mam mieszane.
Po pierwsze, HTML 5 jest znacznie obszerniejszym standardem niż poprzednie inkarnacje HTML. Dodano sporo rzeczy których wcześniej nie było wogóle, to co zauważyłem to przede wszystkim data gridy i sporo innych (czy użytecznych to się zobaczy) znaczników.
Oprócz tego HTML 5 porusza kilka spraw które we wcześniejszych wersjach pominięto (bo wówczas nie były takie istotne). Przede wszystkim mamy pełny opis DOM: metod i atrybutów, z ogromnym naciskiem na wykorzystanie całości w skryptach. Wygląda to na naprawdę rozbudowane. Drugim i równie ważnym elementem jest zdefiniowanie zachowań klientów w wypadku błędnego kodu - w tej chwili każdy engine robi to po swojemu. Zauważyłem też cos opisane jako local storage, który ma być zasadniczo engine SQL do przechowywania danych po stronie klienta. Spory nacisk położono na sprawy bezpieczeństwa. Do tego cookiesy, eventy, wyjątki, wprost podane algorytmy parsowania i renderowania elementów.
Wydaję mnie się, że propozycja HTML 5 jest krokiem 'prawie' we właściwym kierunku. Dlaczego prawie? W porównaniu do wcześniejszych wersji HTMLa, jest to kobyła, którą napewno będzie ciężko zaimpelementować w całości. Może nie doczytałem, ale w tworzeniu HTML 5 biorą udział głównie przedstawiciele producentów wiodących przeglądarek. To chyba nie jest najlepszy wybór ludzi do pracy, bo to nie przeglądarki będą tak naprawdę korzystać z tego standardu, lecz developerzy tworzący strony. I to ich głos powinien być najważniejszy.
Jeszcze jedno: HTML 5 jest niezgodny z XML. Pozwala np. na niezamknięte tagi. Nie wiem czemu, ale wydaje mnie się że to nie najlepsz pomysł. Parsery XML są standardem (chyba) w każdym poważnym frameworku programistycznym. Po co więc dorabiac programistom roboty, jak można było załatwić wszystko razem?
I najważniejsze: HTML 5 ma być rozwijany równolegle z XHTML. Wytłumaczcie mi, bo nie rozumiem: po co w zakresie jednej organizacji (W3C) dwa bardzo podobne do siebie, konkurujące standardy? We wstępnych punktach HTML 5 napisano że po prostu w XHTML brakuje pewnych rzeczy. Nie lepiej by było po prostu rozwijać XHTML?
Tak czy siak, jest to na razie tylko draft, do tego miejscami mocno niedopracowany. Podejżewam że zakończenia prac nad nim nie doczekamy się szybko, a na jakiekolwiek (pełne) implementacje też trzeba będzie sporo poczekać. No chyba że ktoś już zaczyna implementacje od draftu...
Chciałem dziś pisać o czym innym - ale aż mi zęby zazgrzytały.
Wszystkie osoby wcześniej pełniące wcześniej funkcję RPO zajmowały się głównie jedną rzeczą - bronieniem obywateli przed samowolą administracji państwowej.
RPO powołany (głównie) przez PiS, podchodzi do swoich obowiązków zupełnie inaczej - broni administrację przed samowolą obywateli. Piszę o tym, ponieważ RPO zapowiedział możliwość przesłania doniesienia o przestępstwie które mieli popełnić strajkujący lekarze (bo strajkują), do prokuratury. Uzasadnia to że lekarze "utrudniają dostęp do usług medycznych".
Wyjaśnijmy może parę spraw:
- Prawo do strajku gwarantuje Konstytucja RP (artykuł 59, punkt 2)
- Obywatele RP maja prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej (artykuł 68, punkt 2)
Prawo do strajku, ma każdy obywatel (z wyjątkiem nielicznych wyjątków - lekarzy wśród nich nie ma). Prawo do opieki zdrowotnej ma także każdy obywatel - lecz obowiązek zorganizowania jej spoczywa nie na lekarzach, lecz na administracji państwowej. I jeśli faktycznie popełniono tu przestępstwo poprzez utrudnianie dostępu do usług medycznych, to przestępstwo to popełnia administracja państwowa, a nie strajkujący lekarze. Jak się w końcu zwolnią (czym od dawna grożą), to co? RPO też powie że utrudniają dostęp do usług medycznych? To nie jest starożytność ani pańszczyzna, nie ma niewolnictwa ani przypisania lekarza do gabinetu - żyjemy w wolnym kraju. To administracja ma zapewniać usługi nam, a nie my administracji. Jeśli podwykonawcy (lekarze) się buntują, to jest to problem i odpowiedzialność administracji.
RPO może niech się zajmie innymi sprawami, bo jak na razie wygląda na bardzo dyspozycyjnego wobec aktualnej administracji, co podważa sens i zasady istnienia jego urzędu.
Zresztą funkcję RPO powinno się dożywotnio powierzyć Januszowi Weissowi :D
Muszę przyznać że na ten film czekałem bardzo niecierpliwie.
Pierwszy raz Transformersy obejrzałem na video w wieku około 12 lat (dzięki Sebastian). W tycz czasach Megatron wyglądał jeszcze jak faszysta ;), co niestety później na fali poprawności politycznej zmieniono.
Film fabularny nie zawiódł moich oczekiwań. Fabuła jest prosta jak drut (zresztą czego oczekiwać po adaptacji kreskówki), a niektóre sceny potrafią rozśmieszyć prawie do łez (autoboty chowające się w ogródku ;)).
Nie podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze, trochę zbyt potworne przedstawienie Deceptikonów, po drugie, fabuła jest jednak trochę zbyt prosta - prawie do samego końca wszystko dzieje się niemal bezproblemowo. Brakuje trochę suspensu i napięcia.
Ogólnie wrażenia są jednak bardzo pozytywne... czekam na następną część :)
Na naszych oczach rozpoczyna się wojna patentowa.
Żadne mocne strzały jeszcze nie padły, al przeciwnicy zaczynają okopywać swoje pozycję. Pierwsze flary i rozpoznanie zrobił Microsoft - twierdząc że systemy GNU/Linux naruszają ileśtam ich patentów. Reakcją społeczności FLOSS było półtoraroczne przygotowanie fortyfikacji - GPL v3.
O GPL v2 mówiono że jest licencją wirusową. GPL v3 odziaływuje w podobny sposób, lecz znacznie mocniej. Przy fortyfikacjach GPL v2, można było dokonać ataku, wedrzeć się częściowo na fortyfikację - a potem bez większych strat się wycofać. W wypadku GPL v3, każde niemal choćby lekkie dotknięcie fortyfikacji powoduje że stajesz się ich częścią (klauzula o dystrybucji/rozpowszechnianiu). Niespecjalnie więc dziwi ruch Microsoftu, odsuwający go od niebezpieczeństwa.
Dlatego, rozpoczynająca się właśnie wojna będzie wojną pozycyjno-podjazdową. Przeciwnicy już się okopali, zaś podjazdy będą dokonywane poprzez mętne klauzule, pseudo otwieranie kodu (klauzule typu: "ponieważ zobaczyłeś nasz kod, wszystko co w przyszłości zrobisz może być na nim oparte. Niniejszym twoja dupa jest nasza"). Oczywiście, po obu stronach stoją potężne armaty w postaci olbrzymich portfolio patentów. Myślę jednak że armaty te nie wystrzelą, ponieważ potencjalne straty przewyższają wszelkie wyobrażenia.
Linus się myli
Klauzule anty-tivozacyjne w GPL v3, mocno wzburzyły Linusa, tak że nazwał FSF "hipokrytami", ponieważ mówiąc o wolności, zabierają ją twórcom sprzętu. To czego nie zauważa, to że dawanie komukolwiek jakiejkolwiek wolności, jest równocześnie zabieraniem innej wolności komu innego. Wolność posiadania znosi wolność kradzieży. Sprawa TiVo od dawna rozpatrywana była jako nadużycie GPL v2. Filozofia licencji GPL jest filozofią dawania: jeśli w jakiś sposób wykorzystujesz oprogramowanie objęte GPL, to zazwyczaj musisz dać coś w zamian. TiVo natomiast przedstawiło filozofię brania: bierzemy co jest dostępne i w zamian nie dajemy nic. Z tych i jeszcze kilku innych powodów (wolna kultura, anty-DRM) GPL v3 zakazuje praktyk tivoazcyjnych.
Spójrzmy też od strony działki Linusa. Wszyscy developerzy jądra Linuksa narzekają na zamknięte, binarne sterowniki. Powodują one duże problemy ze znajdywanie ewentualnych błędów. Jednak, z czasem, powstają wolne sterownik (np. do kart nVidii). Co by się stało gdyby nVidia "ztivizowała" swój sprzęt i wolne sterowniki przestałyby działać? Czy Linus byłby z tego zadowolony?
Wracając z pracy do domu na piechotę, zauważyłem kilka tabliczek/znaków z napisem "Zakaz gry w piłkę". W pełni popieram stawianie tabliczek.
Ale nie dokładnie o takiej treści ;) Tytuł jest prowokacyjny, dałeś się złapać na lep taniej prowokacj. Przepraszam. Ale jak już tu jesteś - możesz czytać dalej :).
Polskim, ba - problemem wszystkich krajów średnio/wysoko rozwiniętych, jest kiepski stan kultury fizycznej młodego pokolenia. Ile to razy słyszeliśmy zapewnienia naszych mądrych polityków o tym jak temu zaradzą, jak zwiększą ilość godzin WFu w szkole, jak stadiony wybudują. Tymczasem, szeregowi obywatele, nie czekając na błogosłowieństwo władzy centralnej, wzięli sprawy w swoje ręce. Gdzieniegdzie, na trawnikach, placach zabaw (sic!), zaczęły pojawiać się tabliczki z napisem "Zakaz gry w piłkę", lub regulaminy zabraniające praktycznie wszystkiego oprócz siedzenia i nudzenia się.
KONIEC Z TYM
Niniejszym ogłaszam ogólnopolską (to sie jeszcze zobaczy) akcję: Nakaz Gry w Piłkę!. Oto dwupunktowy manifest akcji:
- Piłka jest po to aby ją kopać.
- Kości są po to aby je w młodości łamać - a na starość to wspominać.
Dlatego, jesli widzisz gdzieś tabliczkę zabraniającą dzieciakom dobrej zabawy z piłką lub bez:
- Zmierz wymiary tabliczki
- Zaprojektuj swoją wersję. (Najlepiej przerób oryginał tak aby różnicy nie dało się łatwo zauważyć jeśli ktoś gapi się na nia codziennie)
- Wydrukuj. (Najlepiej na drukarce laserowej, bo atramenty zazwyczaj nie są wodoodporne)
- Zrób zdjęcie przed ingerencją
- Nalep
- Zrób zdjęcie po ingerencji
- Rozgłoś swój szlachetny uczynek światu :)
Jeśli ktoś jest leniwy, lub chce być przygotowany na każda okazję, to może sobie wydrukować w różnych rozmiarach jedynie 2 litery: "Na". Wówczas jak zobaczy "Zakaz", może go przerobić na "Nakaz" :)
Jak się akcja rozwinie, to zarejestrujemy domenę i postawimy serwis ze zbiorem zdjęć. No i będziemy zarabiać na reklamach :).
Z obywatelsko-społecznym pozdrowieniem: DO DZIEŁA!!!
P. S. Ma ktos jakis pomysł na logo akcji? Najlepiej proste, małe i czarno-białe co by można było do nalepek dodwawć.
Moi dziadkowie całe lata mieszkali w Toruniu. Spędziłem u nich wiele niezapomnianych wakacyjnych miesięcy. Najlepiej wspominam chyba toruńskie kina, szczególnie te na starym mieście. No, ale nie o tym miałem teraz pisać.
Nie wiem czy Kościół Toruński to obraźliwe określenie. Na pewno w jakiś sposób wartościujące, tak więc ktoś może poczuć się obrażony. Jeśli tak, to niestety kiepsko trafił, bo na tym się nie skończy.
Jako Kościół Toruński, rozumiem większość słuchaczy Radia Maryja. Ludzi zapatrzonych w niesamowicie charyzmatyczną postać o. Rydzyka.
Nie jestem katolikiem. Ba, nie jestem nawet chrześcijaninem. Jednak byłem w tą sobotę w kościele, można nawet uznać że uczestniczyłem w mszy. To co mnie uderzyło, to odmienność tego co tam mówił kapłan, i tego co można usłyszeć z ust o. Rydzyka. Ksiądz ten mówił o miłości, tak jak o niej nauczał Jezus. O miłości co wszystko przetrzyma i zrozumie, o miłości bliźniego. Mówił bardzo ciekawie i nawet mnie, człowieka nieco nie na miejscu, bardzo zainteresował.
Tym czasem co słyszymy na falach Radia Maryja? Co słyszymy z ust o. Rydzyka? Gdzie jest chrześcijańskie miłosierdzie? Miłość? Poświęcenie? To, jak ja to widzę, to odklepanie rytualnych formułek, a potem polityczna indoktrynacja.
Jest takie powiedzenie: co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi. Z drugiej strony, w koranie napisane jest że nie da się rozdzielić religii od państwa. Nie chcę tu wartościować ani oceniać obu tych religii, lecz wydaję mi się że w Polsce jest to postawione dość jasno. Artykuł 25 konstytucji, punkt 2. Dlatego będę domagał sie zbadania, jako kto na spotkanie Radia Maryja pojechali członkowie polskiego rządu, i kto za ich podróż zapłacił.
Z drugiej strony zastanawiam się jak długo Lech Kaczyński będzie dawał pluć sobie w twarz i mówić że to deszcz pada. Mimo że jest politykiem, to godność jakąś na pewno posiada.
Jako że jestem fanem tej masońskiej rozgłośni (jak mawiał Gałęziak kiedy razem pracowaliśmy i już nie mógł go wytrzymać), mocnym mankamentem są dla mnie (chwilowe) niedomagania mojej karty TV/Radio. Od czego więc internet?
Pewnie wielu mnie zjedzie za słuchanie takiej komerchy, ale muszę przyznać, że na co dzień odpowiada mi popowy profil tego radia. Innej muzyki też chętnie słucham, właściwie wszystkich gatunków po trochu (no może poza tymi baaardzo skrajnymi), ale na co dzień po prostu nie chce mi się kłopotać z wyborem więc odpalam Zetkę. Takie konsupcyjno-kulturalne lenistwo.
No, ale od czego internet. Radio Zet używało w swej historii chyba wszystkich możliwych technologii streamowania, z różnymi skutkami: (zaczynając od najwczesniejszych)
- RealPlayer - chyba najciekawsza technologia. Umożliwia płynne pogorszenie/polepszenie jakości streamu w wypadku wykrycia problemów z przepustowością sieci. Do tego w miarę odporna zgubione pakiety. No i jest klient dla Linuksa. Niestety już niedostępne.
- AbRadio - taki zbiorczy serwis wielu stacji radiowych, zasadniczo używający pluginu Windows Media. Niestety odpowiedniki linuksowe (Mplayer-plugin, Totem-plugin) średnio działają (raz działają a raz nie), zresztą sam oryginalny plugin miewa różne dziwne humory. Jak dla mnie - porażka.
- Windows Media - zasadniczo to samo co powyżej, tylko bez marki AbRadio. (nie)Działa tak samo ;)
- Peercast - też bardzo ciekawa technologia, do tego otwarta. Działa na zasadzie P2P, dzięki czemu obciążenie bezpośrednio na serwerach jest mniejsze - jedni użytkownicy ciągną od innych. Niestety dość trudne w konfiguracji i kapryśne w działaniu. Jeśli tylko zostanie to poprawionę - wróżę tej technologii wielką przyszłość
- AAC przez HTTP - w miarę ostatnio zaimplementowana technologia. Chyba najlepsza ze wszystkich. Prosta obsługa (ściągamy po prostu playlistę), a klientów nie brak na dowolną platformę. Do tego kodek AAC daje dobrą jakość przy relatywnie niskim bitrate.
Z innych spraw które poprawili - to między innymi wydajność usługi. Kiedyś baaardzo ciężko było się wbić, natomiast teraz to zupełnie nie problem.
Z masońsko-żydowsko-cyklistyczno-radiozetowym-gazetowyborczym pozdrowieniem, stały słuchacz.
P. S. Gałęziak sie dziś obrączkuję - gorące życzenia wszelkiej pomyślności na nowej drodze życia :)
Zakupiłem ostatnio nowe bebechy do domowego komputera. Recenzja na gorąco :)
Zacznę od monitora. To nie bebech i mam go od pół roku, ale myślę że warto go polecić. Samsung 971P, 19 cali. Dość drogi, ale matryca PVA jest warta swojej ceny. Kolory są tak żywe jakby chciały wyskoczyć z ekranu ;)
Płyta główna to GA-P35T-DQ6. To co mi się spodobało to to, że odłączyłem dysk z Ubuntu od starych bebechów, podłączyłem pod nowe i wszystko ruszyło od razu. Tylko w konfiguracji sieci musiałem zmienić eth0 na eth1. Jedyna jej wada jak dla mnie, to tylko 1 kanał ATA - mam w sumie 5 urządzeń tego typu w stałym użytkowaniu. Na szczęście mam też dodatkowy kontroler PCI. I od razu druga wada: tylko dwa sloty zwykłego PCI. Od razu mam je zajęte (kontroler ATA i karta TV), wiec ewentualnie następne będę musiał kupować na PCI -E (chce dokupić WIFI i hackować okoliczne sieci ;)). Za to wszystkiego innego jest naprawdę dużo. 8xSATA, USB to nawet nie liczę, SPDIF-IN/OUT, Firewire, itp, itd... No i jeszcze tylko ALSE muszę dokonfigurować, bo wprawdzie działa, ale nie widzi CD-IN na płycie które jest mi potrzebne do kart TV.
Procesor to czterordzeniowy Intel 2.4GHz i 8MB cache. Cóż więcej dodać, poprzednio miałem jednoredzeniowego Celerona i różnica jest kolosalna. Po prostu na jednordzeniowym, jak jedna aplikacja zmuli, to zmuli po trochu cały system. Przy większej ilości rdzeni system jest o wiele bardziej responsywny, nawet przy dużym obciążeniu.
Karta graficzna to GF8600GT od Gigabyte. Całkiem udany produkt. Problem z nią miałem taki, że aktualnie spakietowane w Ubuntu binarne sterowniki jej nie obsługują (1.0-9639). Zainstalowałem ręcznie najnowsze (100.14.11) i zaczęła śmigać :).
Do tego pamięć Kingstona 1GB w jednym module. W jednym bo docelowo ma być 2GB w dualu, ale na razie mnie nie stać.
Ogólne wrażenia: odpaliłem 3DMarki (pod WINE, bez problemu działają 2000, 2001SE, 2003. 99 sie nie odpala bo źle wykrywa DirectX, 2005 działa kiepsko, bo DirectX9 nie jest jeszcze dobrze zaimplementowany. 2006 nie próbowałem) i wreszcie mogłem obejrzeć nie pokaz slajdów a płynna animację. Dziś odpalę Americas Army, i może w końcu przejdę trening, co na poprzednim sprzęcie było bardzo utrudnione.
Uprzejmie proszę polecić mnie jakieś wymagające aplikacje które mógłbym odpalić na tym sprzęcie :D
Teraz tylko spłacać raty przez rok :(
P. S. Jakby sie ktoś pytał o zasilacz, to tak, mam całkiem niezły 700W, ale nazwy nie pomnę w tej chwili.
Do nigeryjskiego spamu już się chyba każdy przyzwyczaił. Tym razem jest oryginalnie - uciekinierka z Iraku z mężem zabitym przez złych amerykanów:
Attn:The Managing Director
Before I proceed, may I humbly introduce myself to your goodself, My Name is Mrs. Najia J. Mizban. an Iraq refugee. My late husband was untill recently, one of the personal aid to the former president of Iraq,President Saddam Hussen who was formerly overthrown out of power and was killed recently by the US government.
Prior to this last serious crisis that is still ravaging in mycountry,which recently led to misfortune of our government and my late husband position as the personal aid to the president, We inherited the sum of US$11 million.The funds were originally gotten from my late husband proceeds. My late husband was able to safe guard the fund with a very good diplomatic contact from my Country and deposited it in thailand.
I have decided to contact you because I am interested in investing in your country which is investment friendly. Please kindly guide and assist me in making the right investment since I am also interested in buying a residential property as I will be moving with my only son Haider in over there as soon as every thing regarding technical and logictics details is worked out and ascertained to our respective satisfaction. In view of your participation,I am ready to give you a good negotiable percentage for your assistance or better still commit it into viable Joint venture projects with you.
Be assured that you stand norisk of any kind as the funds belong to me and my only survived son haider. As soon as I get your consent, we will quickly move this fund to your country for investment . Again, upon your acceptance to work as my partner, you can contact me withmy private e-mail najia_jzban01@yahoo.com.my , for more details. I strongly believe that associating with you to embark on this and other business ventures will derive a huge success here after, please include you private contact telephone number and private e-mail for replying. We look unto Allah for your positive prompt response.
Yours Sincerely. Mrs. Najia J. Mizban.
Wielu z nas zapewne wielokrotnie przedstawiało zalety GNU/Linuksa różnym osobom, próbując zachęcić je do przeniesienia się na ten system, lub chociaż wypróbowania go. Wiele takich prób sie nie udało, za to wiele innych sie udało. Myślę jednak że w przewadze są te nieudane. Pomyślmy więc jak to zmienić.
Po pierwsze i chyba najważniejsze: przekaz musi być zróżnicowany, zależnie od odbiorcy. Inaczej Linuksa powinniśmy przedstawiać doświadczonemu użytkownikowi, informatykowi inaczej biznesmenowi. Inne korzyści powinnyśmy im pokazywać i inne wady Linuksa opisywać.
Po drugie i też ważne: nie kłamać ani wyolbrzymiać. Linux nie jest idealny (i zapewne nigdy nie będzie). Ma sporo wad, a ich ukrywanie tylko zrazi osoby które chcemy przekonać, kiedy je odkryją. To trzeba podkreślić przede wszystkim w temacie WINE. WINE jest już naprawdę bardzo zaawansowany, lecz ciągle z wieloma aplikacjami (zwłaszcza z aplikacjami używającym DirectX) sobie ni radzi. Tak więc jeżeli ktoś mówi że potrzebuje jakiejś aplikacji z Windowsa, nie mówmy mu że zadziała pod WINE, jeśli nie mamy 95% pewności. Lepiej powiedzieć że prawdopodobnie zadziała, i można to łatwo sprawdzić (najlepiej samemu, AppDB na WineHQ moim zdaniem nie powinno się do końca ufać).
Po trzecie: zero slangu. Normalnej osobie nic nie powie że Linux ma scheduler O(0). Nie każdemu informatykowi też to coś powie. Używać słów prostych, unikać zdań złożonych ;)
Różnicowanie przekazu
Przy różnicowaniu musimy wziąć pod uwagę dwie podstawowe rzeczy: pierwsza to jakich aplikacji dana osoba chce używać, drugi to stopień wiedzy informatycznej.
Wiadome jest że Zwykły Użytkownik po pierwsze będzie chciał używać pakietów biurowych, komunikatorów, P2P (itd...) oraz przede wszystkim gier. Z tymi pierwszymi jest całkiem ok, z grami gorzej. Tego czego nie można zrobić w przypadku ZU, to pozostawić go samego jak już go przekonacie. Trzeba mu pomagać i to aktywnie, a nie tylko odsyłać na fora do FAQów i dokumentacji.
Zaawansowanemu użytkownikowi przede wszystkim przedstawić zamienniki. On zapewne słyszał o Linuksie, ale problemem jest nieznajomość dostępnego oprogramowania.
W wypadku informatyków (nie używających Linuksa), podzieliłbym ich na 2 rodzaje. Pierwszy to osoby które na studiach miały MSDNAAA, Windowsa i nic ponadto ;). W związku z tym nie znają Linuksa ani jego zalet. Takim osobom trzeba go po prostu zaprezentować, razem z kilkoma ciekawymi ficzerami, a później pójdzie z górki. Druga kategoria to informatycy którzy kiedyś (powiedzmy w 2000) zainstalowali Linuksa i się do niego zrazili (bo to, bo tamto, bo sterowniki, bo zależności...). Tym osobom trzeba przedstawić zakres zmian które od tego czasu zaszły. Dalej pójdzie z górki.
Jeśli chodzi o biznesmenów, to głównym czynnikiem, który powoduje u nich podejmowanie decyzji, jest rachunek ekonomiczny. Czyli zasadniczo zyski i straty. No, tu chyba nie ma wielkich problemów, bo nawet boxowane oprogramowanie Linuksowe jest znacznie tańsze od odpowiedników Windowsowych, a większość jest za darmo. Biznesmena najlepiej skontaktować z jakąś firmą która sprzeda mu system/oprogramowanie. On zapłaci, środowisko się wzbogaci :).
Uff... cóż... ten poradnik jest bardzo uproszczony, ale chyba nie pominąłem najważniejszych punktów. Niech Tux będzie z wami...
P.S. Miłośnicy innych systemów też mogą wykorzystać ten poradnik... powodzenia.
Tym razem, Julia Marcell zwróciła sie do swoich fanów o pomoc.
Ponieważ do takich sie zaliczam, więc postaram się pomóc. Julia podjęła współpracę z serwisem SellaBand. Ogólnie, polega to na tym, że możemy w nią "zainwestować", a jeśli uzbiera się w sumie 50.000 USD, to będzie mogła nagrać płyte w profesjonalnym studiu przy współpracy profesjonalnego producenta. Składka wynosi 10 USD od łebka, więc jest szansa.
Jeśli sprawa dojdzie do skutku, każdy inwestor dostanie limitowaną edycję płyty.
Oho ho, wszyscy szydzą z iPhone, czas przeciwstawić się negatywnemu trendowi.
Wreszcie będzie troche ruchu na blogu.
Apple wypuściło wreszcie długo wyczekiwanego iPhona. I co? Okazuje sie że jest drogi i nie ma mnóstwa ficzerów które mają inne (i tańsze telefony)... czyli jest skazany na zagładę, zapomnienie? Zaraz zaraz...
Po produktach Appla, widać że firma ta wierzy w prostotę. Czyli nie ma sensu dokładać setek ficzerów, za to te które i będą naprawdę używane są dopracowane aż do bólu. Weźmy ich komputery - nikły udział w rynku, niewiele oprogramowania (w porównaniu do rynku Windowsa), ale to co jest jest dopieszczone do ostateczności. No i ładne ;) (tyle że ciutkę drogie). Weźmy iPoda - drogi, ficzery jak na dzień dzisiejszy średnie, a jednak w stanach zdobył 75% rynku. Dlaczego? Bo jest ładny i robi dokładnie to co powinien bez zbędnych komplikacji.
Ci którzy psioczą na iPhona wieszcząc mu zapomnienie, wytykając słabości, nie zauważają że są zaawansowanymi technicznie użytkownikami technologii. Zaliczają się do jakiegoś 1% ludzkości o podobnych cechach. iPhone nie jest dla nich, jest dla całej reszty ludzkości (no, powiedzmy że rynek docelowy to jakieś 60% ludzkości). To właśnie dla nich dopieszczony jest ten TELEFON (to podkreślenie tego że wielu ludzi dałoby sporo kasy za komórkę która nie miałaby żadnych ficzerów oprócz standardowego telefonu. Dlaczego? Bo sie gubią).
iPhone nie ma wielu rzeczy które mógłby mieć. I dam głowę że jest to przemyślana decyzja. Mimo wszystko nie będzie mu łatwo, ale myślę że wyrobi sobie znaczny udział w rynku.
Światowa dominacja jest w zasięgu Apple... muszą tylko obniżyć ceny ;)
P. S. Ja iPhona nie kupię raczej w przewidywalnej przyszłości. Jak na razie mnie nie stać, a jak już będzie mnie stać, to poszukam telefonu z lepszymi ficzerami... no ale ja też należę do tego 1% :)
Rozpoczął sie właśnie najgorszy dzień w moim życiu.
Postaram się nie kląć. Dopiero 7.34 a już jest ... źle. Najprawdopodobniej będzie jeszcze gorzej. Jest nikła nadzieja że będzie lepiej. Tak czy inaczej konsekwencje na resztę życia.
Wszyscy jesteśmy Chrystusami...
Akcja 10, scenariusz 0.
To moje oceny dla tego filmu, gdzie 10 to maks a 0 to dno.
Producenci napewno zapłacili scenarzystom sporo kasy za nowatorskie pomysły jak można ubić tych złych facetów i w jakie to kłopoty postawić przed tym dobrym. Nie zapłacili im za to żeby scenariusz trzymał się kupy. I nie chodzi mi tu o zupełnie nierelaistyczne przedstawienie spraw informatycznych (bo jako informatyk już się przyzwyczaiłem że scenarzyści rzadko mają o tym pojęcie), ale o prosty ciąg przyczynowo skutkowy. Przez dziury w scenariuszu Szklanej Pułapki 4.0 można by z powodzeniem przejechać ciężarówką przy okazji prowadząc wszystkich herubinów i serafinów na ostatnią walkę z tymi złymi hakerami (btw. dobrzy hakerzy w tym filmie też są, ale właściwie en zły był kiedyś dobrym, a ci dobrzy są de facto złymi bo maja długie włosy, nadwagę i komputery w których dali sobie zamontować C4.
Natomiast już zupełnie nie moge zrozumieć, co w tym filmie robi Kevin Smith. Za dużo na zagranej roli raczej nie zarobił. Może chce w ten sposób wyrazić swoje uwielbienie dla klasycznego cyklu kina akcji? Jeśli tak to mógł to zrobić jakimś zabawnym dialogiem w Clerks II, bo tak to jak dla mnie się tylko kompromituje.
Jak już napisałem akcja 10,k scenariusz 0. Ale jako że scenariusz jest (prawie) najważniejszy, relatywnie może 1. Obejrzyj tylko w wypadku chęci totalnego odmóżdżenia
No i nigdzie nie było (transkrypcja z pamięci) "jupiajej motherfucker". No tak PG13 zobowiązuje :(
