Wczoraj wróciłem z rejsu po Jezioraku. Był to XII doroczny rejs organizowany przez K. Ż. "Spinaker" z Wyszkowa, którego członkiem nie jestem, ale się wkręcam na rejsy ;). Przede wszystkim: GORĄCE POZDROWIENIA dla wszystkich Wyszkowiaków i ekip spoza Wyszkowa. Było naprawdę genialne.
Łódkę wzięliśmy w wypożyczalni "Maribo" w Szałkowie koło Iławy. Łódka ogólnie w porządku (Tango 780), lecz standard niższy niż na Mazurach. W załodze był mój brat (jako sternik), Boguś, Karolina, Łukasz no i ja. Dwa dni przed końcem dojechała Ałła. Pobujaliśmy się wpierw do Siemian a potem do Iławy aby spotkać się w Wyszkowiakami (bo rejs zaczynał się oficjalnie od środy). W sumie ekipa liczyła coś z 25 łódek, czyli było naprawdę sporo ludzi. W Iławie była pierwsza impreza, niestety kabelki do wzmacniacza nie wytrzymały tańczących ludzi, ale grajkowie dali radę, wyśpiewano większość szant, wypito morze gorzały.
Następnego dnia mieliśmy małe regaty, z Iławy pod Jadżówki, i nie chwaląc się przyszliśmy chyba szóści. Cumowaliśmy przy przystani należącej do domu dziecka "Kutno". Fajnie tylko do kibelka daleko. Tam odbyło się przeciąganie liny, i niestety mimo dwóch mocnych zawodników w naszej załodze (Boguś i ja) odpadliśmy w przedbiegach w walce z młodymi, lepiej zorganizowanymi załogami. Oczywiście impreza, gorzała, kobiety i śpiew :).
Następnego dnia regaciliśmy się pomiędzy Siemianami oraz Matytami. Poszło nieco lepiej, byliśmy bodaj na trzeciej pozycji. Potem nocleg w Matytach, gdzie jest bardzo fajne gospodarstwo agroturystyczne, ze świetnym żarciem, ale z niestety wysokimi cenami (schabowy w zestawie 25PLN a porcja nie za duża). Za to piwo po 4,50PLN. Udało mi się wystrzelić trzecie miejsce w strzelaniu z łuku (potwierdzony dyplomem), brat rzucał kotwica ale poszło mu średnio, czapką żeglarska nie rzucaliśmy.
Z Matyt regaciliśmy sie z powrotem pod Siemiany. Na starcie do regat mieliśmy chwilę strachu, przyszedł cholernie silny szkwał (cud że nikogo nie wywróciło). Zdążyłem częściowo zrolować foka, potem próbowałem korba na kabestanie ale w końcu zerwała sie linka od rolera, wyszorowało szoty z bloczków (i cholernie splątało), ale najgorsze już przeszło i jakoś przetrwaliśmy. Potem sie uspokoiło, rozplątaliśmy się, założyliśmy nową linkę do rolera i jakoś już szło. Aczkolwiek start przegapiliśmy i nawet nie wiem na jakiej pozycji przyszliśmy. Potem jeszcze przystanek w Siemianach (fajna przystań ze sklepem i knajpą "Kurka Wodna").
Ostatnia impreza była na małym Gierczaku, rozdanie dyplomów i pucharów (w ogólnej klasyfikacji po wszystkich konkurencjach byliśmy na dziesiątym miejscu). Kobiety, piwo i śpiew :).
Ogólny bilans rejsu: 1 złamany maszt (chłopaki próbowali przejść pomiędzy Gierczakami a nikt im nie powiedział jak tam płytko. Zblokowali sobie miecz i w celu naprawy próbowaliśmy kłaść łódkę za fał grota, ale nie wytrzymał maszt; morał na przyszłość: turystyczne łąjby są nie co na takie coś za ciężkie). Do tego jeden ukradziony silnik. Na naszej łajbie na szczęście obyło się bez strat.
Jeżeli więc znudziły ci się już trochę Mazury: polecam Jeziorak. Standard może jest nieco niższy, ale żeglowanie daje tyle samo radości. Druga klasa czystości, więc można bez problemu sobie popływać, z kołem lub bez :). No i mniejszy tłok (chociaż w Siemianach w sezonie stada ludzi łażą).
Na koniec pozdrawiam wszystkich którzy byli na rejsie, a zwłaszcza ekipę Krakowską która podarowała mi literek preparatu z podwawelskich stoków :D


Komentarze