Ostatnio Piotr Vaglowski sporo rozpisuje się o prawach autorskich i stowarzyszeniach twórców mających na celu ściąganie opłat od dystrybutorów treści. Dodajmy tu jeszcze trochę kontekstu - Stowarzyszenie Filmowców Polskich żąda od wszystkich portali/stron internetowych zamieszaczające np. filmy z YouTube, tantiem (gazeta.pl).

Opiszmy po któtce jak działają stowarzyszenia mające na celu zbieranie tantiem: możemy u nich wykupić... nie wiem jak to nazwać.. "ochronę". Jak wykupimy to nas nie pozwą. Te pieniądze są potem rozdzielane pomiędzy twórców w niznany mi bliżej sposób.

Przypomina wam to coś? Mnie to przypomina chłopców z bejsbolami którzy przychodzą do lokalu proponując "ochronę". Jak się lepiej przyjżeć, to mechanizm jest dokładnie identyczny. Mam płacić i basta, nieważne co puszczam, kto tego słucha, czy mam z tego jakąkolwiek korzyść...

Stowarzyszenia "ochrony" twórców zachowują sie jak każdy to traci grunt pod nogami. Rzeczywistość wokół się zmienia, a one nadal chcą używać reguł które nie przystają już do nowej dyskusji. Moim zdaniem zadziała tu darwinowska ewolucja - wymrą albo się dostosują.

Internet jest medium nieprzystającym do obecnych przepisów. Obecne działania starej kliki są dla mnie wątpliwe z kilku powodów:

  • Stowarzyszenia kasy chcą, ale płacić już nie (perypetie Vagli)
  • Jak już zapłacę - jak te pieniądze mają trafić do twórcy?
  • Kwestia techniczna - ja niczego nie dystrbuuje, u mnie jest tylko link, ew. obiekt na stronie

Więc mam taka propozycję: może niech najpierw nasz parlament stworzy przepisy regulujące te wątpliwości, a potem niech wyciągają ręke po kasę.

Na koniec jeszcze niezwiązany z tematem filmik z YouTube:

Zapłace każde tantiemy za umieszczenie tego filmika tutaj, jeżeli stowarzyszenie które sie po nie zgłósi udowodni mi że trafią one do faktycznego twórc (a nie do wora), i co najważniejsze, że twórca ten oczekuje pieniędzy za to ż jego dzieło tu umieściłem.