Kiedy robie remont i wynajmuję hydraulika oraz elektryka (bo sam nie mam kwalifikacji do tych robót), to niespecjalnie interesuje mnie co wiedza hydraulika o elektryce i elektryka o hydraulice.
Tak samo jest z kanonem lektur szkolnych: powinno się liczyć zdanie specjalistów, a nie ministra (nieważne z lewa, prawa czy centrum), a aktualny minister polonistą z wykształcenia nie jest (o ile jest mnie to wiadome).
Przedstawiono propozycje nowego kanonu lektur (pamiętajmy, to na razie propozycja). Pomijając autorów i tytuły które wypadły/pojawiły się (mam swoje zdanie na ten temat, ale nie jestem specjalistą więc się nie wypowiem), to co mnie bulwersuje, to sposób przeprowadzenia sprawy.
Rzecz tak istotna w edukacji jak kanon lektur, powinna być jak najszerzej dyskutowana. Jeszcze przed przedstawieniem propozycji, powinny zostać rozesłane ankiety do polonistów w całej Polsce z zapytaniem o zdanie. Potem, powinna pojawić sie propozycja wraz z dokładnym uzasadnieniem zmian. Potem ta propozycja powinna zostać przedyskutowana, powinno napisać się nowe uzasadnienie, i dopiero później pobłogosławić podpisem ministra. Oczywiście pani z ministerstwa w telewizorze powiedziała że propozycja była konsultowana, ale czemu poloniści w tym samym telewizorze robili dziwne miny i byli kompletnie zaskoczeni całą sytuacją? Tu chodzi o kanon lektur szkolnych każdy polonista powinien mieć świadomość że sie przy nim majstruje i móc wyrazić swoją opinię.


Komentarze