Dziś, po półtorarocznych, społecznych konsultacjach zostanie (za niecałą godzinę od momentu napisania tych słów) zaprezentowana finalna odsłona nowej wersji licencji GPL.

Jako że na co dzień używam oprogramowania które tą licencją zostanie objęte, jest to dla mnie istotny fakt.

Wcześniejsza wersja GPL, była często krytykowana z różnych stron. A to że jest zbyt restrykcyjna, a to za mało restrykcyjna, a to sprzeczna z konstytucją (USA, Microsoftowy FUD. W jej kierunku wysuwane były to coraz to nowe zarzuty.

Mimo to, ogromna ilość developerów z całego świata postanowiło licencjonować swój kod, właśnie przy jej użyciu (lub pochodnych, np LGPL).

Osobiście uważam że GPL to kwestia filozofii. Albo się z nią zgadzasz albo nie. Krytycy GPL wytykają jej miej lub bardziej istotne wady, lecz tracą z oczu cele którym ona ma służyć. GPL zaistniał w celu stworzenia wolnego systemu operacyjnego. System operacyjny to jądro, oraz narzędzia służące użytkownikom. Jak na mój gust - cel ten został w 100% osiągnięty.

Latka jednak lecą i w licencji poznajdywano dziury i obejścia, pozwalające na zamykanie otwartych rozwiązań, lub łączenie ich z niewolnymi. Dlatego powstało zapotrzebowanie na odświeżenie licencji.

Sam sposób w jaki to zrobiono - ponad roczny proces dyskusji społecznej, pokazuje jak ważne dla twórców licencji jest zdanie społeczności, oraz jak najlepsza ochrona ich praw. Krytyka pierwszych propozycji pozwoliła dostosować projekt do oczekiwań wielu, różniących się poglądami stron - nie tracąc z oczu celów.

Jakie są te cele? Wolny system operacyjny już mamy. Wyzwanie jakie stoi przed ruchem wolnego/otwartego (przykro mi jeśli jesteś fanatykiem, ale to w sumie synonimy), to dalszy rozwój (dodajmy że w warunkach ogromnej konkurencji), ochrona przed zawłaszczaniem wolnego kodu oraz ochrona przed ewentualnymi negatywnymi skutkami prawnymi (patenty).

Czy nowa licencja spełni te cele - to się okaże. Stara wersja w sumie przeszła próbę czasu, dopiero niedawno okazała się częściowo niewystarczająca. Dobrze więc że zdecydowano się napisać nową wersję, a sposób w jaki to zrobiono może być (moim zdaniem) uznany za wzorcowy.

Long live GPL!

Dodaj komentarz

Z przyczyn zdrowotnych muszę podjąć dietę.

Do poniedziałku muszę sobie wybrać jaką. Podstawowym kryterium jest niski indeks glikemiczny spożywanych pokarmów. Mam taką książeczkę ale jak wiadomo internet jest źródłem wszelkiej wiedzy ;). Może coś (po)radzicie?

7 komentarzy

Jedna ze słuchawek zaczęła mi burczeć i się rozpadać. Czy ktoś może mi polecić jakieś w miarę dobre słuchawki do iPODa? Audiofilem nie jestem, więc głównymi parametrami są dla mnie trwałość i długość kabla (musi starczyć z kieszeni do uszu). Z góry dziękuję za wszelkie (po)rady.

5 komentarzy

Ja wysiadam: kliknijcie

4 komentarze

Wczoraj wróciłem z rejsu po Jezioraku. Był to XII doroczny rejs organizowany przez K. Ż. "Spinaker" z Wyszkowa, którego członkiem nie jestem, ale się wkręcam na rejsy ;). Przede wszystkim: GORĄCE POZDROWIENIA dla wszystkich Wyszkowiaków i ekip spoza Wyszkowa. Było naprawdę genialne.

Łódkę wzięliśmy w wypożyczalni "Maribo" w Szałkowie koło Iławy. Łódka ogólnie w porządku (Tango 780), lecz standard niższy niż na Mazurach. W załodze był mój brat (jako sternik), Boguś, Karolina, Łukasz no i ja. Dwa dni przed końcem dojechała Ałła. Pobujaliśmy się wpierw do Siemian a potem do Iławy aby spotkać się w Wyszkowiakami (bo rejs zaczynał się oficjalnie od środy). W sumie ekipa liczyła coś z 25 łódek, czyli było naprawdę sporo ludzi. W Iławie była pierwsza impreza, niestety kabelki do wzmacniacza nie wytrzymały tańczących ludzi, ale grajkowie dali radę, wyśpiewano większość szant, wypito morze gorzały.

Następnego dnia mieliśmy małe regaty, z Iławy pod Jadżówki, i nie chwaląc się przyszliśmy chyba szóści. Cumowaliśmy przy przystani należącej do domu dziecka "Kutno". Fajnie tylko do kibelka daleko. Tam odbyło się przeciąganie liny, i niestety mimo dwóch mocnych zawodników w naszej załodze (Boguś i ja) odpadliśmy w przedbiegach w walce z młodymi, lepiej zorganizowanymi załogami. Oczywiście impreza, gorzała, kobiety i śpiew :).

Następnego dnia regaciliśmy się pomiędzy Siemianami oraz Matytami. Poszło nieco lepiej, byliśmy bodaj na trzeciej pozycji. Potem nocleg w Matytach, gdzie jest bardzo fajne gospodarstwo agroturystyczne, ze świetnym żarciem, ale z niestety wysokimi cenami (schabowy w zestawie 25PLN a porcja nie za duża). Za to piwo po 4,50PLN. Udało mi się wystrzelić trzecie miejsce w strzelaniu z łuku (potwierdzony dyplomem), brat rzucał kotwica ale poszło mu średnio, czapką żeglarska nie rzucaliśmy.

Z Matyt regaciliśmy sie z powrotem pod Siemiany. Na starcie do regat mieliśmy chwilę strachu, przyszedł cholernie silny szkwał (cud że nikogo nie wywróciło). Zdążyłem częściowo zrolować foka, potem próbowałem korba na kabestanie ale w końcu zerwała sie linka od rolera, wyszorowało szoty z bloczków (i cholernie splątało), ale najgorsze już przeszło i jakoś przetrwaliśmy. Potem sie uspokoiło, rozplątaliśmy się, założyliśmy nową linkę do rolera i jakoś już szło. Aczkolwiek start przegapiliśmy i nawet nie wiem na jakiej pozycji przyszliśmy. Potem jeszcze przystanek w Siemianach (fajna przystań ze sklepem i knajpą "Kurka Wodna").

Ostatnia impreza była na małym Gierczaku, rozdanie dyplomów i pucharów (w ogólnej klasyfikacji po wszystkich konkurencjach byliśmy na dziesiątym miejscu). Kobiety, piwo i śpiew :).

Ogólny bilans rejsu: 1 złamany maszt (chłopaki próbowali przejść pomiędzy Gierczakami a nikt im nie powiedział jak tam płytko. Zblokowali sobie miecz i w celu naprawy próbowaliśmy kłaść łódkę za fał grota, ale nie wytrzymał maszt; morał na przyszłość: turystyczne łąjby są nie co na takie coś za ciężkie). Do tego jeden ukradziony silnik. Na naszej łajbie na szczęście obyło się bez strat.

Jeżeli więc znudziły ci się już trochę Mazury: polecam Jeziorak. Standard może jest nieco niższy, ale żeglowanie daje tyle samo radości. Druga klasa czystości, więc można bez problemu sobie popływać, z kołem lub bez :). No i mniejszy tłok (chociaż w Siemianach w sezonie stada ludzi łażą).

Na koniec pozdrawiam wszystkich którzy byli na rejsie, a zwłaszcza ekipę Krakowską która podarowała mi literek preparatu z podwawelskich stoków :D

1 komentarz

Wczoraj miałem niezapomnianą okazję usłyszeć Julię Marcell na żywo.

Zacznijmy może od miejsca akcji. Sopot. Taki przecinek pomiędzy Gdańskiem a Gdynią. Tak pewnie widzi to większość osób, dla mnie jest to miejsce pełne magii drzew i wrażenia... które czuję będąc tylko tam. Dworek Sierakowskich w którym odbył sie koncert to miejsce kocie, magiczne. Dotarłem tam na kilka minut przed planowanym rozpoczęciem koncertu, co okazało się być błędem, bo po prostu nie było gdzie usiąść. Jakoś się tam jednak wraz z mym starszym bratem, wpasowaliśmy.

No i pojawiła się artystka. Kobieta niewielkich rozmiarów z zegarkiem na prawej ręce. Sam koncert nie był zbyt długi, trochę ponad godzinę. Julia zaprezentowała kilka piosenek, część juz mnie znanych (z profilu na myspace), część wcześniej niesłyszanych oraz kilka coverów i powiadam wam "Numb" Linkin Park w je.j wykonaniu brzmi wyśmienicie :) Była mała zabawa z widownią, mała zgadywanka (Jack The Ripoff)

Przez cały czas bawiłem się świetnie. Jako wokalistka Julia Marcell prezentuje się całkiem dobrze, jako pianistka nieco gorzej (poszło kilka fałszywych nutek, ale tylko przy coverach). Ogólnie - jestem bardzo zadowolony. Zakupiłem płytę (wydaną własnym sumptem), wymusiłem autograf ;). Z płyty wiem już że Julia pisze i komponje wszystko sama (z wyjątkiem Jack The Ripoff), i nawet grafikę (bardzo ładną) do okładki płyty zrobiła sama - widać jest osobą o wielu talentach.

Podczas słuchania koncertu uświadomiłem sobie że wiem już co chcę robic na emeryturze. Chcę kupić niewielki domek w Sopocie i co wieczór chodzić na takie koncerty jak ten. Pieniążki na funduszu juz się odkładają, może wystarczy :D.

To co też dał mi ten koncert to, zauważyłem że Bjork świetnienie brzmi zmiksowana z komunikacją miejską (zwłaszcza z przegubowymi, jeżdżącymi po Gdańsku Ikarusami), oraz z pociągami, przetestowane na relacji Szczecin<-> Białystok.

Płyta juz się zgrała, za chwilę wyląduje na iPODzie. W niedzielę jadę na urlop na jachcik na Jezioraku, tak więc będę mógł miksować Julię Marcell, Bjork paru innych wykonawców z dźwiękami natury.

Dodaj komentarz

Jakiś czas temu u Plejeru usłyszałem Julię Marcell.

Brzmi znajomo? Tak napisałem w jednym z poprzednich wpisów. Teraz już jestem po koncercie (kameralnym nieco). Wszystko odbyło się w Dworku Sierakowskich w Sopocie (ale o tym w kolejnym wpisie). Ponieważ po koncercie wpadłem na małego grilla, jestem w tym momencie w stanie wskazującym, więc ograniczę się do najważniejszego. Koncert Julli był świetny; odbył się w miejscu które jest magiczne. Z chyba 6 płyt które przywiozła na sprzedaż, kupiłem dwie (ale jestem niedobry).

Warto było. Ta artystka ma przed sobą wielką przyszłość... więcej jutro jak spadnie zawartość % we krwi...

Dodaj komentarz

Ostatnio Piotr Vaglowski sporo rozpisuje się o prawach autorskich i stowarzyszeniach twórców mających na celu ściąganie opłat od dystrybutorów treści. Dodajmy tu jeszcze trochę kontekstu - Stowarzyszenie Filmowców Polskich żąda od wszystkich portali/stron internetowych zamieszaczające np. filmy z YouTube, tantiem (gazeta.pl).

Opiszmy po któtce jak działają stowarzyszenia mające na celu zbieranie tantiem: możemy u nich wykupić... nie wiem jak to nazwać.. "ochronę". Jak wykupimy to nas nie pozwą. Te pieniądze są potem rozdzielane pomiędzy twórców w niznany mi bliżej sposób.

Przypomina wam to coś? Mnie to przypomina chłopców z bejsbolami którzy przychodzą do lokalu proponując "ochronę". Jak się lepiej przyjżeć, to mechanizm jest dokładnie identyczny. Mam płacić i basta, nieważne co puszczam, kto tego słucha, czy mam z tego jakąkolwiek korzyść...

Stowarzyszenia "ochrony" twórców zachowują sie jak każdy to traci grunt pod nogami. Rzeczywistość wokół się zmienia, a one nadal chcą używać reguł które nie przystają już do nowej dyskusji. Moim zdaniem zadziała tu darwinowska ewolucja - wymrą albo się dostosują.

Internet jest medium nieprzystającym do obecnych przepisów. Obecne działania starej kliki są dla mnie wątpliwe z kilku powodów:

  • Stowarzyszenia kasy chcą, ale płacić już nie (perypetie Vagli)
  • Jak już zapłacę - jak te pieniądze mają trafić do twórcy?
  • Kwestia techniczna - ja niczego nie dystrbuuje, u mnie jest tylko link, ew. obiekt na stronie

Więc mam taka propozycję: może niech najpierw nasz parlament stworzy przepisy regulujące te wątpliwości, a potem niech wyciągają ręke po kasę.

Na koniec jeszcze niezwiązany z tematem filmik z YouTube:

Zapłace każde tantiemy za umieszczenie tego filmika tutaj, jeżeli stowarzyszenie które sie po nie zgłósi udowodni mi że trafią one do faktycznego twórc (a nie do wora), i co najważniejsze, że twórca ten oczekuje pieniędzy za to ż jego dzieło tu umieściłem.

2 komentarze

Ci którzy znają Jima Carreya jedynie z głupawych komedii, polecam nowy film o tytyule "The Number 23".

Właśnie obejrzałem, i musze powiedzieć że jest to film bardzo odmienny od tego co widzieliśmy w innych filmach z udziełem Carreya, przede wszystkim: nie wygłupia się. Nie wnikając za bardzo w treść (żeby nie spoilować) powiem tylko że główny bohater ma obsesje na punkcie liczby 23. Coś w tym jest go gdy ponumerujemy kolejne litery alfabetu łacińskiego, weżmiemey JOGGER, to jest 10 + 15 + 7 + 7 +5 + 18 = 72 / 3 - 3 = 23... ja idę skrobac po ścianach a wy film obejżyjcie... a może któs zna jeszcze inne zastosowania 23? ... hmm... wezmy date ataku na WTC... 2001/09/11, dodajmy wszystko 2 + 1 + 9 + 11 i co? 23!!!

5 komentarzy

Jakiś czas temu u Plejeru usłyszałem Julię Marcell. Spodobało mnie sie to co, i jak śpiewa. W najbliższy piątek będzie koncertować w Dworku Sierakowskich w Sopocie. Ja tam będę (słuchać).

1 komentarz

Kiedy robie remont i wynajmuję hydraulika oraz elektryka (bo sam nie mam kwalifikacji do tych robót), to niespecjalnie interesuje mnie co wiedza hydraulika o elektryce i elektryka o hydraulice.

Tak samo jest z kanonem lektur szkolnych: powinno się liczyć zdanie specjalistów, a nie ministra (nieważne z lewa, prawa czy centrum), a aktualny minister polonistą z wykształcenia nie jest (o ile jest mnie to wiadome).

Przedstawiono propozycje nowego kanonu lektur (pamiętajmy, to na razie propozycja). Pomijając autorów i tytuły które wypadły/pojawiły się (mam swoje zdanie na ten temat, ale nie jestem specjalistą więc się nie wypowiem), to co mnie bulwersuje, to sposób przeprowadzenia sprawy.

Rzecz tak istotna w edukacji jak kanon lektur, powinna być jak najszerzej dyskutowana. Jeszcze przed przedstawieniem propozycji, powinny zostać rozesłane ankiety do polonistów w całej Polsce z zapytaniem o zdanie. Potem, powinna pojawić sie propozycja wraz z dokładnym uzasadnieniem zmian. Potem ta propozycja powinna zostać przedyskutowana, powinno napisać się nowe uzasadnienie, i dopiero później pobłogosławić podpisem ministra. Oczywiście pani z ministerstwa w telewizorze powiedziała że propozycja była konsultowana, ale czemu poloniści w tym samym telewizorze robili dziwne miny i byli kompletnie zaskoczeni całą sytuacją? Tu chodzi o kanon lektur szkolnych każdy polonista powinien mieć świadomość że sie przy nim majstruje i móc wyrazić swoją opinię.

1 komentarz

Creative Commons License Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht (ze zmianami)